Święta zbliżały
się wielkimi krokami. Była połowa października, a moja mama już
zaczynała gotować. „Będzie tak jak w zeszłym roku, znów na
ostatnią chwilę” - zawsze to powtarzała, a jak zwykle wszystko
było gotowe miesiąc przed czasem, ale dla mojej mamy to było „na
ostatnią chwilę” Mama bardzo się ucieszyła kiedy powiedziałam
jej, że odnawiam znajomości z Weroniką i Dawidem, nawet
zapowiedziała mi, że jeśli chcę to mogę ich zaprosić na
Wigilię.
- Oj nie
przesadzaj mamo! Weronika przyjechała spędzić święta z tatą.
Dawno się nie widzieli, nie mogę jej zaprosić. - powiedziałam od
razu. „ Pewnie i tak by się nie zgodziła” - dopowiedziałam w
myślach.
Weronika
przyjeżdża w poniedziałek przed świętami i wtedy mamy się
spotkać. Zaczęłam nawet ćwiczyć przed lustrem co jej powiem..
Układałam całe monologi, aż pewnego dnia nakryła mnie mama ..
- Izka, co ty?
Mówisz do siebie? Czy rozmawiasz z niewidzialnym znajomym? Może
masz gorączkę co? - zaczęła się śmiać. - Idziesz ze mną na
zakupy? Chcę już teraz kupić prezenty bo potem może już nie
być.. wiesz jak to jest.. gorączka zakupów ogarnia każdego.
Idziesz? - dopowiedziała.
- Mamo oszalałaś?!
Święta są za półtora miesiąca to po pierwsze. Po drugie każdy
NORMALNY człowiek zakupy zaczyna robić w listopadzie, po trzecie
prezenty świąteczne dostępne są do końca grudnia! A po czwarte i
ostatnie zawsze robisz wielkie zamieszanie z powodu głupich świąt,
zawsze musisz robić wszystko z wyprzedzeniem „bo nigdy nie
zdążasz” a i tak zawsze wszystko jest gotowe miesiąc przed! To
staje się irytujące, że już dzień po zakończeniu jednych świąt
planujesz te kolejne które są za rok mamo! Chociaż raz mogłabyś
dać sobie spokój, wiesz? I w ogóle dlaczego ty nigdy nie pukasz
jak wchodzisz do mnie, co?! - wykrzyknęłam i zatrzasnęłam jej
drzwi przed nosem.
Nie chciałam jej
tego powiedzieć, nie chciałam zrobić jej przykrości, ale wszystko
we mnie wybuchło. Ciągle denerwuje się na myśl o spotkaniu z
Werą, od tygodnia planuje co jej powiem, nadal tęsknię za Alexem i
dołuje mnie to, że ja święta spędzę z całą rodziną, a
rodzice Alexa będą go opłakiwać. Mama nie umie tego zrozumieć i
tylko pogarsza całą sprawę. Z tej bezsilności zaczęłam rzuciłam
się na łóżko i zaczęłam płakać. Do drzwi dobijała się mama!
Teraz pamięta o pukaniu!
- Odejdź sobie!
Daj mi spokój! - krzyknęłam i zanurzyłam twarz w poduszki.
Pukanie ustało … na jakiś czas!
Obudziłam
się za dziesięć dziewiąta. Nie idę do szkoły. Powiem mamie, że
źle się czuję czy coś.. A właśnie! Mama! Muszę ją przeprosić
za wczoraj.. niepotrzebnie tak na nią krzyczałam. Pewnie jeszcze
śpi więc nie będę jej budzić. Zamiast tego zrobię jej
przeprosinowe śniadanko do łóżka. Nie zawracałam sobie głowy
ubiorem i w samej piżamie pobiegłam do kuchni. Wyjęłam z szafek
wszystko czego potrzebowałam do zrobienia naleśników : mąkę,
mleko, jajka. Wyjęłam także miód i banany. Rozrobiłam ciasto i
wlałam na patelnie. Po kilku minutach miałam już niezły stosik,
który obficie polałam miodem i obłożyłam bananami. Do szklanki
nalałam soku. Wszystko ułożyłam na tacy i zaniosłam do sypialni
rodziców. Sam zapach wystarczył, aby mama się obudziła. Przetarła
zaspane oczy i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Dziś są moje
urodziny czy to jakaś specjalna okazja? Zapomniałam o czymś? -
zapytała i oparła się o poduszki.
- Niee. To
specjalne śniadanie dla najlepszej mamy. I też takie trochę
przeprosinowe za wczoraj. - odpowiedziałam.
- A co było
wczoraj? - zapytała niewinnie.
- Oj mamo. Nie
udawaj, że nie pamiętasz.. nie powinnam tak na ciebie krzyczeć.
Przepraszam.
- Ja już
zapomniałam. Przynieś sobie talerz bo sama tego wszystkiego nie
zjem.
- Miałam
nadzieję, że to powiesz. - zaczęłam wyciągać z kieszeń
szlafroka sztućce i szklankę na sok. - Wiesz, te ogromne kieszenie
wreszcie się do czegoś przydają.
Usiadłam obok mamy
i razem zjadłyśmy przepyszne naleśniki. Muszę przyznać, że
świetnie gotuję xd. Postanowiłyśmy z mamą zrobić sobie dzień
leniuchowania. Leżałyśmy przed telewizorem w szlafrokach z nie
ogarem na twarzach i włosach jedząc pizzę, którą wcześniej
zamówiłyśmy. Było odjazdowo. Później przeniosłyśmy się do
salonu, aby poczytać. Ja zaczęłam czytać nową książkę, a mama
jakieś czasopismo. O czwartej wrócił tata.
- Co jest na
obiad? - wykrzyknął wchodząc do domu.
- Pizza! Weź
sobie, jest w kuchni! - odkrzyknęła mama.
W kuchni zastał
pobojowisko.. nie chciało nam się zmywać ani nic, a ja nie
posprzątałam po gotowaniu.
- Co tam się
stało? - zdziwienie ojca ciągle rosło.
- Leniuchowałyśmy.
- odparłam podchodząc do taty.
- Iza? Dlaczego
nadal jesteś w piżamie? O matko! Basiu! Co si się stało?!
Nie chciało mi się
już tam stać, więc wróciłam na kanapę. Książkę odłożyłam
na bok – nie mogłam się skupić. Znów zaczęłam martwić się
rozmową z Weroniką, muszę przyznać, będzie ciężko...
***
Czytacie? Jak tak to fajnie. Rozdział jest głupi, do niczego nie prowadzi i wgl beznadziejny. Ogólnie cała ta historia jest taka trochę teraz pogmatwana. Wraz z Marchewką postanowiłyśmy, że do pewnego momentu będzie część I, a później zacznie się część II, w której wszystko się zmieni. Rozdziały będą o wiele dłuższe.. bardzo długie będą bo te są krótkie. Doją nowi bohaterzy, obecni zejdą na margines i będą się pojawiać dość rzadko. Zmienimy wszystko, w końcu to będzie dorosłe życie Izy! Więcej wam nie zdradzę. ;PP
życzę miłego czytania, miłego komentowania i miłej nauki w szkole ;)

Fajnie piszesz. Podoba mi się to opowiadanie. Ciekawi mnie ta druga część, o której napisałaś. Poinformuj mnie o nn jakbyś mogła. ;>
OdpowiedzUsuńcudny blog przeczytałam go całego naraz, nie mogłam się oderwać i nie mogę się doczekać co będzie dalej;*
OdpowiedzUsuńŚwietmy blog. Świetna opowiesc. Nie mogę diczekac się więcej. Pomyślcie tez może o wydaniu papierowym.
OdpowiedzUsuń