Tydzień
szybko minął i musiałam wracać do Polski. Czekaja mnie jeszcze
dwa tygodnie szkoły, a potem upragnione wakacje. W sobotę o 7rano
ciocia odwiozła mnie na lotnisko. O reakcję rodziców się nie
martwiłam. Wczoraj rozmawiałam z mamą i wszystko jej wyjaśniałam,
a z tatą nadaję na tych samych falach, więc na pewno zrozumie moją
decyzję. Postanowiłam, że dam Łukaszowi szansę, może nam się
uda – będę tego chciała.
-
Doleć szczęśliwie Izusiu. I pozdrów rodziców. - mówiła na
pożegnanie ciocia.
-
Dobrze, dobrze. Pozdrowię na pewno. - zapewniałam.
-
Przyjedź na wakacje, jeśli będziesz chciała. Zapraszam Cię. -
uzupełniła ciocia.
-
Na pewno skorzystam. Dziękuję ci ciociu. - przytuliłam ją i
podeszłam do Weroniki, aby także z nią się pożegnać.
-
Pa kochana. Zobaczymy się niedługo. - przytuliłyśmy się do
siebie.
-
Tylko nie zapomnij zadzwonić od razu jak dolecisz. - pogroziła mi
palcem Weronika.
Pokiwałam
głową na znak, że zadzwonię. Nie było już czasu na dalsze
rozmowy więc tylko pomachałam i poszłam załatwić te różne
duperele... Ugh......Nienawidzę tego!
Samolot
nie leciał długo. Niecałe 2godziny. Byłam taka zmęczona, że
całą drogę z lotniska do domu przespałam i nic nie pamiętam.
W
poniedziałek poszłam do szkoły. Weszłam uśmiechnięta i poszłam
przywitać się z koleżankami. Wszyscy tak jakoś dziwnie się na
mnie patrzyli nie wiem czemu, może dlatego że się opaliłam?
-
Iza! Jak ty cudownie wyglądasz! - zaczęły krzyczeć jedna przez
drugą.
-
Hej. Jak miło was widzieć. - przywitałam się kolejno z każdą z
nich.
-
Gdzie ty w ogóle byłaś co? Czemu nic nam nie powiedziałaś? - po
miłym przywitaniu nastąpił kolejny etap, czyli wielki ochrzan za
to że ich o tym nie poinformowałam …
-
To była szybka decyzja... musiałam odpocząć, przemyśleć
wszystko, ale już wróciłam i jest OK. - powiedziałam z uśmiechem
na twarzy. - Poczekacie chwilę muszę porozmawiać z Łukaszem. -
już zamierzałam odejść kiedy gwałtownie mnie zatrzymały.
-
Oj po co będziesz teraz szła? Spędź trochę czasu z nami, a nie
od razu gnasz dalej. – coś było nie tak. Czułam to, one chcą
coś przede mną coś ukryć.
Nie
zdążyłam dowiedzieć się o co chodzi, ponieważ zadzwonił
dzwonek. Miałam zamiar od razu udać się do klasy, ale coś kazało
mi zostać. Schowałam się więc za ścianą i zamieniłam się w
słuch. Wiem, wiem...nie ładnie jest podsłuchiwać i do tego
jeszcze koleżanki, ale nie miałam innego wyjścia.
-
… ty jej to powiedz …. - nie mogłam rozpoznać głosu, był za
duży szum, a i tak słyszałam tylko urywki.
-
...i tak w końcu się dowie... - to był chyba głos Beaty.
-
...lepiej, żeby od nas...niż od innych...
-
...ja jej to powiem, mam z nią lepszy kontakt.. - nie miałam
wątpliwości, że to mówiła Lola.
O
co im chodzi? O czy one rozmawiają. Nie wytrzymałam, wyszłam z
ukrycia, zobaczyły mnie. Stały tak z szeroko otwartymi buziami i
patrzyły ma mnie a ja na nie.
-
Jak długo tam stałaś? - zapytała Lola.
-
Wystarczająco długo. O czym rozmawiałyście? - zapytałam
najspokojniej jak tylko umiałam. Na korytarzu stałyśmy już tylko
my.
-
O … niczym! - zaczęła kręcić Lola.
-
O czym rozmawiałyście?! - podniosłam głos. - Odpowiedz mi! -
krzyknęłam.
-
Iza...muszę ci o czymś powiedzieć...ale nie tutaj i nie teraz. -
tyle mi wystarczyło.
Ich
dziwne zachowanie kiedy chciałam iść do Łukasza, teraz ta rozmowa
i ten tekst „ nie tutaj i nie teraz”. Już wiedziałam,
wiedziałam.
Wybiegłam
ze szkoły. Biegłam.... biegłam bardzo długo. Nie wiedziałam
gdzie chce iść... biegłam tam gdzie mnie nogi poniosły. W końcu
się zatrzymałam. Usiadłam na ziemi i oparłam się o jakąś
ścianę. Nie wiem gdzie byłam. Zaczęłam płakać i płakałam.
Nie mogłam powstrzymać łez, nie miałam nad nimi panowania.
Siedziałam tam długo, kilka godzin, może więcej, w końcu się
opanowałam.
-
Dosyć! Nie będziesz płakać przez takiego dupka! Nigdy więcej!
NIGDY! - krzyknęłam najgłośniej jak tylko potrafiłam.
Ogarnęłam
się i zaczęłam wracać. Byłam bardzo daleko od szkoły, aż sama
się zdziwiłam, że aż tutaj dotarłam. Spojrzałam na zegarek. O
matko! Była już 15. Jak długo tu jestem! Lekcje się już
skończyły. Postanowiłam, że zaczekam na Łukasz i się z nim
rozmówię. Akurat trafiłam na moment kiedy wychodził ze szkoły.
Był sam. Na szczęście.
-
I co?! Nic mi nie powiesz? - posłałam mu jadowite spojrzenie.
-
A czego ode mnie oczekujesz co? Chciałaś odpocząć, więc proszę.
Odpoczywaj ile chcesz. - tego było już za wiele!
-
Zrobiłam to ze względu na ciebie! Te wszystkie chwile, które
spędziliśmy razem! To nic dla ciebie nie znaczy?! - krzyczałam.
-
Ale ja nic ci nie obiecywałem! - to był cios poniżej pasa.
Kiedyś
starszy brat trenował boks. Nauczył mnie kilku chwytów.
Zacisnęłam
pięść i wymierzyłam mu prawego sierpowego. Zachwiał się i
upadł.
-
Spieprzaj z mojego życia! - to były ostatnie słowa jakie
wypowiedziałam do niego.
Odwróciłam
się na pięcie i po prostu odeszłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz