Pac-Man Pinky

♥Aktualności♥

PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER

P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"

niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 9


Tydzień szybko minął i musiałam wracać do Polski. Czekaja mnie jeszcze dwa tygodnie szkoły, a potem upragnione wakacje. W sobotę o 7rano ciocia odwiozła mnie na lotnisko. O reakcję rodziców się nie martwiłam. Wczoraj rozmawiałam z mamą i wszystko jej wyjaśniałam, a z tatą nadaję na tych samych falach, więc na pewno zrozumie moją decyzję. Postanowiłam, że dam Łukaszowi szansę, może nam się uda – będę tego chciała.
- Doleć szczęśliwie Izusiu. I pozdrów rodziców. - mówiła na pożegnanie ciocia.
- Dobrze, dobrze. Pozdrowię na pewno. - zapewniałam.
- Przyjedź na wakacje, jeśli będziesz chciała. Zapraszam Cię. - uzupełniła ciocia.
- Na pewno skorzystam. Dziękuję ci ciociu. - przytuliłam ją i podeszłam do Weroniki, aby także z nią się pożegnać.
- Pa kochana. Zobaczymy się niedługo. - przytuliłyśmy się do siebie.
- Tylko nie zapomnij zadzwonić od razu jak dolecisz. - pogroziła mi palcem Weronika.
Pokiwałam głową na znak, że zadzwonię. Nie było już czasu na dalsze rozmowy więc tylko pomachałam i poszłam załatwić te różne duperele... Ugh......Nienawidzę tego!
Samolot nie leciał długo. Niecałe 2godziny. Byłam taka zmęczona, że całą drogę z lotniska do domu przespałam i nic nie pamiętam.
W poniedziałek poszłam do szkoły. Weszłam uśmiechnięta i poszłam przywitać się z koleżankami. Wszyscy tak jakoś dziwnie się na mnie patrzyli nie wiem czemu, może dlatego że się opaliłam?
- Iza! Jak ty cudownie wyglądasz! - zaczęły krzyczeć jedna przez drugą.
- Hej. Jak miło was widzieć. - przywitałam się kolejno z każdą z nich.
- Gdzie ty w ogóle byłaś co? Czemu nic nam nie powiedziałaś? - po miłym przywitaniu nastąpił kolejny etap, czyli wielki ochrzan za to że ich o tym nie poinformowałam …
- To była szybka decyzja... musiałam odpocząć, przemyśleć wszystko, ale już wróciłam i jest OK. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Poczekacie chwilę muszę porozmawiać z Łukaszem. - już zamierzałam odejść kiedy gwałtownie mnie zatrzymały.
- Oj po co będziesz teraz szła? Spędź trochę czasu z nami, a nie od razu gnasz dalej. – coś było nie tak. Czułam to, one chcą coś przede mną coś ukryć.
Nie zdążyłam dowiedzieć się o co chodzi, ponieważ zadzwonił dzwonek. Miałam zamiar od razu udać się do klasy, ale coś kazało mi zostać. Schowałam się więc za ścianą i zamieniłam się w słuch. Wiem, wiem...nie ładnie jest podsłuchiwać i do tego jeszcze koleżanki, ale nie miałam innego wyjścia.
- … ty jej to powiedz …. - nie mogłam rozpoznać głosu, był za duży szum, a i tak słyszałam tylko urywki.
- ...i tak w końcu się dowie... - to był chyba głos Beaty.
- ...lepiej, żeby od nas...niż od innych...
- ...ja jej to powiem, mam z nią lepszy kontakt.. - nie miałam wątpliwości, że to mówiła Lola.
O co im chodzi? O czy one rozmawiają. Nie wytrzymałam, wyszłam z ukrycia, zobaczyły mnie. Stały tak z szeroko otwartymi buziami i patrzyły ma mnie a ja na nie.
- Jak długo tam stałaś? - zapytała Lola.
- Wystarczająco długo. O czym rozmawiałyście? - zapytałam najspokojniej jak tylko umiałam. Na korytarzu stałyśmy już tylko my.
- O … niczym! - zaczęła kręcić Lola.
- O czym rozmawiałyście?! - podniosłam głos. - Odpowiedz mi! - krzyknęłam.
- Iza...muszę ci o czymś powiedzieć...ale nie tutaj i nie teraz. - tyle mi wystarczyło.
Ich dziwne zachowanie kiedy chciałam iść do Łukasza, teraz ta rozmowa i ten tekst „ nie tutaj i nie teraz”. Już wiedziałam, wiedziałam.
Wybiegłam ze szkoły. Biegłam.... biegłam bardzo długo. Nie wiedziałam gdzie chce iść... biegłam tam gdzie mnie nogi poniosły. W końcu się zatrzymałam. Usiadłam na ziemi i oparłam się o jakąś ścianę. Nie wiem gdzie byłam. Zaczęłam płakać i płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez, nie miałam nad nimi panowania. Siedziałam tam długo, kilka godzin, może więcej, w końcu się opanowałam.
- Dosyć! Nie będziesz płakać przez takiego dupka! Nigdy więcej! NIGDY! - krzyknęłam najgłośniej jak tylko potrafiłam.
Ogarnęłam się i zaczęłam wracać. Byłam bardzo daleko od szkoły, aż sama się zdziwiłam, że aż tutaj dotarłam. Spojrzałam na zegarek. O matko! Była już 15. Jak długo tu jestem! Lekcje się już skończyły. Postanowiłam, że zaczekam na Łukasz i się z nim rozmówię. Akurat trafiłam na moment kiedy wychodził ze szkoły. Był sam. Na szczęście.
- I co?! Nic mi nie powiesz? - posłałam mu jadowite spojrzenie.
- A czego ode mnie oczekujesz co? Chciałaś odpocząć, więc proszę. Odpoczywaj ile chcesz. - tego było już za wiele!
- Zrobiłam to ze względu na ciebie! Te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem! To nic dla ciebie nie znaczy?! - krzyczałam.
- Ale ja nic ci nie obiecywałem! - to był cios poniżej pasa.
Kiedyś starszy brat trenował boks. Nauczył mnie kilku chwytów.
Zacisnęłam pięść i wymierzyłam mu prawego sierpowego. Zachwiał się i upadł.
- Spieprzaj z mojego życia! - to były ostatnie słowa jakie wypowiedziałam do niego.
Odwróciłam się na pięcie i po prostu odeszłam. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz