Na
lotnisku jakoś poszło. Dojechałam godzinę przed czasem, choć i
tak jechaliśmy długo. Korki, roboty drogowe, masakra jakaś...
Kupiłam
bilet, a później kupiłam coś na drogę. Zostało mi jeszcze
trochę czasu, więc zaczęłam się rozglądać. Było dość sporo
ludzi, choć moją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Wysoka
blondynka z długim warkoczem. Zwyczajna nastolatka, dałam jej mniej
więcej tyle lat ile sama mam. Spojrzałam na zegarek. Zostało mi
jeszcze 5minut. Zebrałam swoje rzeczy i wsiadłam do samolotu. Nie
był to mój pierwszy lot, więc nic specjalnego.
„Ciekawe
na kogo trafię? - pomyślałam. „Oby nie na jakiegoś starego
zgreda z przepoconym ubraniem! Brrrrrrrrrrrrr!”.
Zaczęłam
szukać swojego miejsca i nie mogłam uwierzyć, że trafiłam na
nią! To ta sama dziewczyna, którą widziałam wcześniej. Ona chyba
również ucieszyła się na mój widok. Pewnie bała się, że trafi
na kogoś obrzydliwego. Z uśmiechem na ustach zajęłam swoje
miejsce.
-
Do you speak English? - zapytała dziewczyna.
CUD!
To Polka. Poznałam po tym ja wypowiadała słowa. Nie ma akcentu.
Lepiej być nie mogło.
-
Hej! - powiedziałam zamiast tego.
-
Cześć. O matko, jak się cieszę, że jesteś z Polski. Bałam się,
że trafię na jakiegoś śmierdziela.
-
Już cię lubię. Będziemy się doskonale dogadywać. Jestem Iza. -
przywitałam się.
-
Miło mi się poznać. Ja jestem Weronika. Lecisz sama czy z kimś? -
zapytała.
-
Sama. Tak jakoś wyszło. - odpowiedziałam.
Przez
cały lot rozmawiałyśmy. Zaprzyjaźniłam się z nią i
opowiedziałam jej o wszystkim i jaki jest powód mojego wyjazdu. Ona
leci do dziadków na kilka dni. Wymieniłyśmy się numerami
telefonów, nawet zaproponowała mi, że podwiezie mnie do domu
cioci, ponieważ po nią przyjeżdża dziadek. Zgodziłam się bo o
moim przyjeździe ciocia Asi w ogóle nie wiedziała, a sama do niej
dotarłabym następnego dnia. Okazało się, że jej dziadkowie
mieszkają bardzo blisko cioci, co więcej są dobrymi znajomymi. Na
razie wszystko układa się po mojej myśli. Gdy dojechaliśmy
zabrałam swoje torby z bagażnika, grzecznie podziękowałam i
stanęłam przed drzwiami. Wahałam się czy zapukać, ale w końcu
się odważyłam. Chwilę potem usłyszałam zgrzyt przekręcanego
klucza w zamku i ujrzałam ciocię. Jak zwykle zniewalająco piękna.
Miała średniej długości włosy z kolorowymi końcówkami i
tęczowe soczewki w oczach. Szalony pomysł, ale niezwykle trafny.
Zazdroszczę jej córkom takiej nowoczesnej mamy.
-
Iza?! A co ty tutaj robisz?! Wejdź do środka. Rodzice wiedzą, że
przyjechałaś? Skąd miałaś pieniądze?! Pewnie jesteś zmęczona.
Stało się coś? - tysiąc pytań na minutę czyli ciocia jest
zdrowa.
-
Mi też miło cię widzieć ciociu. - użyłam sarkazmu.
-
Zdejmij buty i siadaj. - zarządziła.
Tak
tez zrobiłam, a później opowiedziałam jej o wszystkim. Mam do
niej pełne zaufanie, mogę jej mówić o wszystkim. Jest dla mnie
jak druga mam, choć zupełnie inna. Swoim zwykłym zwyczajem ciocia
najpierw mnie opieprzyła za takie zachowanie.
-
„Do czego to podobne, żebyś sama włóczyła się po świecie!
Ciekawe co ojciec na to, co?! Całkiem ci mózg odjęło
dziewczyno?!”, później przytuliła i pocieszała:
-
„Nie martw się. Wszystko się ułoży, zobaczysz.” , później
znów opieprzyła, a na koniec zrobiła dzban herbaty i stos kanapek.
-
A teraz wynocha na plaże! Słońce świeci, woda gorąca,
odpoczniesz potem. Idź rozerwiesz się trochę. Przyjechało sporo
turystów, chodzi mi o chłopców. - puściła do mnie oko i
popędziła na górę, żebym się przebrała.
-
Ah ciociu, ciociu, co ja bym bez ciebie zrobiła. - powiedziałam do
siebie wchodząc na górę.
-
Hiszpanio, nadchodzę! - pomyślałam w gdy byłam w drodze na plaże.
***
Mam już początek kolejnego rozdziału, więc nie będziecie długo czekać ;P
Komentujcie, czytajcie, dajcie po sobie jakiś znak, bo nie wiemy z Anią czy jest sens pisać dalej, skoro prawie nikt nie komentuje ;(
Autorki ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz