Pac-Man Pinky

♥Aktualności♥

PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER

P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"

Zagubiony rozdział 19

Przepraszam Was, ale przez przypadek lub nieumyślnie został usunięty rozdział 19. Tak więc, aby to naprawić opublikuję go tutaj :) Przepraszam za problemy. 

                                                           ***

Nie pamiętam kiedy dolecieliśmy. Nie pamiętam nawet kiedy znalazłam się w samochodzie, a później we własnym domu. Musiałam zasnąć już w samolocie. Kiedy się obudziłam była 12.15. Ciągle trwają wakacje, więc nie muszę się spieszyć. Jutro o 13 mam pierwszą wizytę u psychologa. Oby tylko nie zamknęli mnie w szpitalu dla czubków. Na korytarzu usłyszałam czyjeś kroki. Drzwi się uchyliły i ujrzałam twarz mamy. - Obudziłaś się już, kochanie? - zapytała z troską. Pokiwałam głową. - Ubierz się i zejdź na śniadanie. - dopowiedziała i poszła, zapewne w stronę kuchni. "Mmm. Śniadanie mamy" - za tym tęskniłam przez całe wakacje. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Kiedy już byłam w ubraniu zajrzałam do lusterka. Zobaczyłam w nim dziewczynę w szarych ubraniach. Na policzkach miała ślady po łzach, oczy miała zaczerwienione. "To nie jestem ja" - pomyślałam ze zgrozą. Byłam całkowitym przeciwieństwem siebie. Przed wakacjami byłam inna. Kolorowe ciuchy, zawsze nie naganny makijaż, nie za duży, nie byłam plastikiem, uśmiech na ustach. Wesoła twarz. Odwróciłam się w stronę drzwi. Otworzyłam je i zeszłam na dół. Nie mój wygląd jest teraz najważniejszy. Z tym przekonaniem zaczęłam jeść naleśniki z nutellą.
- Kochanie.. może wybrałabyś się ze mną na zakupy? Kupiłabyś sobie
coś fajnego.. widziałam fajną bluzkę dla ciebie..- zaczęła niepewnie mama. No cóż, jednak mój wygląd jest ważny. Przy najmniej dla mojej mamy.
- Dobrze. Jeśli chcesz.. - odparłam bez entuzjazmu.
- Skarbie. Musisz o siebie zadbać. Masz całe życie przed sobą. Córeczko. - zaczęła mama.
- A właśnie, że nie! Nic nie muszę! Robię to wszystko bo ty tak chcesz! Nie rozumiesz, że ja potrzebuję czasu, to nie będzie tak na pstryk, że zapomnę! Daj mi czas. - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
Mama mnie objęła i przytuliła. Nie chciałam jej obrazić ani nic. Wiem, że robi to wszystko dla mnie, aby mi pomóc, a ja jej tak się odpłacam?
- Przepraszam cię mamuś. Nie to chciałam powiedzieć. - zaczęłam swoje przeprosiny.
- Wiem kochanie. To musi być dla ciebie trudne. Czas nie leczy ran, ale pozwala zapomnieć, więc także i ty kiedyś zapomnisz. - odparła łagodnie moja mama.

Siedziałam w samochodzie. Jechałyśmy na pierwsze spotkanie z psychologiem. Do 13 mamy jeszcze 40 minut, więc jeśli nie będzie korków może zdążymy na czas, a jeśli nie to nie jestem jakoś specjalnie rozentuzjazmowana na to spotkanie. Dokładnie nie wiem jak nazywa się ten psycholog, ale mam nadzieję, że będzie to młoda kobieta. Dużo łatwiej rozmawia mi się z młodymi ludźmi niż z ludźmi w wieku mojej babci.
- Jesteśmy już prawie na miejscu. - odezwała się moja mama.
- Mhm. Super. - nie mogłam powstrzymać się od sarkazmu.
Dojechałyśmy 5 minut po słowach mamy. Budynek sprawiał wrażenie zadbanego. Nie był to jakiś drapacz chmur tylko zwyczajny dwu piętrowy budynek w kolorze ciepłego brązu.. Otaczały go drzewa i mnóstwo kwiatów. Weszłyśmy do środka. Było tam przytulnie. Ściany były czerwono-brązowe. W środku stał mały stolik a wokół niego brązowa kanapa i dwa fotele w tym samy kolorze. Usiadłam na jednym z foteli. Nie zdążyłam nawet wygodnie usiąść, gdyż otworzyły się drzwi. Wyszła z nich młoda kobieta mniej więcej w wieku 25-26 lat. Jasne włosy miała związane w kucyk. Była całkiem ładna i miała dobry gust sądząc po ubraniach. Na mój widok uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Izabela Harczyk?- zapytała.
- To ja .. - odparłam niepewnie.
- W takim razie zapraszam do środka, a z mamą porozmawiam później. - spojrzenie skierowała na moją mamę.
Posłusznie udałam się za kobietą. Zaprowadziła mnie do małego pokoiku w którym stała kanapa i stolik, a pod oknem aneks kuchenny.
- Rozgość się. Masz ochotę na gorącą czekoladę lub kakao? - nie będę ukrywać zdziwiła mnie tym pytaniem. Nie wiedziałam czy mówi serio czy żartuje sobie ze mnie, więc tępo się w nią wpatrywałam.
- Och, nie patrz tak na mnie. Co w tym złego, że podczas rozmowy będziemy pić kakao? - uśmiechnęła się promiennie.
- A więc poproszę czekoladę. - powiedziałam wesoło. Zaczyna mi się podobać ta pani psycholog.
Rozsiadłam się na kanapie z kubkiem w dłoniach, naprzeciwko mnie usiadła psycholożka.
- Może najpierw cie się przedstawię. Nazywam się Monika Wasilewska. Możesz mi mówić po imieniu. Miło mi cię poznać Izo. - wyciągnęła ku mnie swą dłoń.
- Mnie również jest miło. - uścisnęłam jej dłoń.
Rozmawiałyśmy ponad trzy godziny. Myślałam, że będzie mnie zasypywać różnymi dennymi gadkami, których i tak bym nie zrozumiała. Zamiast tego opowiedziałam jej wszystko począwszy od Łukasza kończąc na wydarzeniach z minionego tygodnia. Powiedziałam jej także o tym, że zerwałam wszystkie kontakty z moimi przyjaciółmi.
- Nie powinnaś tego robić, a przynajmniej nie w tak brutalny sposób. Mogłaś im powiedzieć, że postanawiasz na jakiś czas od nich odpocząć, ale nie całkowicie się od nich odciąć. Uwierz mi będziesz jeszcze potrzebowała ich obecności. Powinnaś skontaktować się z nimi i wyjaśnić im całą sytuację, oraz utrzymywać z nimi jako taki kontakt. Zrobisz to?
- Nie wiem. Nie mogę ci tego obiecać. Jednak spróbuję. Boję się ich reakcji.
- Nie bój się. Co ci szkodzi spróbować. Od razu kiedy wrócisz do domu napisz do nich list lub spróbuj zadzwonić. To będzie wiele dla nich znaczyć. - znów kolejna rada na wagę złota.
Byłam wdzięczna mamie, że zgodziłam się na te spotkanie z psychologiem.
Po opuszczeniu przeze mnie gabinetu nadeszła kolej na moją mamę. Ona nie siedziała tam tak długo jak ja. Była zaledwie 30minut. Podczas powrotu do domu dowiedziałam się, że mam umówione kolejne trzy spotkania.
- Jeśli będą z panią Moniką to mogę zgodzić się na dwadzieścia takich spotkań. - mówiłam wesoło i pogodnie, choć od środka zżerał mnie smutek.

                                                        ~ Danger


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz