-
Przyjechałam tutaj, aby wszystko przemyśleć, a zamiast tego
przypiekłam plecy. - żaliłam się Weronice, która smarowała mi
plecy balsamem. Cholernie piekło!
-
W końcu jesteś w Hiszpanii moja droga! A poza tym nie przyjechałaś
na dwa dni, no nie? Sama mówiłaś, że zostajesz na cały tydzień,
a jak kocha to poczeka. - pocieszała Weronika.
Ale
czy kocha? Czy poczeka? Nie wiem tego.
-
Oj Weruś, to nie jest takie proste jak ci się wydaje. Najchętniej
to bym tu została na zawsze.
-
Przecież możesz. Za dwa tygodnie wakacje.
„ Rzeczywiście
wakacje już niedługo, a ciocia nigdzie się nie wybiera. Mogłabym
przyjechać. „ - do głowy wpadło mi od razu mnóstwo myśli.
-
Poczekaj, zaraz wrócę. - zerwałam się z łóżka ignorując
piekący ból.
-
Czekaj!!!!! Two....
Jej
głos przerwał głośny duden i mój jęk.
-
Izka! Żyjesz?! - Weronika biegła po schodach w moją stronę, a ja
leżałam pod ścianą.
-
Chciałam ci powiedzieć, że twojej cioci nie ma w domu.
-
Nie mogłaś mi tego powiedzieć zanim jebnęłam w ścianę?
-
Ku*wa, krew ci leci z nosa. Chodź do łazienki. Jak ty to zrobiłaś??
- dopytywała Weronika ciągnąc mnie za rękę.
-
Zbiegłam po schodach i nie wyrobiłam na zakręcie. Ściana stanęła
mi na drodze. - tłumaczyłam myjąc twarz.
- Dobrze, że nie złamałaś nosa.
Nie boli cię głowa? - pytała zaniepokojona.
-
Nie, wszystko dobrze. - powiedziałam wychodząc z łazienki.
Spojrzałam
na ścianę przed nami i wbiło mnie w ziemię. Stałam tak bez
ruchu, a obok mnie pojawiła się Weronika, którą również
zamurowało. Nagle wybuchłam śmiechem, blondyna zrobiła to samo co
ja. Naszym powodem śmiechu była ściana, a dokładniej dziura
wielkości pięści w tej ścianie...
-
Jak my to zamaskujemy? - zwróciłam się do Weroniki.
-
Plasteliną? - odpowiedział pytaniem i znów wybuchłyśmy śmiechem.
-
Dobra, uspokój się już! - zaczynam panikować. - Musimy coś
wymyślić zanim wróci ciocia.
W
tym momencie otworzyły się drzwi. Błagalnym wzrokiem spojrzałam
na przyjaciółkę, na co ona złapała mnie za ramię i we dwie
oparłyśmy się o ścianę zakrywając tym samym ten drobny ubytek
tynku.
-
Cześć dziewczynki, chodźcie pomóżcie mi z tymi zakupami.
No...nie stójcie tak, weźcie te torby. - obdarzyła nas szczerym
uśmiechem ciocia Asia niczego nieświadoma.
My
nadal stałyśmy pod tą ścianą jak dwie głupie szczerząc zęby.
-
Iza, chodź. Weź to i zanieś do kuchni. - przywołała mnie ruchem
ręki ciocia.
Bez
większego entuzjazmu oderwałam się od ściany i wolnym krokiem
podążyłam po zakupy. Przejęłam torby i już miałam odejść gdy
ciocia mnie zatrzymała i zaczęła uważnie przyglądać się mojej
twarzy.
-
Dziecko drogie! Coś ty robiła. Nos masz jak kartofel. - krzyknęła
przerażona.
Bezwiednie
złapałam się za nos i wymamrotałam:
-
Miałam małą przygodę ze ścianą...i chyba ściana ucierpiała
bardziej niż ja. - wskazałam ręką na Weronikę na co to podeszła
do mnie odsłaniając dziurę.
-
Chodź do kuchni. Przyłożę ci lodu, zanim zrobi się całkiem
fioletowy, a ścianą się nie przejmuj. - powiedziała uspokajającym
głosem ciocia Asia.
Kiedy
siedziałam już z lodem przytkniętym do nosa, ciocia krzątała się
po kuchni szukając czegoś w szafkach.
-
Tylko was zostawić same w domu to już ściany się sypią, a nosy
puchną. Gorzej niż dzieci. Co ty właściwie chciałaś zrobić? -
zapytała rozbawiona .
-
Chciałam spytać czy przyjmiesz mnie tu na wakacje? - zapytałam
robiąc minę kota ze Shreka.
-
Oczywiście, że tak, tylko najpierw kupie kaski na głowy. -
powiedziała dusząc śmiech ciocia.
Myślałam,
że będzie gorzej, ale jak już mówiłam mam zajebistą ciocię.

Też chcę taką ciotkę!!!^^
OdpowiedzUsuń