***
Nie
pamiętam kiedy dolecieliśmy. Nie pamiętam nawet kiedy znalazłam
się w samochodzie, a później we własnym domu. Musiałam zasnąć
już w samolocie. Kiedy się obudziłam była 12.15. Ciągle trwają
wakacje, więc nie muszę się spieszyć. Jutro o 13 mam pierwszą
wizytę u psychologa. Oby tylko nie zamknęli mnie w szpitalu dla
czubków. Na korytarzu usłyszałam czyjeś kroki. Drzwi się
uchyliły i ujrzałam twarz mamy. - Obudziłaś się już, kochanie?
- zapytała z troską. Pokiwałam głową. - Ubierz się i zejdź na
śniadanie. - dopowiedziała i poszła, zapewne w stronę kuchni.
"Mmm. Śniadanie mamy" - za tym tęskniłam przez całe
wakacje. Wzięłam ubrania z szafy i poszłam do łazienki. Kiedy już
byłam w ubraniu zajrzałam do lusterka. Zobaczyłam w nim dziewczynę
w szarych ubraniach. Na policzkach miała ślady po łzach, oczy
miała zaczerwienione. "To nie jestem ja" - pomyślałam ze
zgrozą. Byłam całkowitym przeciwieństwem siebie. Przed wakacjami
byłam inna. Kolorowe ciuchy, zawsze nie naganny makijaż, nie za
duży, nie byłam plastikiem, uśmiech na ustach. Wesoła twarz.
Odwróciłam się w stronę drzwi. Otworzyłam je i zeszłam na dół.
Nie mój wygląd jest teraz najważniejszy. Z tym przekonaniem
zaczęłam jeść naleśniki z nutellą.
-
Kochanie.. może wybrałabyś się ze mną na zakupy? Kupiłabyś
sobie
coś fajnego.. widziałam
fajną bluzkę dla ciebie..- zaczęła niepewnie mama. No cóż,
jednak mój wygląd jest ważny. Przy najmniej dla mojej mamy.
- Dobrze. Jeśli chcesz.. -
odparłam bez entuzjazmu.
- Skarbie. Musisz o siebie
zadbać. Masz całe życie przed sobą. Córeczko. - zaczęła mama.
- A właśnie, że nie! Nic
nie muszę! Robię to wszystko bo ty tak chcesz! Nie rozumiesz, że
ja potrzebuję czasu, to nie będzie tak na pstryk, że zapomnę! Daj
mi czas. - nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem.
Mama mnie objęła i
przytuliła. Nie chciałam jej obrazić ani nic. Wiem, że robi to
wszystko dla mnie, aby mi pomóc, a ja jej tak się odpłacam?
- Przepraszam cię mamuś.
Nie to chciałam powiedzieć. - zaczęłam swoje przeprosiny.
- Wiem kochanie. To musi
być dla ciebie trudne. Czas nie leczy ran, ale pozwala zapomnieć,
więc także i ty kiedyś zapomnisz. - odparła łagodnie moja mama.
Siedziałam w samochodzie.
Jechałyśmy na pierwsze spotkanie z psychologiem. Do 13 mamy jeszcze
40 minut, więc jeśli nie będzie korków może zdążymy na czas, a
jeśli nie to nie jestem jakoś specjalnie rozentuzjazmowana na to
spotkanie. Dokładnie nie wiem jak nazywa się ten psycholog, ale mam
nadzieję, że będzie to młoda kobieta. Dużo łatwiej rozmawia mi
się z młodymi ludźmi niż z ludźmi w wieku mojej babci.
- Jesteśmy już prawie na
miejscu. - odezwała się moja mama.
- Mhm. Super. - nie mogłam
powstrzymać się od sarkazmu.
Dojechałyśmy 5 minut po
słowach mamy. Budynek sprawiał wrażenie zadbanego. Nie był to
jakiś drapacz chmur tylko zwyczajny dwu piętrowy budynek w kolorze
ciepłego brązu.. Otaczały go drzewa i mnóstwo kwiatów. Weszłyśmy
do środka. Było tam przytulnie. Ściany były czerwono-brązowe. W
środku stał mały stolik a wokół niego brązowa kanapa i dwa
fotele w tym samy kolorze. Usiadłam na jednym z foteli. Nie zdążyłam
nawet wygodnie usiąść, gdyż otworzyły się drzwi. Wyszła z nich
młoda kobieta mniej więcej w wieku 25-26 lat. Jasne włosy miała
związane w kucyk. Była całkiem ładna i miała dobry gust sądząc
po ubraniach. Na mój widok uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Izabela Harczyk?-
zapytała.
- To ja .. - odparłam
niepewnie.
- W takim razie zapraszam
do środka, a z mamą porozmawiam później. - spojrzenie skierowała
na moją mamę.
Posłusznie udałam się za
kobietą. Zaprowadziła mnie do małego pokoiku w którym stała
kanapa i stolik, a pod oknem aneks kuchenny.
- Rozgość się. Masz
ochotę na gorącą czekoladę lub kakao? - nie będę ukrywać
zdziwiła mnie tym pytaniem. Nie wiedziałam czy mówi serio czy
żartuje sobie ze mnie, więc tępo się w nią wpatrywałam.
- Och, nie patrz tak na
mnie. Co w tym złego, że podczas rozmowy będziemy pić kakao? -
uśmiechnęła się promiennie.
- A więc poproszę
czekoladę. - powiedziałam wesoło. Zaczyna mi się podobać ta pani
psycholog.
Rozsiadłam się na kanapie
z kubkiem w dłoniach, naprzeciwko mnie usiadła psycholożka.
- Może najpierw cie się
przedstawię. Nazywam się Monika Wasilewska. Możesz mi mówić po
imieniu. Miło mi cię poznać Izo. - wyciągnęła ku mnie swą
dłoń.
- Mnie również jest miło.
- uścisnęłam jej dłoń.
Rozmawiałyśmy ponad trzy
godziny. Myślałam, że będzie mnie zasypywać różnymi dennymi
gadkami, których i tak bym nie zrozumiała. Zamiast tego
opowiedziałam jej wszystko począwszy od Łukasza kończąc na
wydarzeniach z minionego tygodnia. Powiedziałam jej także o tym, że
zerwałam wszystkie kontakty z moimi przyjaciółmi.
- Nie powinnaś tego robić,
a przynajmniej nie w tak brutalny sposób. Mogłaś im powiedzieć,
że postanawiasz na jakiś czas od nich odpocząć, ale nie
całkowicie się od nich odciąć. Uwierz mi będziesz jeszcze
potrzebowała ich obecności. Powinnaś skontaktować się z nimi i
wyjaśnić im całą sytuację, oraz utrzymywać z nimi jako taki
kontakt. Zrobisz to?
- Nie wiem. Nie mogę ci
tego obiecać. Jednak spróbuję. Boję się ich reakcji.
- Nie bój się. Co ci
szkodzi spróbować. Od razu kiedy wrócisz do domu napisz do nich
list lub spróbuj zadzwonić. To będzie wiele dla nich znaczyć. -
znów kolejna rada na wagę złota.
Byłam wdzięczna mamie, że
zgodziłam się na te spotkanie z psychologiem.
Po opuszczeniu przeze mnie
gabinetu nadeszła kolej na moją mamę. Ona nie siedziała tam tak
długo jak ja. Była zaledwie 30minut. Podczas powrotu do domu
dowiedziałam się, że mam umówione kolejne trzy spotkania.
- Jeśli będą z panią
Moniką to mogę zgodzić się na dwadzieścia takich spotkań. -
mówiłam wesoło i pogodnie, choć od środka zżerał mnie smutek.
~ Danger
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz