-
Iza, posłuchaj.....Nie, to nie tak. Proszę cię, daj mi
skończyć...... Dobra, zadzwonię później, albo nie. Spotkajmy się
tam gdzie zawsze. O 15. Do zobaczenia. - to była jak gdyby nasza
pierwsza kłótnia.
Próbował mnie przeprosić w szkole, a później przez telefon, ale
w końcu zgodziłam się z nim zobaczyć. Przebrałam się, uczesałam
i ruszyłam. Była dopiero 14:30, ale chciałam być wcześniej, żeby
ochłonąć i wszystko sobie dokładnie poukładać. Nie szłam
długo, było to dość blisko. Usiadłam na ławce i zaczęłam
rozmyślać. Nie chciałam tej kłótni, ale samo wyszło.
Przestaliśmy ze sobą rozmawiać...już nie było o czym. Kiedyś
nasze rozmowy były długie i częste, teraz wyglądały tak:
-
Tak. Yhy, no dobra.
-
bla bla bla bla bla
-
bla bla bla bla bla
-
OK. muszę już iść. Pa.
Tylko
tyle. W końcu nie wytrzymałam. Wykrzyczałam mu wszystko co mi
ciążyło, on się sprzeciwiał, mówił, że to nie prawda. Nie
było sensu dalej prowadzić tej rozmowy, więc po prostu sobie
poszłam. On próbował mnie zatrzymać, przepraszać, ale ja
potrzebowałam trochę czasu. Z Dawidem jeszcze nic nie wyjaśniałam.
Boję się jego reakcji, a on ciągle się stara.
O!
Idzie Łukasz. Chcę to już mieć za sobą.
-
Iza, przepraszam cię...ja.. - przerwałam mu.
-
Łukasz..przemyślałam sobie wszystko. Znamy się już kilka
tygodni, ale ty się zmieniłeś. Bardzo. Nadal nie wiem czy chcesz
ciągnąć naszą znajomość dalej, ani czy coś do mnie czujesz.
-
Izka, daj mi wytłumaczyć..... - zaczął.
-
Nie przerywaj mi nie skończyłam jeszcze. Łukasz myślę, że
powinniśmy od siebie odpocząć. Przynajmniej na jakiś czas.
Wyjeżdżam, na razie na kilka dni. Nie wiem co potem. Nie pisz nie
dzwoń, sama się odezwę. - nie wierzę, że przed chwilą to
powiedziałam, ale klamka już zapadła.
-
Nie rób głupot, Iza. Proszę cię... - zrobił minę zbitego psa,
ale na pewno się ucieszył, że nie będzie musiał mnie oglądać
przez kilka dni. To mu było na rękę.
Wtedy
tego nie wiedziałam, ale teraz wiem to już na pewno. Wstałam z
ławki i zaczęłam biec, nie wiem czemu, ale płakałam. Biegłam
bez przerwy póki nie dotarłam do domu. Usiadłam na podłodze i
oparłam się o drzwi, głowę położyłam na kolanach. Siedziałam
tak kilka minut, aby się uspokoić, a potem wstałam i wdrapałam
się po schodach do swojego pokoju. Z szafy wyjęłam torbę podróżną
i zaczęłam pakować ubrania. Mimo że byłam roztargniona rzeczy
pakowałam równo i starannie. Wyjęłam ze szkatułki wszystkie moje
oszczędności – nie powiem było tego sporo. Z pewnością
wystarczy na bilet do Hiszpanii i z powrotem. Wyjęłam komórkę i
wybrałam numer Dawida, chciałam go powiadomić o swoim wyjeździe.
Nie odbierał.
-
A nich to! - krzyknęłam. - Napiszę mu SMS-a – wpadłam na drugi
pomysł.
„ Dawid!
Nie
będzie mnie kilka dni. Wyjeżdżam. Nie dzwoń bo roaming będzie
wysoki. Nie martw się. Przemyślałam wszystko. Odezwę się
niedługo.
Iza.”
Dobra
wszystko załatwiłam. Muszę tylko powiadomić rodziców. Nie będę
dzwonić. Zostawię im kartkę:
„Wyjeżdżam
na kilka dni. Nie martwcie się, jadę do cioci Asi. Wrócę za kilka
dni, gdy już sobie wszystko przemyślę. Przepraszam.
P.S.
Wzięłam
swoje oszczędności. Mam wystarczająco dużo.
Kocham
i całuje
Iza.”
Przypięłam
kartkę do lodówki, wzięłam torby i zamówiłam taksówkę. Nie
czekałam na nią długo.
-
Na Okęcie. Tylko szybko, proszę. - powiedziałam wsiadając.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz