Pac-Man Pinky

♥Aktualności♥

PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER

P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 27


  Poczułam dziwne uczucie w środku. Powoli otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam była to biel. Mnóstwo bieli, która mnie oślepiała. Z czasem mój wzrok przyzwyczaił się do tak ostrego światła i mogłam zauważyć, że jestem w jakimś dziwnym pomieszczeniu.
  Przyjrzałam się lepiej małemu pokoikowi. Wszędzie było biało. Okno było zasłonięte białą roletą co sprawiło, że światło stało się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Na białym stoliczku nocnym stała biała lampka oraz biała miseczka z owocami. Czy oni nie przesadzają z białym kolorem ?
  Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej. Pierwszym co poczułam to przeraźliwy ból w biodrach, a także zauważyłam, że mam nogę w gipsie . Automatycznie rozbolała mnie głowa. Zastanawiałam się co może być powodem mojego pobytu w tym miejscu. Syknęłam z bólu.

  Usłyszałam jakiś szmer. Zaraz potem okrzyk radości. Obróciłam głowę w prawą stronę i zauważyłam jakąś kobietę w podstarzałym wieku, która zaczęła mnie ściskać. Zapewne moje jęknięcie ją obudziło.
- Kochanie! Obudziłaś się! – zaczęła, gdy przestała mnie ściskać i całować. - Tak się o Ciebie martwiłam! Weronice nic nie jest nie martw się. Jest tylko trochę poobijana.
- Kim jest Weronika? – zapytałam ze spokojem w głosie.
Kobieta otworzyła szeroko oczy. Była zdziwiona a zarazem przerażona.
- Jak to kochanie?  Izusiu nie pamietasz kim jest Weronika? - zapytała po chwili.
- Kim jest Weronika i kto to jest ta Iza? - zapytałam puszczając mimo uszu jej słowa.
Patrzyłam na nią jak na idiotkę . O czym ta kobieta mówi? Jaka Weronika? O co jej chodzi? Czy ja ją w ogóle znam ?

-Jak to kochanie?-zaczęła przejętym głosem.-Iza to Ty córeczko …
  Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic o sobie nie wiem. Nawet nie pamiętam kim jestem. Nie pamiętam swojej rodziny, przyjaciół. NIKOGO …O ile w ogóle kogoś miałam. 
-A Ty kim jesteś? – przerwałam jej zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć.
-Twoją mamą .
-Niemożliwe.- szepnęłam przerażona.
  Obok łóżka siedziała ta sama kobieta, która mówiła, że rzekomo jest moją matką . Trzymała mnie za dłoń. Nie znałam jej, a mimo to ogarnęło mnie dziwne uczucie w środku, które sugerowało mi, że ta oto kobieta jest kimś dla mnie bliskim. Wydawało mi się to dziwne, w końcu nic nie pamiętałam.  Delikatnie zabrałam dłoń z jej uścisku i spuściłam głowę. Pomiędzy nami zapadła krępująca cisza. Moja rzekoma matka zaczęła cicho szlochać. A ja co miałam zrobić? Tak po prostu ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Przecież to absurd.
  W
 pewnym momencie drzwi od sali się otworzyły i do pomieszczenia wszedł człowiek w białym ubraniu. Zapewne był to lekarz, a więc ja jestem w…-Dzień Dobry pani Izo. –powiedział pogodnie lekko się uśmiechając.-Jak miło mi panią widzieć całą i zdrową.„Dobrze się czujesz człowieku?"-Dzień Dobry…-odpowiedziałam niepewnie.
-Panie doktorze…-zaczęła moja „mama”.-Czy mogę na słówko?
-Tak, oczywiście.  No i wyszli. Zostałam sama. Nie wiem co ta kobieta nagada lekarzowi. Zapewne powie, że straciłam pamięć. A lekarz co? Zamknie mnie gdzieś. Ja nie chcę…                                                                  
 ***
 Po dwóch godzinach męczarni w tej białej, aż do bólu Sali szpitalnej wreszcie pan doktor raczył wejść i mi powiedzieć o co chodzi. Zadziwiającym faktem jest to, że straciłam pamięć. Jednak nie wiadomo od czego. Dowiedziałam się także, że byłam w śpiączce ponad tydzień. Super, po prostu super. Na dodatek zaczęło mnie wkurzać urządzenie, które cały czas pikało.
 Później przyszła „mama” i zaczęła mi się przedstawiać. Jakby to miało mi coś dać… Nie dawała mi spokoju. Zachowywała się jak istna
 wariatka, bo kto normalny przynosi album ze zdjęciami do osoby, która straciła pamięć? Zaczęła mi omawiać i opisywać poszczególne osoby z rodziny. Opowiadała mi o moim dzieciństwie, o przyjaciołach i o mnie samej. Szczerze? Nie byłam grzecznym dzieckiem.
 Przez pół dnia siedziała i opowiadała. Niestety, ale to nic nie dawało. Chociaż mi to nic nie przypominało to i tak chciałam słuchać więcej. Jak widać kobiecie to się nie znudziło.
 Przy opowiadaniu płakała, śmiała się, a także była smutna. Jej humor udzielał się i mi. Z nową opowieścią coraz bardziej się do niej przywiązywałam. Nieraz zamiast zwracać się do niej „proszę pani” to po prostu mówiłam „mamo”. Widziałam jaka wtedy była szczęśliwa.   
  A teraz co robię? Teraz jadę samochodem oparta o szybę po, której spływają krople deszczu. Mama zabrała mnie ze szpitala. Nie wiem jakim cudem jej się to udało. Dobrze, że udało mi się opuścić te irytujące miejsce. A może moi rodzice mają jakieś znajomości? Później się dowiem, bo teraz jestem zajęta kibicowaniu kropelce po prawej stronie. Ciekawe, która wygra.
-Nudzi ci się, co?-zapytała mama wyrywając mnie z transu.

-Trochę.-odpowiedziałam przyciszonym głosem.
„Akurat w takim momencie kiedy moja ulubienica wygrała.”
  Już więcej żadna z nas się nie odezwała. Przeszukałam w rzekomej ,,mojej" torbie i wyszperałam jakiś notesik oraz długopis. To jednak nie był notesik. To był pamiętnik. Przekartkowałam kartki, aż wreszcie trafiłam na pustą stronę. Napisałam datę oraz taki krótki tekst:
„Wypadek. Szpital. Zapomnienie. Co jeszcze? Jak moje życie wyglądało? Co robiłam? Mam nadzieję, że się dowiem…”
Zamknęłam szybko z przerażeniem pamiętnik, bo poczułam uczucie Deja Vu.


***

Siems pączusie :3
Na początek wiem, że krótki ale co ja na to mogę poradzić? -,-
Więcej info tutaj: <KLIK>
Napisałam rozdział 27 sama. Nigdy tego nie robiłam. Jestem, aż przerażona jaka będzie wasza opinia o.O Estera nie w
ie co pisałam więc Ciii ... xD Postawimy ją przed faktem dokonanym. :DWiem, że mogłam coś popsuć, spierniczyć, a nawet pokręcić. Nie wiem jak zachowuje się osoba po straceniu pamięci, ani nie wiem ile czego co jest. Za to jak najmocniej przepraszam. Mam chociaż w 5% nadziei, że mi się udało.Rozdział osobiście mi się podoba :3 #mojaskromność xDRozdział 28 mam ochotę także napisać sama, bo aż za bardzo wczułam się w tą rolę...ale wątpię, że mi się to uda, bo:
 1) Estera.
2) Link, który podałam. Tam wszystko jest.
Dobra. Nie zanudzam. Wyczekujcie rozdziału 28! I mnie wpierajcie, bo mam trudny okres w życiu ;c
Na dodatek coś mam z prawą dłonią. Nie mogę jej zginać ani nic... a przecież nic nie robiłam takiego złego! Boże za jakie grzechy ?! -,-+Coś się stało z czcionką... rozczytacie xD

Do następnego.

Pozdrawiam pączusie. ;3
Bay. Emedia. xoxo. ;)

niedziela, 11 listopada 2012

Rozdział 26


             Siedziałam przed szafą lamentując. Weronika siedziała na moim łóżku i śmiała się do rozpuku.
- Przestań! Nie pomagasz mi! Jesteś okropna! - pokazałam jej język i rzuciłam w nią jedną z bluzek, które walały się po podłodze.
- No a co mam robić? Może płakać razem z tobą? No chyba nie. - zaśmiała się jeszcze raz. - A może to? - zapytała podnosząc z podłogi kremową sukienkę.
- No chyba sobie śnisz! Po pierwsze: na pewno jest za mała. Po drugie: nie pasuje do klubu. A po trzecie i najważniejsze: no chyba sobie śnisz!! - wyrwałam ciuch z jej ręki i rzuciłam za siebie.
- A może to ? - nie traciła nadziei i wyciągnęła kolejną sukienkę.
- Sama to sobie noś! W ogóle skąd ja mam takie rzeczy w mojej szafie.. To jest koszmarne. !! - zaczęłam chlipać. - Weronika, a może ja po prostu założę na siebie jakiś stary worek? Nikt nie zauważy różnicy.
- Nie przesadzaj. Widzę tu mnóstwo ślicznych ubrań i jeszcze śliczniejszą dziewczynę.
Odezwała się.. Dla niej to jest nic bo siedzi sobie wygodnie na moim łóżku jest ślicznie ubrana, a ja jestem w rosole, a na dodatek nie mam się w co ubrać, a za 20 minut zaczyna się ta impreza. Trudno! I tak byśmy się spóźniły. Weronika była ubrana w to KLIK, a ja siedziałam w starym dresie i przeczesywałam szafę. Zwykle pęka w szwach i nie ma w niej miejsca, ale teraz zrobiła się strasznie pusta.
Po kolejnych dziesięciu minutach szukania znalazłam to KLIK (nie patrzcie na buty, są okropne, Iza założyła inne ;P). Aśka wraz z Werą pomogły mi dopasować dodatki i w końcu byłam gotowa. 
             Przez te cały czas Natalia siedziała z moją mamą w kuchni i rozmawiały. Gdy tylko wspomniałam Weronice o tym kto nas odwozi od razu spochmurniała. Szczerze nienawidziła tej kobiety, nie wiem czemu. Według mnie to bardzo miła i sympatyczna osoba. Być może dlatego, że to przez nią rozpadło się małżeństwo jej rodziców. Ja sama nie wiem jak bym zareagowała na nowego partnera lub partnerkę moich rodziców. Cieszę się, że nie jestem na jej miejscu. Moja rodzina jest szczęśliwa i kochająca.
- No to co dziewczynki jesteście gotowe? - zapytała Natalia i uśmiechnęła się promiennie.
- Taa. - odparła chłodno Weronika i przewróciła oczami.
- Jesteśmy zwarte i gotowe. Możemy już jechać? - szturchnęłam Weronikę i posłałam jej zabójcze spojrzenie. Prychnęła i odwróciła się.
- Tylko uważajcie na siebie. I bawcie się dobrze. - powiedziała mama gdy wychodziłyśmy wraz z Natalią na dwór.
            Przez całą drogę Weronika milczała. Ja próbowałam zagaić rozmowę i rozluźnić trochę atmosferę, która cały czas była napięta. W końcu dałam sobie spokój gdyż i tak nic nie wskóram. Zamiast tego zaczęłam wpatrywać się w ulicę za oknem samochodu. Po jakimś czasie i to zaczęło mnie nudzić, ale na szczęście dojechałyśmy już na miejsce i Natalia zatrzymała samochód. Weronika od razu z niego wyskoczyła jakby parzyło ja siedzenie. Ja wyszłam wolniej i o wiele spokojniej. Przeszłyśmy na drugą stronę samochodu. Natalia uchyliła okno i powiedziała
- Zadzwońcie po mnie jak będziecie chciały wrócić do domu, dobrze?
- Damy sobie radę. - odparła cierpko Weronika.
- Nie wątpię, ale...
- Ale JEDŹ już sobie stąd! - burknęła Weronika.
- Nie wiem czemu mnie tak nie lubisz, ale postaraj się dla swojego ojca mnie zaakceptować. - Natalia udała, że nie słyszała słów Weroniki.
- Dobre sobie. - zaśmiała się i dodała. - Dla mojego ojca zrobię wszystko bo go kocham, ale ciebie nie i to ci powinno wystarczyć, a teraz wybacz, ale chcę ten czas spędzić z moją przyjaciółką Izą. Papa. - prychnęła i odwróciła się.
Ja stałam i przypatrywałam się tej scenie z boku. Z oszołomienie wyrwało mnie szarpnięcie za rękaw. To Weronika ciągnęła mnie za sobą w stronę wejścia do klubu. Byłam zszokowana jej zachowaniem. Nigdy nie była taka niemiła, przynajmniej wobec mnie. Mogłaby sobie odpuścić tą wojnę z Natalią – w końcu to będzie jej macocha. Nie brzmi to jakoś szczególnie entuzjastycznie, ale zawsze jakoś brzmi.
- Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - zapytałam gdy byłyśmy już w środku.
- Ale co? - odpowiedziała pytaniem.
- Noo o to jak się zachowujesz w stosunku do Natalii? - nie dawałam spokoju.
- Oj nie truj! Nie lubię jej po prostu. Myśli, że może mną rządzić. Hahahhah. Chciałaby. Takie rzeczy tylko w snach moja droga.
- Ale mogłabyś być dla niej milsza. - powiedziałam.
- A ty mogłabyś skończyć ten temat?! - zatrzymała się gwałtownie. - Daj mi spokój i nie mów mi jak mam się zachowywać wobec innych. Chodzi ci o to, żeby ich nie zranić?! Jeśli tak to nie jesteś odpowiednią osobą do tego typu kazań! - wyrzuciła z siebie.
- Oczywiście musisz to teraz wytrząsać, tak? To nie jest najlepszy czas na takie wyrzuty! - krzyknęłam roztrzęsiona.
- Skończmy lepiej ten temat jeśli chcemy się dobrze bawić. - powiedziała.
- Masz rację. - przyznałam i skierowałam swoje kroki w stronę baru.
Zamówiłyśmy po jednym drinku, a później poszłyśmy na parkiet. Tańczyłyśmy przez kolejne cztery piosenki, a gdy byłyśmy już zmęczone znów podeszłyśmy do baru zamawiając kolejnego drinka. Po jakimś czasie dosiadł się do nas jakiś chłopak.
- Heej dziewczyny. - przywitał się.
- Cześć. - odpowiedziała od razu Weronika.
Szturchnęłam ją w ramię. Co ona wyprawia. Przecież nawet go nie znamy.
- Mogę wam coś zamówić? - zapytał i ślicznie się uśmiechnął.
- Tak! - zaszczebiotała Weronika.
- Nie! - zaprzeczyłam.
- Czemu ? - zapytał chłopak.
- Bo cię nawet nie znamy? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jestem Kacper. Miło mi was poznać. - uśmiechnął się po raz kolejny.
- Ja jestem Weronika, a to moja przyjaciółka Iza. - wtrąciła się moja przyjaciółka.
Chyba ją coś pogrzało. Ona jest nieźle walnięta. Po pierwsze ot tak gada sobie z obcym chłopakiem, zgadza się, żeby ona zamówił jej drinka, a do tego wszystkiego wciąga mnie?! O nie! Ja w to nie wchodzę, chociaż.... Kacper wydaje się być całkiem miły. Jestem nienormalna.
- No dobra. Wygraliście. - w końcu uległam ich namową i zaczęliśmy się wspólnie bawić.
          Około godziny 2 postanowiliśmy zmienić lokal. Od razu z Weroniką wyszłyśmy z klubu, a Kacper coś jeszcze tam robił. Nie przeczę byłyśmy trochę wcięte.... trochę bardziej niż trochę, ale na nogach jeszcze się trzymałyśmy. Objęłam Weronikę w pasie i ruszyłyśmy chodnikiem.
- Gdzie jest Kacper? - zapytała Weronika.
- Nie wiem, ale czy to ważne? - zaczęłam chichotać nie wiadomo z czego.
- No w sumie racja. Co robimy? - Weronika zaczęła się chwiać i złapała mnie mocniej. - Chodź przejdziemy na drugą stronę. - zaproponowała.
Bez zastanowienia zeszłyśmy z chodnika i zaczęłyśmy przechodzić przez jezdnię. Stałyśmy na środku gdy nagle się zatrzymałam.
- Powiedz mi.. dlaczego nie lubisz Natalii?
- A ty znowu o tym?! Daj se siana! Nie męcz mnie tym. - prawie krzyknęła i ruszyła dalej.
         Usłyszałam jakiś dźwięk i odwróciłam się. Przede mną jechał samochód. Jechał bardzo szybko! Stałam sparaliżowana strachem i nie mogłam się ruszyć. Ujrzałam Weronikę która biegła w moją stronę krzycząc:
- UWAŻAJ! - jej krzyk jeszcze długo rozbrzmiewał w mojej głowie. Jedyne co widziałam były olbrzymie światła, a w uszach dźwięczał mi pisk opon. Później nastała już tylko ciemność.  

środa, 31 października 2012

Rozdział 25

23 grudnia, dzień przed Wigilią
Ubrałam się w moje najlepsze wyjściowe ciuchy KLIK. Potrzebne rzeczy zapakowałam do torebki i zeszłam na dół po schodach.
- Jak ty ślicznie wyglądasz. - zachwycała się mama – Tylko nie zapomnij zadzwonić od razu jak dojedziesz na miejsce.
- Dziękuję mamo, mówiłam ci przecież, że to Dawid po mnie przyjeżdża i razem jedziemy do domu Weroniki. Nie musisz się martwić. - zapewniłam mamę po czym poprawiłam makijaż.
- Mamo, u mnie w pokoju są prezenty dla Kuby i Emilki, więc zrób tak, żeby tam nie wchodzili, okej? - poinformowałam mamę i cmoknęłam do lustra, aby dokładnie rozprowadzić szminkę na ustach.
- Dobrze, dobrze. Idź już, bo Dawid właśnie przyjechał.
Spojrzałam w okno i rzeczywiście zobaczyłam samochód Dawida. Szczęściarz z niego. Niedawno skończył 18 lat i zdał prawko za pierwszym razem. Ja niestety muszę jeszcze poczekać.
- Hej Dawid. - przywitałam się wsiadając do auta. - Brrrrr, jak tu zimno, weź włącz ogrzewanie.
- Hej, hej. Zapnij pasy. - zażądał i wbił wzrok w jezdnię.
- Jaki odpowiedzialny kierowca. - zakpiłam, ale grzecznie się zapięłam.
Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam z niej małe lusterko, przecież musiałam poprawić włosy.
- Mogłabyś wziąć to pudełko z tylnego siedzenia? Kupiłem Weronice, ale nie wiem czy jej się spodoba. Zobaczysz ? - rzekł nie spuszczając wzroku z jezdni.
Od razu się odwróciłam wykonując przy tym dziwne wygibasy i karkołomne pozycje, ale w końcu udało mi się dosięgnąć pudełka. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się piękny naszyjnik. Cudo wysadzane diamentami Swarovskiego.
- Śliczne. Boskie! Spodoba jej się na bank! - wyraziłam swoje zdanie. - Dla mnie też masz coś takiego? - nie mogłam powstrzymać ciekawości.
- Nie powiem. - zrobiła tajemniczą minę co tylko podsyciło moją ciekawość.
- Spójrz, jesteśmy na miejscu. - powiedział nagle.
Zaparkował samochód na bardzo obszernym parkingu, a kiedy wysiadł przeszedł na drugą stronę samochodu i otworzył mi drzwi. Cóż za dżentelmen. Weronika musiał nas widzieć, ponieważ wyszła nas przywitać. Kiedy wymieniliśmy uściski udaliśmy się za nią do domu jej ojca. Dopiero wtedy mogłam przyjrzeć się w co była ubrana KLIK. Wyglądała zabójczo.
- Ale ślicznie wyglądasz! Cudowna ta sukienka! - wykrzyknęłam od razu.
- Ty też niczego sobie. - pochwaliła mnie. Dawid stał i patrzy to na mnie to na Weronikę.
- Obie wyglądacie ślicznie, naprawdę! Słowo harcerza! - przysiągł Dawid.
- Ty nigdy nie byłeś harcerzem. - zaśmiała się Weronika.
Po tej krótkiej wymianie zdań przeszliśmy do salonu. Ściany były w kolorze czekoladowego brązu, a podłoga była wyłożona panelami w tym samy odcieniu. W rogu pomieszczenia stała narożna kremowa kanapa, która idealnie pasowała do wnętrza. Na samym środku stał wielki stół, który prawie uginała się pod ciężarem smakołyków. Jednak tym co przykuwało wzrok była ogromna choinka przystrojona do granic możliwości. Wokół roztaczał się zapach świerkowych igieł i potraw. Było po prostu fantastycznie. Z wrażenia odebrało mi mowę i tylko stałam wpatrując się po kolei, w każdy szczegół KLIK (trochę inaczej, ale to jest śliczne *.* musiałam dodać).
- Witajcie w moich skromnych progach. Mam nadzieję, że się wam tu podoba .
- Twój dom jest śliczny. - powiedziałam bez chwili zastanowienia.
- To jest dom mojego ojca, ale dziękuję. - sprostowała.
- Ach tak... Przepraszam. A gdzie jest twój tato? - zapytałam zażenowana.
- Jest na przed Wigilijnej kolacji u rodziny swojej narzeczonej. Powiedział, że Wigilię spędzimy we trójkę, więc wcześniej pojechali do jej rodziców. Cały dom jest tylko dla nas.
We trójkę usiedliśmy na kanapie. Długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się m.in., że Dawid ma zamiar iść na studia sportowe czy coś tam. Cieszę się, że każdy z nas ma własne plany na przyszłość, ale smuci mnie fakt, że rzadko będziemy się widywać. Weronika wyjeżdża do Anglii, Dawid do Niemiec, a ja być może do Paryża. Nasze drogi się rozejdą, ale mam nadzieję, że nie zapomnimy o sobie nawzajem. Rozmawiałam chwilę na osobności z Weroniką i powiedziała mi, że mimo tego co czuje do Dawida nie wrócą do siebie. Pierwszym powodem ku temu są studia, a drugim są kilometry, które będą ich dzielić. Przyznałam jej rację, ale ciągle nie tracę nadziei, że kiedyś im się uda. Spędziliśmy razem bardzo miły wieczór i żal było mi ich opuszczać, ale byłam wykończona i chciałam wrócić do domu, więc zadzwoniłam po Tomka, pożegnałam się z przyjaciółmi i wróciłam do domu. W drodze usnęłam i brat musiał mnie wnosić do pokoju.

Obudziły mnie hałasy dobiegające z dołu. Wszyscy krzątali się po całym domu. Spojrzałam na zegarek. Była 10 rano i już mama zaczęła misję- Święta. Przewróciłam się na drugi bok, ale nie dane było mi zasnąć, ponieważ do pokoju wbiegł Kubuś, a zaraz za nim mała Emilka. Zaczęli skakać po moim łóżku i wykrzykiwać moje imię. Zakryłam głowę poduszką, ale nawet to nic nie dało. Odpędziłam maluchy i zwlokłam się z łóżka. Poszłam do łazienki i jako tako się ogarnęłam. Następnie udałam się do kuchni na śniadanie. Tam już piętrzyły się najróżniejsze dania na wieczór. Była kutia, na talerzach leżały uszka do barszczu, a lodówce znajdował się karp. Skubnęłam wszystkiego po trochu i wyjadałam połowę uszek. Jeśli mama się dowie to mnie zabije, więc uciekłam z kuchni i w razie czego zwalę wszystko na Tomka.
- Iza! Mogłabyś mi pomóc? Chodź tutaj. Trzeba nakryć do stołu. - usłyszałam wołanie Leny.
- Już idę! - odkrzyknęłam i ruszyłam w kierunku salonu. Moja najstarsza siostra męczyła się z obrusem, a Kamila z Tomkiem i maluchami ubierali choinkę.
- Choinka na pewno będzie wyglądała ślicznie. - pochwaliłam ich pracę.
- Izia teź wygląda ślićnie. - odezwała się mała Emilka.
- Oooo dziękuję kochanie. - złapałam ją w ramiona i zakręciłam się z nią wokół własnej osi, całując ją w policzek.
Nagle poczułam wibrację w kieszeni co oznaczało, że dostałam SMS-a. Postawiłam małą na podłodze i wyjęłam telefon. Dostałam życzenia świąteczne od Weroniki, koleżanek ze szkoły i..... od Kuby? To miło z jego strony, że o mnie pamięta. Szybko mu odpisałam i zaczęłam odpisywać na kolejne życzenia. Następnie pochłonął mnie wir pracy, ponieważ pomagałam mamie.
***

Jak nic, przytyłam z 5kilo, aby tradycji stało się za dość spróbowałam wszystkich dwunastu potraw i kilka z nich próbowałam po kilka razy. Jak ja to wszystko zrzucę.
- Spójrz na mnie! Jak pozwoliłaś abym doprowadziła się do takiego stanu! - złapałam się za fałdkę na brzuchu i spojrzałam z wyrzutem na Aśkę. O niej lepiej nie mówić. Była w ósmym miesiącu i wyglądała jakby połknęła dorodnego arbuza.
- Chudzinko lepiej zrób dla mnie miejsce i się posuń. Wyglądam jak słonica a ty jak kartka papieru. Wcale nie przytyłaś za to ja się chyba załamię. Wszystkie spodnie są dla mnie za małe – i to te dla ciężarnych! Rozumiesz to?! Muszę chodzić w dresach XXL a i tak są przyciasne. Ile to dziecko może warzyć??
- Nie przesadzaj, co? Ja urodziłam dwójkę i się trzymam, a do tego mam idealną figurę. - powiedziała Lena wchodząc do kuchni.
- Jakaś ty skromna. - zakpiłam i zwróciłam się do Asi. - A w ogóle to będzie chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiemy. Postanowiliśmy z Pawłem, że to będzie niespodzianka, ale chciałabym dziewczynkę. Paweł woli syna, ale zobaczymy jak to będzie.
- Masz już jakieś pomysły na imiona? - zapytałam zaciekawiona.
- Dla dziewczynki Gabrysia, a dla chłopca Mikołaj. - odpowiedziała.
- Ładnie. Podobają mi się ;) . - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Wstałam z kanapy z kanapy i ruszyłam z mojego pokoju.
- Tak słucham? - potwierdziłam swoja obecność.
- No hej Miśka! - usłyszałam znajomy głos Weroniki.
- No co tam ? - zapytałam i usiadłam wygodnie na łóżku.
- Jest dziś imprezka. Taka sylwestrowa. Znajoma dała mi znać. W klubie WildEndClub dziś o 19. Wbijać po ciebie? - zdała mi relację.
- Ahaha. To ten nowy? No spoko. Przyjedź wcześniej, pomożesz mi się ubrać. - zgodziłam się. - Dawid też będzie? - dodałam.
- Niee. Powiedział, że nie ma czasu czy coś... Przyjadę z Natalią -,- Ubzdurała sobie, że będzie się ze mną przyjaźnić. Też mi coś. - prychnęłam do słuchawki.
Oczywiście mówiła o narzeczonej swojego ojca, nie lubiła jej. Ja nie miałam okazji jej poznać, ale od Weroniki nasłuchałam się o niej samych najgorszych rzeczy.
- Może nie będzie, aż tak źle. - pocieszyłam ją.
- Ty mi lepiej nie mów co będzie dobrze, a co nie. Dobra bo popsuję sobie humor. Do zobaczenia wieczorem! Ściskam i całuję! Paaa! - pożegnała się.
Rozłączyła się zanim zdążyłam odpowiedzieć. 

                                                                 ***
Długi nudny i wgl .. -,- nie jestem z niego zadowolona... NUDNY ! ! strasznie, ale już w kolejnym podkręcę trochę akcję.. A tak w sumie to nie wiem co tu jeszcze pisać .. cała ta historia.. no cóż, według mnie nie jest wcale fajna.. nie wiem jak wy uważacie, ale mi osobiście się nie podoba. Nie mam pomysłów, wena mi ucieka coraz częściej, a poza tym mam dużo nauki, dużo wszystkiego i zero chęci na nic... Dobra skończyłam. Piszcie co sądzicie. Co wam się podoba a co nie. Przyjmę każdą krytykę. 
Jabłko w Kropki. ;P

środa, 24 października 2012

Rozdział 24


17 grudzień 2012
Wstałam o 9 rano. Dziś jest ten dzień! Dziś mam spotkać się z Weroniką. Nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam do łazienki. Tam doprowadziłam się do porządku, a później się ubrałam KLIK. Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół na śniadanie. Nikogo nie było w domu.. wszyscy w pracy... Zrobiłam jajecznicę, którą zjadłam ;D Była pyszna .. mniam palce lizać ;P
Mój dobry humor nie trwał wiecznie, ponieważ przypomniało mi się, że za 20 minut jestem umówiona z Weroniką.. Ogarnęłam się z grubsza i zmieniłam ciuchy na cieplejsze KLIKWyszłam z domu i od razu zrobiło mi się zimno. Śniegu było dużo, ale nie po kolana jak kilka lat temu.. Przedostałam się do bramy i wyszłam na ulicę. W końcu dotarłam do mojej ulubionej kawiarenki „ Coffe Mix” Od razu poczułam ciepłe powietrze, które mnie rozgrzało. Weronika już była i siedziała przy stoliku przy oknie. Wyglądała ślicznie. Jej długie złote włosy spływały po ramionach, również jej ubiór był idealnie dopasowany KLIK. Dosiadłam się do stolika.
- Cześć. - wydukałam i zamilkłam, nie wiedziałam co mam powiedzieć i od czego zacząć.
- Hej – odparła obojętnie.
- Wiesz...bardzo długo wyobrażałam sobie tę rozmowę, a teraz nie wiem co mam ci powiedzieć.
- Szczerzę to ja też nie wiem po co mnie tu ściągnęłaś.. - odparła oschle Weronika.
Nie chciałam się z nią kłócić, nie teraz kiedy próbowałam odzyskać jej przyjaźń..
- Wera... zrozum... to był dla mnie ciężki okres...
- I dla tego nas zostawiłaś? Nie mówiąc nam o tym wcześniej ??
- Myślałam, że tak będzie lepiej.. - spuściłam głowę..
- To nie jest wytłumaczenie Iza! Nie powinnaś była tego robić! Wiesz jak się wtedy poczułam! Taka niepotrzebna....porzucona..!
- Potrzebowałam wtedy czasu! Nie potrafisz tego zrozumieć?! - wykrzyknęłam, co spowodowało, że wszystkie twarze w kawiarence skierowały się w stronę naszego stolika. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Byłam zbyt zdenerwowana.
- Czas nie leczy ran... czas pomaga przerodzić smutek w tęsknotę. - powiedziała nad wyraz spokojnie.
- Co?! Weronika .. ty nic nie rozumiesz... to nie jest takie proste... - wychlipałam.
Nikt nie powiedział ci, że życie nigdy nie jest proste? - zapytała ze współczuciem w głosie. - Ale daje mnóstwo możliwości i wyborów, wiesz? - dodała potem.
- Nie, niestety nie wiem.. - rozpłakałam się na dobre. Wtem przyszedł Harry Styles i poprosił mnie o rękę, od razu się zgodziłam a potem wzięliśmy ślub. - niestety był to tylko mój sen na jawie.
- Muszę iść do psychiatry. Znasz może adres? - zapytałam Weronikę, po czym otarłam resztę łez z twarzy.
- Po co ci psychiatra? Pogibało cię?! - zapytała zdezorientowana.
- Przed chwilą był tu Harry Styles z One Direction i poprosił mnie o rękę. Widziałaś go?
- Niee, a miałam go zobaczyć?
- Nie.. to tylko moje sny na jawie.. ostatnio dość często je miewam. Lepiej nie będę ci opowiadała wszystkich. - zaśmiałam się.
- Okeeej. I chyba sama nie chcę o nich wiedzieć. - również się zaśmiała.
Przez chwilę poczułam się jak za starych dobrych czasów. Śmiałam się z moją przyjaciółką, a na wszystko inne miałam olewkę. Tak mogłoby być zawsze.
- Weroniko... czy wybaczasz mi to co było w przeszłości? Przed nami wspaniała przyszłość, plany, możliwości, mnóstwo wyborów. Zapomnijmy o tym co było i zacznijmy myśleć o tym co przed nami. - moja mowa mnie powaliła. Nie przypuszczałam, że coś takiego wyjdzie z moich ust.
- Dobrze. Ale pamiętaj, zawsze będę mieć do ciebie żal o to co mi zrobiłaś. Zraniłaś mnie zbyt mocno, abym mogła ot tak o tym zapomnieć.
- Wiem i mam tego świadomość. Przepraszam cię, przepraszam, przepraszam! Już nigdy więcej cię tak nie zranię, obiecuję! - byłam prze szczęśliwa – jeśli tak można to ująć. Odzyskanie przyjaciół to tak jakby odzyskanie sensu życia.
- Chodź tu ty moja ty niedobroto! Misiaczka! - wyszczerzyła do mnie zęby.
Objęłyśmy się i zastygłyśmy w długim uścisku. Weronika była dla mnie jak prawdziwa siostra. Zawsze już będziemy przyjaciółkami i nic tego nie zmieni. Ten zgrzyt między nami tylko umocnił naszą więź i teraz jestem pewna na 100%, że już nikt, ani nic nas nie rozdzieli.
Gdy już wszystko między nami było wyjaśnione ruszyłyśmy na miasto. Musiałam wyciągnąć od niej wszystko co ominęło mnie do tej pory. Naszą rozmowę cały czas próbowałam przekierować na Dawida. Dowiedziałam się, że Weronika nadal go kocha i strasznie go jej brakuje. Podzieliłam się z nią informacjami, które usłyszałam od Dawida, ale tym razem nie będę bawiła się w swatkę. Niech sami sobie radzą.
Około 19 wróciłam do domu. Byłam w niebo wzięta, a stopami stąpałam po chmurach, jeśli tak to można ująć. Rozmawiałam z Weroniką o jej planach na przyszłość, w końcu teraz czekają nas studia, a to jest mój ostatni rok w liceum. Weronika zamierza wyjechać do Anglii na studia medyczne. Ja jeszcze nie postanowiła, ale wszyscy namawiają mnie, aby iść do szkoły rysunku, a później zacząć projektować ubrania. Nie będę się chwalić, ale muszę przyznać, że mam talent. Umiem rysować, a do tego tak trochę interesuję się modą. Fajnie byłoby zaprojektować coś własnego co nosiłoby miliony ludzi.
Dwa dni po spotkaniu z Weroniką przyjechało moje rodzeństwo wraz ze swoimi rodzinami. Moje ukochane starsze siostry, oraz starszy brat. Cała trójka jest ode mnie dużo starsza. Lena jest najstarsza, ma 28 lat przyjechała ze swoim mężem Markiem i dwójką dzieci: 5 letnim Kubusiem i 2- letnią Emilką. Joasia ma 26 lat, razem z mężem Pawłem spodziewają się pierwszego dziecka. Tomek przyjechał ze swoją narzeczoną Kamilą.
- Ależ ty wyrosłaś dziewczyno! Spójrz, już mnie przerosłaś! - wykrzyknęła Asia podbiegając do mnie.
- Powinnaś uważać na siebie. Przecież jesteś w ciąży. - odparłam odwzajemniając uścisk.
- Aj tam! Nic mi nie będzie. - machnęła na to ręką. - Maaamooo! Masz może ogórki? I lody śmietankowe? - krzyknęła w stronę mamy i wtoczyła się do kuchni.
- Paweł jak ty z nią wytrzymujesz? - zagadnęła Lena, która przysłuchiwała się całej rozmowie.
- Ty też byłaś taka marudna. Pamiętam jak kiedyś przyjechałaś i ojciec musiał po nocy do supermarketu jeździć bo ci się zachciało łososia, a potem i tak nie zjadłaś po stwierdziłaś, że wolisz samą cytrynę. - wtrąciła mama, która wyszła z kuchni niosąc na rękach małą Emilkę.
- Was też niedługo to czeka. - powiedziała Lena patrząc na Tomka i Kamilę. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać, a kiedy do salonu wszedł tata z Markiem i Kubą ja wymknęłam się do swojego pokoju. Ze skrytki wyjęłam pamiętnik i usiadłam w rogu łóżka. Nie zamierzałam nic pisać, w pamiętniku miałam ukryte zdjęcie Alexa. Wzięłam je do ręki i zaczęłam patrzeć na ten pogodny uśmiech, wesołe oczy... na fotografii pojawiły się kropelki łez. Najpierw pojedyncze, a później coraz gęstsze. Zaczęłam ryczeć jak małe dziecko, nie mogłam się opanować. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, wierzchem dłoni otarłam łzy.
- Kto tam? - wychrypiałam.
Drzwi się otworzyły i w progu ustała Asia. Spojrzała na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Kotuś.. co się stało? - usiadła obok mnie i objęła. Wtuliłam się w nią i zaczęłam łkać.
Zwierzyłam się jej ze wszystkiego, a ona mnie pocieszyła. To z nią zawsze byłam taka zżyta w dzieciństwie, ale potem ona dorosłą i poszła na studia, więc tylko z mamą mogłam porozmawiać.
- Wszystko się ułoży. Jesteś jeszcze młoda i poznasz wielu chłopców, tylko masz być ostrożna! - wymownie spojrzała na swój wielki brzuch. Zaczęłam pociągać nosem, a później obie wybuchłyśmy śmiechem.

poniedziałek, 15 października 2012

Pomysł

Hej, to ja Jabłko.
Wczoraj w mojej głowie zajaśniała pewna myśl. Nie wiem, czy trafna, ale jednak jest. Mianowicie mam pomysł na nowego bloga, Mam już prawie dwa rozdziały, ale gdy pokazałam Marchewce fabułę, była przerażona i powiedziała, że ona czegoś takiego czytać nie będzie. No cóż, sama przyznaję, że troszkę patologiczne, ale nic na to nie poradzę. I właśnie tak się zastanawiam co z tym zrobić.
Oto fabuła:  Życie w bloku dla Tośki to jedno, ale życie w bloku z wiecznie zapitą matką i starszym bratem, który zastępuje jej po części ojca to drugie. Dziewczyna radzi sobie w szkole, ale w domu nie wytrzymuje. Matka ciągle pijana śpi lub właśnie się upija. Straszy brat usiłuje zarabiać na studia równocześnie ucząc się w ostatniej klasie technikum. Siedemnastoletnia dziewczyna stara się nie popełniać błędów swojej matki, ale niestety.. zakochuje się w chłopaku z wyższych sfer. Próbuje zataić przed nim gdzie mieszka, ponieważ wstydzi się swojego domu. Spędza z nim mnóstwo czasu, zwierza mu się ze wszystkiego, a w końcu zaczynają ze sobą być. Wszystko jest idealnie gdyby nie, sprawy z przeszłości chłopaka i okrutna teraźniejszość.. 

Piszcie mi swoją opinię i poradźcie czy zacząć to coś, czy odpuścić. ;D 
Jabłko w Kropki ;)

wtorek, 2 października 2012

Rozdział 23


Święta zbliżały się wielkimi krokami. Była połowa października, a moja mama już zaczynała gotować. „Będzie tak jak w zeszłym roku, znów na ostatnią chwilę” - zawsze to powtarzała, a jak zwykle wszystko było gotowe miesiąc przed czasem, ale dla mojej mamy to było „na ostatnią chwilę” Mama bardzo się ucieszyła kiedy powiedziałam jej, że odnawiam znajomości z Weroniką i Dawidem, nawet zapowiedziała mi, że jeśli chcę to mogę ich zaprosić na Wigilię.
- Oj nie przesadzaj mamo! Weronika przyjechała spędzić święta z tatą. Dawno się nie widzieli, nie mogę jej zaprosić. - powiedziałam od razu. „ Pewnie i tak by się nie zgodziła” - dopowiedziałam w myślach.
Weronika przyjeżdża w poniedziałek przed świętami i wtedy mamy się spotkać. Zaczęłam nawet ćwiczyć przed lustrem co jej powiem.. Układałam całe monologi, aż pewnego dnia nakryła mnie mama ..
- Izka, co ty? Mówisz do siebie? Czy rozmawiasz z niewidzialnym znajomym? Może masz gorączkę co? - zaczęła się śmiać. - Idziesz ze mną na zakupy? Chcę już teraz kupić prezenty bo potem może już nie być.. wiesz jak to jest.. gorączka zakupów ogarnia każdego. Idziesz? - dopowiedziała.
- Mamo oszalałaś?! Święta są za półtora miesiąca to po pierwsze. Po drugie każdy NORMALNY człowiek zakupy zaczyna robić w listopadzie, po trzecie prezenty świąteczne dostępne są do końca grudnia! A po czwarte i ostatnie zawsze robisz wielkie zamieszanie z powodu głupich świąt, zawsze musisz robić wszystko z wyprzedzeniem „bo nigdy nie zdążasz” a i tak zawsze wszystko jest gotowe miesiąc przed! To staje się irytujące, że już dzień po zakończeniu jednych świąt planujesz te kolejne które są za rok mamo! Chociaż raz mogłabyś dać sobie spokój, wiesz? I w ogóle dlaczego ty nigdy nie pukasz jak wchodzisz do mnie, co?! - wykrzyknęłam i zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem.
Nie chciałam jej tego powiedzieć, nie chciałam zrobić jej przykrości, ale wszystko we mnie wybuchło. Ciągle denerwuje się na myśl o spotkaniu z Werą, od tygodnia planuje co jej powiem, nadal tęsknię za Alexem i dołuje mnie to, że ja święta spędzę z całą rodziną, a rodzice Alexa będą go opłakiwać. Mama nie umie tego zrozumieć i tylko pogarsza całą sprawę. Z tej bezsilności zaczęłam rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Do drzwi dobijała się mama! Teraz pamięta o pukaniu!
- Odejdź sobie! Daj mi spokój! - krzyknęłam i zanurzyłam twarz w poduszki. Pukanie ustało … na jakiś czas!
Obudziłam się za dziesięć dziewiąta. Nie idę do szkoły. Powiem mamie, że źle się czuję czy coś.. A właśnie! Mama! Muszę ją przeprosić za wczoraj.. niepotrzebnie tak na nią krzyczałam. Pewnie jeszcze śpi więc nie będę jej budzić. Zamiast tego zrobię jej przeprosinowe śniadanko do łóżka. Nie zawracałam sobie głowy ubiorem i w samej piżamie pobiegłam do kuchni. Wyjęłam z szafek wszystko czego potrzebowałam do zrobienia naleśników : mąkę, mleko, jajka. Wyjęłam także miód i banany. Rozrobiłam ciasto i wlałam na patelnie. Po kilku minutach miałam już niezły stosik, który obficie polałam miodem i obłożyłam bananami. Do szklanki nalałam soku. Wszystko ułożyłam na tacy i zaniosłam do sypialni rodziców. Sam zapach wystarczył, aby mama się obudziła. Przetarła zaspane oczy i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Dziś są moje urodziny czy to jakaś specjalna okazja? Zapomniałam o czymś? - zapytała i oparła się o poduszki.
- Niee. To specjalne śniadanie dla najlepszej mamy. I też takie trochę przeprosinowe za wczoraj. - odpowiedziałam.
- A co było wczoraj? - zapytała niewinnie.
- Oj mamo. Nie udawaj, że nie pamiętasz.. nie powinnam tak na ciebie krzyczeć. Przepraszam.
- Ja już zapomniałam. Przynieś sobie talerz bo sama tego wszystkiego nie zjem.
- Miałam nadzieję, że to powiesz. - zaczęłam wyciągać z kieszeń szlafroka sztućce i szklankę na sok. - Wiesz, te ogromne kieszenie wreszcie się do czegoś przydają.
Usiadłam obok mamy i razem zjadłyśmy przepyszne naleśniki. Muszę przyznać, że świetnie gotuję xd. Postanowiłyśmy z mamą zrobić sobie dzień leniuchowania. Leżałyśmy przed telewizorem w szlafrokach z nie ogarem na twarzach i włosach jedząc pizzę, którą wcześniej zamówiłyśmy. Było odjazdowo. Później przeniosłyśmy się do salonu, aby poczytać. Ja zaczęłam czytać nową książkę, a mama jakieś czasopismo. O czwartej wrócił tata.
- Co jest na obiad? - wykrzyknął wchodząc do domu.
- Pizza! Weź sobie, jest w kuchni! - odkrzyknęła mama.
W kuchni zastał pobojowisko.. nie chciało nam się zmywać ani nic, a ja nie posprzątałam po gotowaniu.
- Co tam się stało? - zdziwienie ojca ciągle rosło.
- Leniuchowałyśmy. - odparłam podchodząc do taty.
- Iza? Dlaczego nadal jesteś w piżamie? O matko! Basiu! Co si się stało?!
Nie chciało mi się już tam stać, więc wróciłam na kanapę. Książkę odłożyłam na bok – nie mogłam się skupić. Znów zaczęłam martwić się rozmową z Weroniką, muszę przyznać, będzie ciężko...


                                                                        ***
Czytacie? Jak tak to fajnie. Rozdział jest głupi, do niczego nie prowadzi i wgl beznadziejny. Ogólnie cała ta historia jest taka trochę teraz pogmatwana. Wraz z Marchewką postanowiłyśmy, że do pewnego momentu będzie część I, a później zacznie się część II, w której wszystko się zmieni. Rozdziały będą o wiele dłuższe.. bardzo długie będą bo te są krótkie. Doją nowi bohaterzy, obecni zejdą na margines i będą się pojawiać dość rzadko. Zmienimy wszystko, w końcu to będzie dorosłe życie Izy! Więcej wam nie zdradzę. ;PP
życzę miłego czytania, miłego komentowania i miłej nauki w szkole ;)

czwartek, 20 września 2012

Rozdział 22


Dziś jestem umówiona na spotkanie z Dawidem. Zadzwoniłam do niego od razu po dostaniu numeru. Ku mojemu zdziwieniu zgodził się. Świadomość tego napawała mnie przerażeniem. Co ja mu powiem? Co jeśli on powie mi, że nie chce mnie znać? To nie był najlepszy pomysł z tym spotkaniem. Muszę z kimś o tym porozmawiać. Spotkanie jest za godzinę, więc zdążę. Wsiadłam do zatłoczonego autobusu i pojechałam w kierunku brązowego budynku.

Rozmowa z Moniką dobrze mi zrobiła. Gdy przekroczyłam próg jej gabinetu zdziwiła się, ale kiedy wszystko jej wyjaśniłam pochwaliła moją decyzję i umocniła mnie w przekonaniu, że robię słusznie. Niestety nie mogłam siedzieć u niej w gabinecie po kilka godzin tak jak to było wcześniej. Teraz nie byłam jedną z pacjentek i nie zapłaciłam za wizytę, więc musiałam pożegnać się zaledwie po kilkunastu minutach. Zostało mi jeszcze całkiem sporo czasu, więc udałam się do kawiarenki w której mam spotkać się z Dawidem. Zamówiłam herbatę i postanowiła przemyśleć wszystko co mu powiem. Nie czekałam na niego długo. Przyszedł punktualnie. Usiadł przy stoliku i również zamówił herbatę.
Przez kilka minut siedzieliśmy naprzeciwko siebie i mierzyliśmy się wzrokiem. Żadne z nas nie wiedziało jak rozpocząć rozmowę. W końcu postanowiłam przerwać tą irytującą ciszę.
- Dawid...ja..zaprosiłam cię na spotkanie, ale nie wiem co mam ci powiedzieć. Długo nad tym myślałam, ale nic sensownego nie przyszło mi do głowy. - powiedziałam jednym tchem.
- Nie oczekuję od ciebie przeprosin, od początku rozumiałem twoją decyzję... Przykro mi jedynie, ponieważ odeszłaś bez pożegnania. Nawet nie wiesz jak Weronika się wtedy czuła. Zawiodłaś ją, mnie także. Czemu tak postąpiłaś?
- Ja... myślałam, że tak będzie lepiej. Nie chciałam zrywać z wami wszelkiego kontaktu, ale wtedy myślałam, że tak będzie lepiej. Myliłam się i teraz żałuję swojej decyzji. Mówisz, że rozumiałeś moją decyzję, więc dlaczego teraz mi to zarzucasz? To nie ty musiałeś przez to wszystko przejść, nie ty chodziłeś do psychologów, to nie tobie co noc śnią się koszmary, ty nic nie rozumiesz! Więc proszę cię nie zarzucaj mi tego! Trudno! Tak się stało. Już teraz tego nie odwrócę, rozumiesz? - wyrzuciłam z siebie wszystko i poczułam się lepiej a zaraz potem w mojej głowie odezwał się głos „No i co ty dziewczyno robisz? Takim zachowaniem nie odzyskasz jego przyjaźni. Opanuj się i przeproś go, albo znajdź sobie innych przyjaciół” No właśnie.. co ja robię!
- Dawid przepraszam! To nie tak miało zabrzmieć. Nie chciałam tego powiedzieć. - znów z moich ust wypłynął potok słów.
- To ja powinienem przeprosić. Nie wiedziałem, że nadal jest ci ciężko. Myślałem, że już się pozbierałaś. - odparł.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się. Nagle zaczęliśmy rozmawiać tak jak dawniej, jakby nic się nie stało. Śmialiśmy się ze swoich żartów, wspominaliśmy dobre chwile w Hiszpanii, kiedy byliśmy wszyscy we czwórkę: ja, Weronika, Dawid i Alex. Podczas rozmowy dużo sobie wyjaśniliśmy. Przeskakiwaliśmy z tematu na temat, aż w końcu złożyło się tak, że zaczęliśmy rozmawiać o nim i o Weronice.
- Iza ja ją tak strasznie kocham i boję się, że ją stracę... Wspólnie podjęliśmy decyzję o rozstaniu, ale ja tego nie chciałem... - w jego oczach zalśniły łzy. Zrobiło mi się go szkoda.
- Byliście taką ładną parą. Szkoda, że wyszło jak wyszło, ale Wera przyjeżdża tutaj do Polski na święta, aby spędzić je ze swoim tatą. Do grudnia dostały niecałe dwa miesiące, może się zejdziecie. - próbowałam go pocieszyć.
- Chcę, abyś miała rację. - usiłował się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mu to.
Rozmawialiśmy jeszcze dobrą godzinę, a później się pożegnaliśmy, znów jako najlepsi przyjaciele. Cieszę się, że udało mi się odzyskać Dawida. Z Weroniką może nie być tak łatwo.. Bardzo ją zraniłam i nie wiem, czy będzie chciała mi wybaczyć. Jednak zrobię co w mojej mocy, aby tak się stało.

                                                                                ***
Macie rozdział 22. Mam świadomość, że na pewno straciłyśmy mnóstwo czytelników (jeśli wgl jacyś byli), ale mówi się TRUDNO. Była umowa na 5 komentarzy, więc jaki macie ku*wa problem dodać po jednym komentarzu! No ludzie weźcie trochę ludzkości! Dokładnie pamiętam, jak rozdział dodawałam gdzieś przed 13 sierpnia i prosiłam o te 5komów! Pierwszy był dodany jakoś miesiąc po dodaniu, a dopiero potem kolejne!!!  Jeśli wchodzicie na tego bloga i czytacie to czy korona wam z głowy spadnie, jeśli napiszecie kilka słów?! Klawiatura nie gryzie! Odwiedzin na bloga jest dokładnie 1991, a komentarzy ? Prawie wcale! Jeśli ja nie widzę, że ktoś komentuje to jaką mam mieć pewność, że ktoś czyta? To, że ja  razem z Marchewką się trudzimy, żeby coś napisać tylko po to, aby wam sprawić przyjemność to już jest nic. Straciłam cały zapał na dalszą pracę tutaj i coraz poważniej myślę nad usunięciem tego bloga. W ankiecie widzę, że jest po jednym głosie na "okropny" i "niezły", ale to, że teraz specjalnie tak głosujecie to jest spowodowanie tylko tym, że przez ponad miesiąc nic nie dodawałam i tylko tym. I wiecie co wam powiem? Mam to głęboko gdzieś co teraz o mnie myślicie! Jacy wy dla mnie taka ja dla was! Tak więc tych co znienawidzili mnie i tego bloga, żegnam i krzyżyk na drogę! W górnym prawym rogu jest krzyżyk, więc jeśli przeczytaliście do tego momentu to kliknij i więcej nie wchodź na tą stronę! Proste i logiczne, nie? To tyle ode mnie więc NARA i nie do zobaczenia. 
Jabłko! 

piątek, 10 sierpnia 2012

Rozdział 21


 Kilka dni po wysłaniu listu do Hiszpanii otrzymałam odpowiedź. Weronika i Dawid wszystko zrozumieli. Wybaczyli mi – z tego cieszę się najbardziej! Weronika pytała czy może przyjechać. Nie zgodziłam się. Nie to, że nie chciałam jej tutaj, po prostu było jeszcze za wcześnie. Za to podałam jej nowy numer na moją komórkę. Weronika napisała mi również, że Kuba ciągle o mnie pyta. Nie wiem co o tym myśleć. Nie chce kolejnego chłopaka. Nie chce znów przeżywać tego samego trzeci raz. Nie ważne czy stało by się to za miesiąc czy za pół roku. Po prostu nie chce znów tego przeżywać. Kuba musi o tym wiedzieć. Na jakiś czas dam sobie spokój z chłopakami. Mam dopiero 17 lat. Kiedyś na pewno znajdę tego jedynego.
- Iza...chciałabym ci powiedzieć, że twoja terapia u mnie jest na dobrej drodze. Terapię mogłabyś zakończyć w każdej chwili. - powiedziała pewnego dnia Monika.
- A czy to nie jest za wcześnie? To jest za wcześnie. - byłam przerażona opcją, że mogłabym już tutaj nie przychodzić.
- Nie, nie jest za wcześnie. To jest właśnie ten odpowiedni czas, kochana. Dziś porozmawiam jeszcze na ten temat z twoją mamą. Sama dobrze wiesz, że nie mogłabyś ciągle tu przychodzić. Myślę, że już jest odpowiedni czas, abyś zmierzyła się z tym wszystkim sama.
- A więc dobrze. Skoro tak uważasz. - „NIE, NIE I NIE! POTRZEBUJĘ TUTAJ PRZYCHODZIĆ! TO NIE JEST JESZCZE CZAS” - krzyczałam w myślach. No cóż, skoro Monika twierdzi, że jestem już gotowa, aby z powrotem zacząć normalne życie to rzeczywiście tak musi być.
- Uważam, że na tym powinnyśmy skończyć już dzisiejsze spotkanie. Cieszę się, że cię poznałam Izo. - rzekła Monika i przytuliła mnie. Odwzajemniłam uścisk i również się pożegnałam. Musiałam czekać jeszcze kilkanaście minut na mamę, która rozmawiała z Moniką. Następnie razem wyszłyśmy z budynku w stronę naszego samochodu.

Minęły trzy miesiące odkąd nie chodzę na terapię. Bardzo brakuje mi towarzystwa Moniki, a jeszcze bardziej brakuje mi Weroniki i Dawida. Nawet za Kubą tęsknię. Znów Monika miała rację. Chciałabym móc porozmawiać z Weroniką. Jeszcze w sierpniu dzwoniła ciocia Asia i niby „przypadkiem” wspomniała o tym, że Weronika nie wróci już do Polski tylko zamieszka z dziadkami i z matką w Hiszpanii. Podobno jej rodzice się rozwiedli. Jej matka przywozi ze sobą wszystkie papiery szkolne Weroniki, aby ta mogła uczyć się w Hiszpanii. Co do Dawida to on również chciał zostać z Weroniką w Hiszpanii, ale jego rodzice się nie zgodzili i wrócił tutaj, aby skończyć szkołę. Ja również w tym roku kończę liceum. Nie zastanawiałam się nas studiami. Nawet nie wiem czy chcę na nie iść, mimo że było to moje marzenie odkąd skończyłam 12lat. Od kilku dni myślę o tym czy nie powinnam spotkać się z Dawidem. Nie widujemy się w szkole, ponieważ przeniosłam się do innej. Chyba zdecyduję się na to spotkanie, choć nie wiem czy Dawid ucieszy się na mój widok. Tylko Weronika ma numer na moją komórkę, a oprócz tego jedynego listu który wysłałam jeszcze w sierpniu nie kontaktowałam się z Dawidem. Sama nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Wyjęłam komórkę i napisałam SMS-a do Weroniki.

Hej to ja Iza.
Czy mogłabyś podać mi numer do Dawida,
wiem, że jest w Polsce. Chciałabym się z
nim spotkać. Z tobą również, ale rodzice
nie zgodzą się na mój wyjazd do Hiszpanii.
Wiem, że tam teraz mieszkasz. Ciocia Asia
mi powiedziała. Przepraszam, że tak długo się
nie odzywałam, ale sama rozumiesz roaming..
Mam nadzieję, że nadal jesteśmy przyjaciółkami.
Ty zawsze będziesz moją przyjaciółką.
Przesyłam buziaki xxxxx
Iza

Na odpowiedź nie czekałam zbyt długo. A to co przeczytałam tak mnie zdziwiło, że osłupiałam.

Przykro mi, że nie powiedziałam ci wcześniej.
Ja i Dawid rozstaliśmy się we wrześniu.
Razem podjęliśmy tą decyzję. Nie chcemy
związku na odległość. Sama rozumiesz.
Może kiedyś nam się uda.
Oto jego numer: 6*8-3*3-2*4.
Przyjadę na święta do Polski, aby spędzić
je z ojcem. Mam nadzieję, że wtedy się spotkamy
Ściskam xoxo
Weronika

Nic nie trwa wiecznie. Mam numer do Dawida, więc spotkam się z nim i kawałek po kawałku będę naprawiała naszą przyjaźń. A podczas świąt zrobię to samo z Weroniką. Może nie wszystko stracone.

***
No i są bonusowe dwa! Przykro nam, że tak mało osób go odwiedza i prawie nikt nie komentuje oprócz Eleny, która coś niecoś napisała... Dziękujemy tym, którzy czytają i zapraszamy tych, którzy dopiero trafili na tego bloga. Kolejny dodamy po niedzieli, ale tylko pod warunkiem, że pod tym rozdziałem będzie ... hmm 5 komentarzy? Na razie tyle, ale co jakiś czas liczbę będziemy zwiększać. Jeśli nie będzie tych 5marnych komentarzy zawiesimy bloga na DWA TYGODNIE! ! Ot taki szantaż na poprawę naszych humorków. 
Jabłko i Marchew - szykują się na jutrzejsze wesele *.* 
P.S od Marchewki 
życzcie nam dobrej zabawy i trzymajcie kciuki , abyśmy nie połamały sobie nóg na szpilkach xD
Chciałam dodać przykrą wiadomość . Rozdział na mojego bloga miał być dziś dodany , ale mogę napisać tylko : ALL NEXT CHAPTER poszedł się jebać . Usunął mi się po prostu . Więc tak jak powiedziałam dodam we wtorek . Jeszcze raz przepraszam , bo myślałam że zrobię wam niespodziankę =.=
Trzymać mi kciuki , bo nie wiem jak wytrwamy całą noc ! ! :D
Będziemy pewnie leżeć pod stołem xD



Rozdział 20


Warszawa 01.08.2012 r.
Drodzy przyjaciele!
Na początku chciałabym was przeprosić za moje zachowanie. Opuściłam was bez żadnych wyjaśnień, choć pewnie wiecie czemu tak postąpiłam. No cóż, musiałam. W tym liści wszystko wam wyjaśnię.
Nadal nie mogę pozbierać się po śmierci Alexa. Jest nawet gorzej niż na początku. Po raz kolejny chciałam zostawić przeszłość za sobą i zerwać z wami kontakty – myślałam, że tak będzie lepiej. Jednak lepiej nie jest. Co tydzień mam wizyty u psychologa. Pani Monika jest naprawdę sympatyczną osobą. Powiedziała mi, że źle zrobiłam porzucając was dlatego też chcę to naprawić. Nie wiem kiedy znów się zobaczymy. Wszystko zależy od ilości wizyt u psychologa. Sama nie wiem jak długo będę tam chodzić. Pani Monika powiedziała, że jeśli sama uznam, że wszystko już sobie poukładałam, wtedy nie będę musiała jej odwiedzać. Myślę, że ma rację. Na razie nic nie układa się po mojej myśli. Jedyne co jest dobre to moje wizyty u panie Moniki. W domu wszyscy czegoś ode mnie chcą. „Wyjdź na spacer” „Chodź z nami do kina” „Idź do sklepu, kup sobie coś” To jest nie do zniesienia. Czy oni nie rozumieją, że potrzebuję czasu. Wiem, że robią to dla mojego dobra, ale rozmawiałam już z mamą kilka razy o tej kwestii. Niby mówi, że się postara, ale ciągle jest to samo.
Nie wiem czy nadal traktujecie mnie jako swoją przyjaciółkę, wy dla mnie jesteście ważni tak samo jak przed moim wyjazdem. Znaczycie dla mnie bardzo dużo i nie mogę sobie darować, że tak mocno was zraniłam. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Uwierzcie mi. Nie chcę teraz wzbudzać waszej litości. Wręcz odwrotnie, potrzebuje teraz mocnego kopa do życia. Zanim mi wybaczycie (jeśli w ogóle) chciałbym, abyście opieprzyli mnie tak, że mi w pięty pójdzie.
Muszę już kończyć ten list. Za godzinę mam kolejne spotkanie u psychologa. Mam nadzieję, że mi wybaczycie, a później będziemy się z tego śmiać. Nie chcę stracić was – moich najlepszych przyjaciół na świecie. Jesteście najlepszym co mnie w życiu spotkało.
Całuję i ściskam mocno
Iza xxxx
P.S. Tęsknię za wami cholernie.

Wsadziłam list do koperty, zakleiłam ją i zaniosłam na pocztę.

niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 18


Jest już po pogrzebie. Również byłam na nim obecna. Dawid i Kuba także się zjawili. Jest nam bardzo przykro z powodu śmierci Alexa, ale to nie od nas zależała jego decyzja.
Nigdzie nie mogłam złapać Izy. Widziałam ją tylko raz, ale to było jakieś pół godziny temu. Chciałam z nią porozmawiać, zapytać o jej dalsze plany, ale zniknęła. Jak kamień w wodę. Nigdzie nie było jej cioci oraz rodziców. Zaczęłam się martwić. Wiem, że Iza jest inteligentna, więc nie zrobi żadnego głupstwa. Zadzwonię do niej. Podobno dziś wyjeżdża z rodzicami do Polski, więc chce się z nią pożegnać. Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer Izy.
Dzwonię raz i jeszcze raz. Za każdym razem ten sam automatyczny głos „Nie ma takiego numeru” „Nie ma takiego numeru” . Z twarzy odpływa mi cała krew. Zaczynam się chwiać. Podchodzi do mnie Dawid.
- Nie mogę uwierzyć, że nam to zrobiła. Nie mogę uwierzyć. - już dobre kilka minut żalę się mojemu chłopakowi.
- A ja ją rozumiem. - odpowiada Dawid.
Posyłam mu zdumione spojrzenie.
- Nic w tym dziwnego, że wyjechała. Na jej miejscu zrobiłbym to samo. - kontynuował Dawid. - Przykro mi tylko, że zrobiła to w taki sposób. Nie żegnając się z nikim. Choć jeśli patrzeć z jej perspektywy....zapewne chciała rzucić przeszłość … drugi raz.


Siedziałam już w samolocie. Obok mnie mama i tata. Lot miał trwać niecałe dwie godziny. Tylko dwie godziny dzieliły mnie od mojego nowego życia. Mojego drugiego nowego życia.
Gdyby ktoś nas nie znał pomyślałby, że siedzi tu małżeństwo oraz jakaś obca dziewczyna. Nikt nie pomyślałby, że jestem ich córką. Oni uśmiechnięci, w kolorowych ubraniach. Śmiejący się. Ja w czarnych długich spodniach i długim wyciągniętym szarym swetrze. Zamiast uśmiechu na twarzy mam grymas, choć nawet trudno nazwać to grymasem. Siedzę jak taki ponurak i ledwo powstrzymuję płacz. Czuję się podle. Po tym jak potraktowałam moich przyjaciół i Kubę. Z nim nie widziałam się od czasu tego tragicznego dnia. Mam nadzieję, że Weronika wszystko mu opowie. Mam także nadzieję, że wszyscy zrozumieją moją decyzję. Nie mogę do nich nawet zadzwonić. Po wejściu na lotnisko wyjęłam kartę SIM z telefonu, połamałam na dwie części po czym wyrzuciłam do najbliższego kosza. Zapewne Weronika do mnie dzwoniła. Tego jednego jestem pewna. Ciekawe czy mnie teraz nienawidzi? Ciekawe co myśli teraz o mnie Dawid? Co myśli Kuba? Boje się, że wszyscy mnie nienawidzą. Mimo że postanowiłam zerwać z nimi wszelki kontakt ciągle o nich myślę. Słyszałam jak przed wyjazdem ciocia rozmawiała z mamą. Powiedziała jej, że porozmawia z Weroniką i opowie jej co skłoniło mnie do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Tylko ja się pytam po co? Nie potrafiła uszanować mojej decyzji. Wiem, że robi to dla mojego dobra, ale nie prosiłam jej o to. Nie czuję już smutku. Czuję jedynie wściekłość na siebie, na rodziców na ciocię i przede wszystkim na Alexa. Przez SMS-a którego mi wysłał przed śmiercią czuję się tak jakbym to ja było winna jego śmierci. Ale to nie ja kazałam podejmować mu tak drastyczne środki. To nie ja zepchnęłam go z tego klifu. Zrobił to sam. Z własnej woli. To on jest odpowiedzialny za moje cierpienie, za cierpienie swoich rodziców.

               ***
Na razie znów nudy. I w kolejnych rozdziałach tylko to się zapowiada, przynajmniej przez pewien czas. Nie wiem kiedy będzie kolejny.  
Idę spać. 
Jabłko


Rozdział 17


       Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Co noc miałam koszmary. Bałam się każdego najmniejszego cienia. Minęły zaledwie 3dni, a dla mnie trwało to jak 3lata. To było nie do zniesienia. Wmawiałam sobie, że to tylko sen, że to okrutna wyobraźnia spłatała mi figla. Lecz to nie była wyobraźnia. To działo się naprawdę. Ciało Alexa znaleziono następnego dnia po tym...po tym jak skoczył. Dziś miał odbyć się pogrzeb. Nie wiem czy to wytrzymam, ale muszę tam być. Chcę go pożegnać, choć wiem, że to nie będzie dla mnie łatwe. To nie będzie łatwe dla wszystkich. Muszę to przetrwać. Tylko raz odwiedziłam dom rodziców Alexa. Jego mama jest w totalnej rozsypce. Ciągle musi przyjmować środki uspokajające. Jego ojciec także sobie nie radzi, ale nie chce tego pokazać żonie. Moi rodzice mają przyjechać. Chcą zabrać mnie do Polski i oddać w ręce psychologów. Nie wiem czy to zniosę. Będę musiała. Nie chcę opuszczać Hiszpanii, ale tutaj wszystko przypomina mi Alexa. To boli i jest nie do wytrzymania. Gdy już wrócę do Polski zmieniam szkołę. Rodzice na pewno się zgodzą. Nie wiem ile jeszcze dni spędzę tutaj...Rodzice na pewno będą chcieli zabrać mnie od razu po pogrzebie. Chyba się na to zgodzę.
Zaczęłam powoli się ubierać i zeszłam na śniadanie. Przez ostatnie dni zachowywałam się jakbym była w amoku. Jadłam rano, później przychodziła do mnie Weronika z Dawidem. Następnie obiad i trochę czasu dla mnie. Zazwyczaj wtedy płakałam albo spałam, czasami jedno i drugie. Po kolacji szłam się myć, a później szłam spać. Codzienna rutyna. Codzienne cierpienie. Szara rzeczywistość. Tu nie ma miejsca na księcia z bajki i długowłosą księżniczkę zamkniętą w wieży! Taki jest świat, okrutny świat w którym wszystko jest możliwe. Coś się kończy, coś się zaczyna. Śmierć przeplata się z życiem. Ktoś umiera ktoś się rodzi. Być może miliony kilometrów stąd lub na innym kontynencie właśnie urodziło się dziecko.
Chciałam zacząć nowe życie. Z nowymi przyjaciółmi. Wszystko miało być piękne. To życie miało być lepsze, a jest jeszcze gorsze od poprzedniego. Znowu muszę zacząć wszystko od początku. Ciocia powiedziała, że powinna zerwać stare znajomości, przyjaźnie...wiem, że to nie będzie łatwe, ale muszę. Kocham moich przyjaciół. Weronika jest dla mnie jak siostra, a Dawid i Kuba są dla mnie braćmi, ale już niedługo zerwę z nimi wszelki kontakt, dla nich przestanę istnieć. Będzie tak jakbym wcale się nie urodziła.
- Izuś. Twoi rodzice przyjechali. - zawołała z dołu ciocia.
Nie odpowiedziałam. Nie miałam potrzeby. Po prostu zwlokłam się ze schodów i wpadłam prosto w ramiona mamy. Nie mogłam powstrzymać łez i zaczęłam szlochać w jej bluzkę. Mama objęła mnie mocniej i zaczęła głaskać mnie po włosach. Nie mówiła „będzie dobrze” bo przecież sama wiedziała, że nie będzie. Nic nie mówiła. Stała tak po prostu, obejmowała mnie. Do niej dołączył tata. Po dłuższej chwili wszyscy przeszliśmy do salonu. Usiadłam pośrodku rodziców. Zrzuciłam z nóg buty i podciągnęłam kolana pod brodę. Niewiele mówiłam. Tylko przytakiwałam lub używałam zdawkowych „tak” lub „nie”.
- Córeczko....mam nadzieję, że nie będziesz nam nic utrudniać. W Polsce załatwiłam już dla ciebie świetnych psychologów...... Pomogą ci. Nie zrozum mnie źle. Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, więc dla swojego własnego dobra.....chciałabym, abyś więcej tu nie przyjeżdżała.
- Dobrze mamo. Postanowiłam także, że .….. - urwałam, ponieważ w gardle pojawiła mi się ogromna gula – postanowiłam, że zerwę wszystkie moje znajomości. - po policzkach zaczęły spływać mi łzy, które szybko otarłam rękawem. Nie wiedziałam, że powiedzenie tego będzie takie trudne, a co dopiero wykonanie tego.
- Córeczko, ale nie musisz. Wiesz o tym? - mama martwiła się o mnie.
- Wiem mamo. Wiem, ale już postanowiłam. - powiedziałam twardo. Nie zamierzałam ustępować. Mam nadzieję, że rodzice zrozumieją moją decyzję.

                  ***
Czy Iza podoła tym wszystkim problemom? Czy tak łatwo zrezygnuje z przyjaciół? A co z Kubą? Czy on jeszcze da o sobie znać? Czy odegra jakąś ważną rolę? Tego nawet ja nie wiem. 

Dziś dodaje już 17rozdział. Dopadła mnie wena i piszę w każdej wolnej chwili. Już nie mogłam się doczekać kiedy dodam te rozdziały, a Marchewka w Paski ciągle mi to utrudniała, bo nie wchodziła na GG tylko włóczyła się po jakiś Krośniewicach ... o.O 
Kochana Marchewko zginiesz od razu jak do mnie przyjedziesz. Pozdrawiam cię.
Twoje Jabłko :>



Rozdział 16


- Chyba cię pogięło dziewczyno! Nie ma mowy! - taa bo go posłucham.
- Oj proszę. Nie bądź taki. Tylko ty możesz mi pomóc. - nalegałam pomimo jego próśb i gróźb, abym dała sobie spokój. Już od kilku minut krzątałam się po domu zbierając najpotrzebniejsze ciuchy.
- Jesteś nienormalna. Powinnaś leżeć cały czas w łóżku. Co ty zamierzasz zrobić? - był nieugięty.
- Słuchaj! Poprosiłam cie o pomoc bo tylko ty możesz mi pomóc. Ale skoro nie chcesz równie dobrze mogę sama sobie dam radę. Poradzę sobie także bez ciebie. - wyłożyłam karty na stół. - Więc? - moje argumenty z pewnością go powalą.
- Zgoda. Nie wiem co zamierzasz robić i wcale mnie to nie interesuję. - kłamał. Widzę jak zżera go ciekawość. - Jeśli zrobisz coś niebezpiecznego od razu dzwonię do twojej ciotki i mówię jej gdzie jesteś! Rozumiemy się? - hahaha wygrałam !
- Okej. Zebrałam resztę rzeczy i razem wsiedliśmy do jego samochodu. Odjechaliśmy z podjazdu kilka minut przed powrotem cioci.

Tęskniłem za nią. Cholernie tęskniłem. Pragnąłem by znów była przy mnie, zawsze uśmiechnięta, promienna. Nie mogłem znieść tego, że ją zraniłem. To bolało najbardziej. To prze zemnie trafiła do szpitala. To wszystko moja wina. Jestem dupkiem, wiem to. Niestety nic już na to nie poradzę. Nie potrafię naprawić tego co tak łatwo zniszczyłem, już nigdy nie będę mógł jej pocałować, dotknąć jej włosów. Ona mnie nienawidzi. A ja ją kocham. Nie potrafię bez niej żyć. Już nie mam po co...
Nawet nie wiem kiedy znalazłem się na klifie, byłem tu kiedyś z ojcem. Miałem wtedy chyba 9lat. Od początku pokochałem to miejsce. Teraz wiem, że to ona będzie odpowiednim miejscem, aby zakończyć całą tą farsę. Iza pozostanie w moim sercu na zawsze. Zawsze będzie dla mnie tą jedyną. Zawsze..... Wyjąłem z kieszeni spodni komórkę. Otworzyłem ikonę wiadomości i wstukałem numer Izy
„Kocham cię. Kocham cię najbardziej na świecie, ale nie potrafię bez ciebie żyć. Moje życie nie ma sensu, więc postanowiłem je zakończyć. Mam nadzieją, że mi wybaczysz. Przykro mi. To już koniec. Żegnaj na zawsze.
Twój na zawsze –
Alex. „

W tym samym czasie Iza siedział w samochodzie. Jechała w nieznanym kierunku razem z Kubą. On nie wiedział gdzie ma jechać, ona również. Ucieczka z domu była spontaniczną decyzją, ale musiała to zrobić. Nagle poczuła, że w kieszeni wibruje jej telefon. „To pewnie ciocia” - pomyślała i niechętnie wyjęła telefon. Z jej twarzy spłynęła cała krew i wyglądała jak kreda.
- STÓJ! - wrzasnęła co spowodowało, że Kuba gwałtownie zahamował.
- Co do jasnej chol...... - w pośpiechu Iza zaczęła odpinać pasy i niemalże wybiegła z samochodu.
Kuba niewiele myśląc wyskoczył za nią. Szybko ją dogonił i złapał za ramiona.
- ZOSTAW MNIE! JA MUSZĘ TAM IŚĆ! MUSZĘ TAM SZYBKO IŚĆ! - wrzeszczała a inni ludzie zatrzymywali samochody i przypatrywali się tej nad wyraz dziwnej scenie.
- Co ty wyprawiasz?! Opanuj się! Wracajmy do samochodu. - próbował ją uspokoić.
Iza podała mu telefon momentalnie jego twarz nabrała koloru białej ściany, ale szybko się opanował. Złapał wrzeszczącą dziewczynę i zaprowadził do samochodu. Unieruchomił ją pasami i sam zajął swoje miejsce za kierownicą. Uruchomił samochód i dodał gazu. Co chwila Iza krzyczała
- Szybciej! Jedźmy szybciej! - choć i tak na liczniku już dawno mignęła liczba 100.
Dojechali pod dom cioci Asi. Kuba wyprowadził roztrzęsioną Izę z samochodu. W drzwiach domu ukazała się ciocia. Była zdezorientowana zachowaniem dziewczyny która płakała, krzyczała i ciągle przykładała telefon do ucha.
- Gdzie jest Alex? Czy pani go widziała? - zapytał najspokojniej Kuba choć w gardle miał wielką gulę.
- Czemu pytasz? Co się stało Izie? Dlaczego zabrałeś ją z domu?! Doskonale wiesz, że jej nie wolno się przemęczać! Co się dzieje?!
- Czy widziała pani Alexa? - odparł twardo Kuba nie zważając na pytania kobiety. - Czy pani wie gdzie on jest?
- Kubaaa! On nie odbiera! Abonent tymczasowo niedostępny! O boże Kubaaa! Za późno!!!! Kubaaa! On NIE żyje!!!!!! - Iza zaczęła krzyczeć jak opętana. Nie panowała nad sobą. - ALEX!!!! - wykrzyknęła w stronę nieba.
Ciocia Asia stało jak sparaliżowana prądem. Jej ruchy były automatyczne. Zabrała wrzeszczącą Izę do domu. Dziewczyna protestowała. Wyrywała się i krzyczała coraz głośniej. Nie mogła się opanować. Ciocia Asia podała jej dwie dawki środków uspokajających po których stan Izy nieco się polepszył, choć nadal płakała i wykrzykiwała imię Alexa. Po krótkim czasie zmęczona płaczem i krzykami usnęła w ramionach cioci.

                      ***
Czy śmierć Alexa coś zmieni? Na pewno zmieni bardzo dużo w życiu Izy. Dziewczyna będzie musiała pogodzić się z tym, że Alex nie wróci. Ma jeszcze przyjaciół, ale czy będzie chciała ich wsparcia? 
Tylko my dwie to wiemy, a wy żyjecie w błogiej nieświadomości tego co już wkrótce się wydarzy. 
JwK i MwP 

Rozdział 15


W drzwiach stał Alex. Co on tutaj robi? To przez niego tutaj jestem! Krzyczałam jedna połowa mnie. Za to druga połowa cieszyła się z jego obecności. Był jak upragniony deszcz po 100dniach suszy.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam podniesionym głosem.
- Iza. Wybacz mi. Proszę Iza. Zachowałem się jak ostatni dupek. Wybacz. Kocham Cię Iza. - zaczął się tłumaczyć i kajać. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Nie powinno cię tutaj być, wiesz? - odezwała się Weronika do tej pory milcząca.
- Iza. Chce ci to wyjaśnić, jakoś wytłumaczyć. Proszę pozwól mi. Iza. Kocham cię. - nie zwrócił wcale uwagi na to co powiedziała Wera.
- Słyszałeś co powiedziałam. To przez ciebie ona tutaj jest. Rozumiesz?! - myślałam, że siłą wypchnie go za drzwi lub pobije go w tej sali.
Alex spojrzał na mnie, aby w moich oczach ujrzeć zaprzeczenie słów Weronika. Zamiast tego ujrzał strach przeplatany z cierpieniem.
- Weroniko. Mogłabyś zostawić nas na chwilę samych. Chcę z nim porozmawiać na osobności. - ledwie przeszło mi to przez gardło.
Nie protestowała. Odeszła od mojego łóżka i ruszyła w stronę drzwi.
- Zrobisz jej coś...zginiesz i tak! - wysyczała w stronę Alexa.
Gdy zamknęły się drzwi Alex od razu podbiegł do mnie i próbował mnie pocałować. Odchyliłam głowę.
- Alex...między nami skończone. Zdajesz sobie z tego sprawę? - wydusiłam z siebie.
- Co ty mówisz?! Iza! Zastanów się, proszę. Kocham cię.
- To zaczęło się za szybko. Niewiele o tobie wiem, ale i tak wystarczająco się dowiedziałam. Alex nie rozumiesz tego?
- Co wiesz? Ty nic nie wiesz! Na jakiej podstawie to mówisz? - wykrzyczał.
- Alex ja wiem o Cleo. Wiem też, że gdybyś kochał mnie naprawdę mocno nie zniknąłbyś na tydzień nie odzywając się wcale. Wiesz jak się czułam gdy usłyszałam od Kuby o tobie i Cleo?
- Zabije go! Zabije! Jak on mógł! - było jasne, że mówi o Kubie.
- Uspokój się! Tu nie chodzi o Kubę, Cleo i wszystkich innych. Tutaj chodzi o mnie i o ciebie! W szczególności o ciebie Alex. Zraniłeś mnie. I to bardzo. A ja głupia myślałam, że dzięki tobie.... że mi pomożesz budować od nowa mój świat, że z tobą zacznę moje nowe życie. A ty wszystko zaprzepaściłeś. Kochałam cię i zawsze będę, ale nie potrafi ci wybaczyć, nie potrafię znów ci zaufać.
- Wiem. Wiem o tym doskonale i nie umiem tego naprawić. Przepraszam cię, choć wiem, że to i tak nic nie zmieni. Ale wiedz, że to ciebie kocham najbardziej na świecie. To ty jesteś tą jedyną i zawsze nią będziesz. Zawsze będę cię kochał. Nie zmienisz tego. - był spokojny gdy to mówił.
- Dziękuję, że to rozumiesz, ale będzie lepiej jeśli już wyjdziesz. Żegnaj Alex.
Pochylił się i pocałował mnie w policzek. Nie protestowałam. Było to ostatni pocałunek od niego. Kiedy wyszedł z sali zaczęłam płakać. Zakryłam twarz dłońmi i płakałam. Czułam i niemalże słyszałam jak moje serce pęka na tysiąc drobnych kawałków. Znowu...
W szpitalu leżałam 2dni, a później lekarze zadecydowali, że mogę już wrócić do domu. Prosiłam ciocię, aby nic nie mówiła moim rodzicom. Niepotrzebne zmartwienia, a i tak ze mną już wszystko w porządku. W domu wszyscy obchodzili się ze mną jak z jajkiem, nie mogłam podnosić się z łóżka, chyba, że do toalety. Całymi dniami tylko leżałam lub spałam. To było nie do zniesienia. Nikt mi na nic nie pozwalał. No cóż musiałam to wytrzymać. Nie nudziłam się, ponieważ ciągle ktoś do mnie przychodził: Weronika, Dawid nawet Kuba. Alexa nie widziałam od naszej rozmowy w szpitalu. Nie wiedziałam czy mam się z tego cieszyć czy raczej za nim tęsknić.. Nikt mi nic o nim nie mówił. Wiedziałam jedynie, że nie jest już z tą Cleo. - Kuba mi powiedział. Twierdził, że powinna wiedzieć, ale po co mi ta wiedza? Nie zamierzam wrócić do Alexa. Dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi.
- Izuś. Ja na chwilę wychodzę. Zostaniesz sama w domu, dobrze? - zapytała nagle ciocia.
- Dobrze ciociu. Nie ma sprawy.
To była jedyna okazja. Po wyjściu ciociu niemal natychmiast napisałam SMS-a Kubie.
„ Kuba, potrzebuję twojej pomocy. Przyjedź za 20minut pod dom. Resztę wyjaśnię później.
Iza”

                          ***
Więc tak: ten rozdział przybliża nas do całej akcji. Zaczęło wiać nudą, więc w kolejnym rozdziale czeka was niespodzianka. Nie wiem czy będzie miła czy nie. Zależy od tego jak bardzo jesteście przywiązani z bohaterami. Będzie tragicznie i skończy się tym, że zabraknie jednego z bohaterów, a tym kimś będzie ..........
Tego dowiecie się już w kolejnym rozdziale. Grzecznie prosimy o komentarze i wasze opinie. Dziękujemy i życzymy miłej nocy.
Jabłko w Kropki & Marchewka w Paski. 

Rozdział 14


Stałam na klifie i zastanawiałam się nad życiem. "Najtrudniej zrobić, ten pierwszy krok, a później już leci myślałam, koniec z tym. To już koniec" Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś krzyk. Obróciłam się i ujrzałam Kubę. Krzyczał coś do mnie, nie wiem co. Być może próbował mnie powstrzymać,ale było z późno....już za późno. Oderwałam się nogami od ziemi, a następnym co widziałam było niebo, ocean i mnóstwo wody pośród mnie...
Ze snu wyrwał mnie mój własny krzyk...
Otworzyłam powoli i niechętnie oczy. Widzę mój pokój, ściany, biurko i szafy ... jakie szczęście , że to tylko sen .. a może ten sen coś chce mi przekazać ? A jeżeli ja tak zrobię ? Możliwe ... ostatnio samobójstwo chodzi mi po głowie . Mam tego wszystkiego dość . Tego całego życia ! Tylko jak ja mam to zrobić skoro Kuba nie chce dać mi spokoju i nie odstępuje mnie na krok ? Ja nie mogę z nim być . Nie chcę przeżywać kolejnego zawodu miłosnego. Znam go dopiero od dwóch tygodni. Tamtego dupka nadal nie spotkałam. Nie wiem co się z nim dzieje i mało mnie to interesuje. Zerwałam z nim. Żałuję, że zrobiłam to przez SMS-a, ale już od dwóch tygodni nie miałam z nim żadnego kontaktu, a on nawet nie spotkał się ze mną, aby porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. Olewał mnie, więc ja olewałam jego. W tamtym czasie wszyscy mnie wspierali: ciocia, Weronika, Dawida – bardzo tego potrzebowałam, gdyby nie oni już nie byłoby mnie na tym świecie... Po tym co powiedział mi Kuba, powinno mi przejść, powinnam od razu zapomnieć o Aleksie, ale nie przeszło, nie zapomniałam o nim. Kochałam go, kochałam go jak cholera, każda cząstka mnie, aż krzyczała, ponieważ jego nie było o bok. Czułam przeszywający ból na całym ciele, było tak jakbym zaraz miała rozpaść się na milion kawałków i nikt nie mógłby mnie z powrotem poskładać w całość. Bolała mnie głowa, ręce, całe ciało mnie bolało. W tamtej chwili pragnęłam tylko spokoju i ukojenia, ale nikt nie mógł mi tego dać. Podniosłam się z łóżka i wstałam, uderzyła mnie kolejna fala bólu – tym razem potężniejsza. Upadłam na kolana. Wyłam z bólu i krzyczałam. Z kolan opadłam na plecy. Zaczęłam wić się na podłodze, próbując złagodzić ten przerażający ból. Płakałam, krzyczałam, wołałam o pomoc. Nikogo nie było w pobliżu. Nikt mnie nie słyszał. Nikt nie mógł mi pomóc. Ostatnim co zapamiętałam była ciemność. Gęsta i nieprzenikniona. Niebezpieczna, złowroga, ale uspokajająca, łagodząca ból. Tak, ona łagodziła mój ból. Pomagała.....
Obudził mnie rumor i hałas pikających urządzeń. Powoli otworzyłam jedno oko, później drugie. Czułam ból głowy...znowu. Podniosłam rękę, aby złapać się za głowę, ale nie mogłam ruszyć ręką. Podtrzymywały ją jakiś poskręcane kabelki, rurki. Nie wiem co to było. Ktoś wypowiedział moje imię. Odwróciłam twarz w stronę skąd dobiegał głos. Na krześle przy moim łóżku siedziała ciocia Asia.
- G-gdzie ja j-jestem? - wyszeptałam.
- W szpitalu kochanie, ale już wszystko w porządku. Już nic ci nie grozi. Odpoczywaj słońce. Odpoczywaj. - powiedziała ciocia i pogładziła mnie po włosach.
- C-co się s-stało? - nadal nie rozumiałam tego co do mnie mówiła. Jaki szpital? Jacy lekarze? O co jej chodzi?
- Nie wiem. Znalazłam cię w pokoju. Chyba zemdlałaś. Leżałaś na podłodze i byłaś nieprzytomna. - mówiła – Myślałam, że....że – głos jej się załamał. Wiedziałam co chciała powiedzieć i przerażała mnie myśl, że sama myślałam o śmierci, że chciałam zakończyć moje nędzne życie. Ale czy moja śmierć coś by zmieniła? Zrujnowałabym jedynie życie moich bliskich. Samobójstwo jest jedynie przejawem egoizmu. Nie myśli się wtedy o innych, o tym co oni będą później czuć. Myślisz tylko o sobie, o tym, że zaraz skrócisz swoje cierpienie, że będzie lepiej, ale nie dla innych. Wtedy oni będą cierpieć za nasz egoizm.
- Nie umrę. - powiedziałam. - Słyszysz ciociu? Nie umrę! - zaczęłam krzyczeć na przemian płacząc. - Nie umrę. - szepnęłam i opadłam na poduszki.
- Izuś.. już spokojnie, uspokój się. Nie krzycz, nie płacz. Słyszę, kochanie słyszę dobrze. Ale uspokój się już. Musisz teraz dużo odpoczywać. Prześpij się, a ja pójdę porozmawiać z lekarzem.
Wyszła, a ja nadal płakałam. Nie mogłam się opanować, nie mogłam też zasnąć. Zaczęłam się rozglądać po sali. Białe płytki na podłodze, białe ściany, białe szafki. Wszystko co się tutaj znajdowało było białe. Wszystko, każdy centymetr kwadratowy tego pokoju skąpany był w bieli. Nie wiem po co. Ta biel jest równie przytłaczająca co czarny. Nie ma tu nic kolorowego. Nie podoba mi się to miejsce, ale nie mnie było wybierać salę. Muszę powiedzieć o tym cioci. Niech przyniesie mi tutaj coś kolorowego. Ciekawe jak długo będę tu przebywać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ujrzałam w nich Weronikę. Niosła kwiaty. Cudownie, będzie coś kolorowego. Moja kochana Weronika.
- Nie przeszkadzam ci? Twoja ciocia mówiła, że śpisz. - usiadła na stołku przy łóżku.
- Nie. Wcale nie spałam, nie mogłam zasnąć. Cieszę się, że przyszłaś. - powiedziałam i wyciągnęłam ręce po kwiaty – To dla mnie?
- Tak. Dla ciebie, poczekaj pójdę po wazon.
Zatrzymałam ją. Nie chciałam, żeby teraz wychodziła. Potrzebowałam towarzystwa. Drzwi znów się otworzyły. Do oczu cisnęły mi się łzy. Spodziewałam się każdego, ale o nim nie pomyślałam.

                                ***
Hej. To już 14 rozdział. I dopiero teraz rozkręca się akcja. Na kolejne nie będziecie musiały długo czekać. Mam już napisane kolejne rozdziały do przodu. Jestem w połowie 18. Na razie nie będę wam zdradzać szczegółów, szykuje się dużo emocji. 
Pozdrawiamy Jabłko w Kropki i Marchewka w Paski.