Siedziałam
przed szafą lamentując. Weronika siedziała na moim łóżku i
śmiała się do rozpuku.
-
Przestań! Nie pomagasz mi! Jesteś okropna! - pokazałam jej język
i rzuciłam w nią jedną z bluzek, które walały się po podłodze.
-
No a co mam robić? Może płakać razem z tobą? No chyba nie. -
zaśmiała się jeszcze raz. - A może to? - zapytała podnosząc z
podłogi kremową sukienkę.
-
No chyba sobie śnisz! Po pierwsze: na pewno jest za mała. Po
drugie: nie pasuje do klubu. A po trzecie i najważniejsze: no chyba
sobie śnisz!! - wyrwałam ciuch z jej ręki i rzuciłam za siebie.
-
A może to ? - nie traciła nadziei i wyciągnęła kolejną
sukienkę.
-
Sama to sobie noś! W ogóle skąd ja mam takie rzeczy w mojej
szafie.. To jest koszmarne. !! - zaczęłam chlipać. - Weronika, a
może ja po prostu założę na siebie jakiś stary worek? Nikt nie
zauważy różnicy.
-
Nie przesadzaj. Widzę tu mnóstwo ślicznych ubrań i jeszcze
śliczniejszą dziewczynę.
Odezwała
się.. Dla niej to jest nic bo siedzi sobie wygodnie na moim łóżku
jest ślicznie ubrana, a ja jestem w rosole, a na dodatek nie mam się
w co ubrać, a za 20 minut zaczyna się ta impreza. Trudno! I tak
byśmy się spóźniły. Weronika była ubrana w to KLIK,
a ja siedziałam w starym dresie i przeczesywałam szafę. Zwykle
pęka w szwach i nie ma w niej miejsca, ale teraz zrobiła się
strasznie pusta.
Po
kolejnych dziesięciu minutach szukania znalazłam to KLIK
(nie patrzcie na buty, są okropne, Iza założyła inne ;P). Aśka
wraz z Werą pomogły mi dopasować dodatki i w końcu byłam gotowa.
Przez
te cały czas Natalia siedziała z moją mamą w kuchni i rozmawiały.
Gdy tylko wspomniałam Weronice o tym kto nas odwozi od razu
spochmurniała. Szczerze nienawidziła tej kobiety, nie wiem czemu.
Według mnie to bardzo miła i sympatyczna osoba. Być może dlatego,
że to przez nią rozpadło się małżeństwo jej rodziców. Ja sama
nie wiem jak bym zareagowała na nowego partnera lub partnerkę moich
rodziców. Cieszę się, że nie jestem na jej miejscu. Moja rodzina
jest szczęśliwa i kochająca.
- No to co dziewczynki jesteście gotowe? - zapytała Natalia i
uśmiechnęła się promiennie.
- Taa. - odparła chłodno Weronika i przewróciła oczami.
- Jesteśmy zwarte i gotowe. Możemy już jechać? - szturchnęłam
Weronikę i posłałam jej zabójcze spojrzenie. Prychnęła i
odwróciła się.
- Tylko uważajcie na siebie. I bawcie się dobrze. - powiedziała
mama gdy wychodziłyśmy wraz z Natalią na dwór.
Przez całą drogę Weronika milczała. Ja próbowałam zagaić
rozmowę i rozluźnić trochę atmosferę, która cały czas była
napięta. W końcu dałam sobie spokój gdyż i tak nic nie wskóram.
Zamiast tego zaczęłam wpatrywać się w ulicę za oknem samochodu.
Po jakimś czasie i to zaczęło mnie nudzić, ale na szczęście
dojechałyśmy już na miejsce i Natalia zatrzymała samochód.
Weronika od razu z niego wyskoczyła jakby parzyło ja siedzenie. Ja
wyszłam wolniej i o wiele spokojniej. Przeszłyśmy na drugą stronę
samochodu. Natalia uchyliła okno i powiedziała
- Zadzwońcie po mnie jak będziecie chciały wrócić do domu,
dobrze?
- Damy sobie radę. - odparła cierpko Weronika.
- Nie wątpię, ale...
- Ale JEDŹ już sobie stąd! - burknęła Weronika.
- Nie wiem czemu mnie tak nie lubisz, ale postaraj się dla swojego
ojca mnie zaakceptować. - Natalia udała, że nie słyszała słów
Weroniki.
- Dobre sobie. - zaśmiała się i dodała. - Dla mojego ojca zrobię
wszystko bo go kocham, ale ciebie nie i to ci powinno wystarczyć, a
teraz wybacz, ale chcę ten czas spędzić z moją przyjaciółką
Izą. Papa. - prychnęła i odwróciła się.
Ja stałam i przypatrywałam się tej scenie z boku. Z oszołomienie
wyrwało mnie szarpnięcie za rękaw. To Weronika ciągnęła mnie za
sobą w stronę wejścia do klubu. Byłam zszokowana jej zachowaniem.
Nigdy nie była taka niemiła, przynajmniej wobec mnie. Mogłaby
sobie odpuścić tą wojnę z Natalią – w końcu to będzie jej
macocha. Nie brzmi to jakoś szczególnie entuzjastycznie, ale zawsze
jakoś brzmi.
- Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - zapytałam gdy byłyśmy
już w środku.
- Ale co? - odpowiedziała pytaniem.
- Noo o to jak się zachowujesz w stosunku do Natalii? - nie dawałam
spokoju.
- Oj nie truj! Nie lubię jej po prostu. Myśli, że może mną
rządzić. Hahahhah. Chciałaby. Takie rzeczy tylko w snach moja
droga.
- Ale mogłabyś być dla niej milsza. - powiedziałam.
- A ty mogłabyś skończyć ten temat?! - zatrzymała się
gwałtownie. - Daj mi spokój i nie mów mi jak mam się zachowywać
wobec innych. Chodzi ci o to, żeby ich nie zranić?! Jeśli tak to
nie jesteś odpowiednią osobą do tego typu kazań! - wyrzuciła z
siebie.
- Oczywiście musisz to teraz wytrząsać, tak? To nie jest
najlepszy czas na takie wyrzuty! - krzyknęłam roztrzęsiona.
- Skończmy lepiej ten temat jeśli chcemy się dobrze bawić. -
powiedziała.
- Masz rację. - przyznałam i skierowałam swoje kroki w stronę
baru.
Zamówiłyśmy po jednym drinku, a później poszłyśmy na parkiet.
Tańczyłyśmy przez kolejne cztery piosenki, a gdy byłyśmy już
zmęczone znów podeszłyśmy do baru zamawiając kolejnego drinka.
Po jakimś czasie dosiadł się do nas jakiś chłopak.
- Heej dziewczyny. - przywitał się.
- Cześć. - odpowiedziała od razu Weronika.
Szturchnęłam ją w ramię. Co ona wyprawia. Przecież nawet go nie
znamy.
- Mogę wam coś zamówić? - zapytał i ślicznie się uśmiechnął.
- Tak! - zaszczebiotała Weronika.
- Nie! - zaprzeczyłam.
- Czemu ? - zapytał chłopak.
- Bo cię nawet nie znamy? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jestem Kacper. Miło mi was poznać. - uśmiechnął się po raz
kolejny.
- Ja jestem Weronika, a to moja przyjaciółka Iza. - wtrąciła się
moja przyjaciółka.
Chyba ją coś pogrzało. Ona jest nieźle walnięta. Po pierwsze ot
tak gada sobie z obcym chłopakiem, zgadza się, żeby ona zamówił
jej drinka, a do tego wszystkiego wciąga mnie?! O nie! Ja w to nie
wchodzę, chociaż.... Kacper wydaje się być całkiem miły. Jestem
nienormalna.
- No dobra. Wygraliście. - w końcu uległam ich namową i
zaczęliśmy się wspólnie bawić.
Około godziny 2 postanowiliśmy zmienić lokal. Od razu z Weroniką
wyszłyśmy z klubu, a Kacper coś jeszcze tam robił. Nie przeczę
byłyśmy trochę wcięte.... trochę bardziej niż trochę, ale na
nogach jeszcze się trzymałyśmy. Objęłam Weronikę w pasie i
ruszyłyśmy chodnikiem.
- Gdzie jest Kacper? - zapytała Weronika.
- Nie wiem, ale czy to ważne? - zaczęłam chichotać nie wiadomo z
czego.
- No w sumie racja. Co robimy? - Weronika zaczęła się chwiać i
złapała mnie mocniej. - Chodź przejdziemy na drugą stronę. -
zaproponowała.
Bez zastanowienia zeszłyśmy z chodnika i zaczęłyśmy przechodzić
przez jezdnię. Stałyśmy na środku gdy nagle się zatrzymałam.
- Powiedz mi.. dlaczego nie lubisz Natalii?
- A ty znowu o tym?! Daj se siana! Nie męcz mnie tym. - prawie
krzyknęła i ruszyła dalej.
Usłyszałam jakiś dźwięk i odwróciłam się. Przede mną jechał
samochód. Jechał bardzo szybko! Stałam sparaliżowana strachem i
nie mogłam się ruszyć. Ujrzałam Weronikę która biegła w moją
stronę krzycząc:
- UWAŻAJ! - jej krzyk jeszcze długo rozbrzmiewał w mojej głowie.
Jedyne co widziałam były olbrzymie światła, a w uszach dźwięczał
mi pisk opon. Później nastała już tylko ciemność.

Hej rozdział ciekawy i ogólnie dużo się dzieje . Czekam na następny rozdział :) Zapraszam do siebie i liczę na szczery kom http://lolaa1881.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńświetnie, ciekawa jestem co dalej szybko dodawaj następny;*
OdpowiedzUsuńNastępny będzie napisany wyłącznie przez Emedię i dodam go w przyszłą sobotę ;D
OdpowiedzUsuńalbo Emedia doda. ;p
Estera