Pac-Man Pinky

♥Aktualności♥

PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER

P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"

czwartek, 28 czerwca 2012

Rozdział 7


Na lotnisku jakoś poszło. Dojechałam godzinę przed czasem, choć i tak jechaliśmy długo. Korki, roboty drogowe, masakra jakaś...
Kupiłam bilet, a później kupiłam coś na drogę. Zostało mi jeszcze trochę czasu, więc zaczęłam się rozglądać. Było dość sporo ludzi, choć moją uwagę przykuła jedna dziewczyna. Wysoka blondynka z długim warkoczem. Zwyczajna nastolatka, dałam jej mniej więcej tyle lat ile sama mam. Spojrzałam na zegarek. Zostało mi jeszcze 5minut. Zebrałam swoje rzeczy i wsiadłam do samolotu. Nie był to mój pierwszy lot, więc nic specjalnego.
Ciekawe na kogo trafię? - pomyślałam. „Oby nie na jakiegoś starego zgreda z przepoconym ubraniem! Brrrrrrrrrrrrr!”.
Zaczęłam szukać swojego miejsca i nie mogłam uwierzyć, że trafiłam na nią! To ta sama dziewczyna, którą widziałam wcześniej. Ona chyba również ucieszyła się na mój widok. Pewnie bała się, że trafi na kogoś obrzydliwego. Z uśmiechem na ustach zajęłam swoje miejsce.
- Do you speak English? - zapytała dziewczyna.
CUD! To Polka. Poznałam po tym ja wypowiadała słowa. Nie ma akcentu. Lepiej być nie mogło.
- Hej! - powiedziałam zamiast tego.
- Cześć. O matko, jak się cieszę, że jesteś z Polski. Bałam się, że trafię na jakiegoś śmierdziela.
- Już cię lubię. Będziemy się doskonale dogadywać. Jestem Iza. - przywitałam się.
- Miło mi się poznać. Ja jestem Weronika. Lecisz sama czy z kimś? - zapytała.
- Sama. Tak jakoś wyszło. - odpowiedziałam.
Przez cały lot rozmawiałyśmy. Zaprzyjaźniłam się z nią i opowiedziałam jej o wszystkim i jaki jest powód mojego wyjazdu. Ona leci do dziadków na kilka dni. Wymieniłyśmy się numerami telefonów, nawet zaproponowała mi, że podwiezie mnie do domu cioci, ponieważ po nią przyjeżdża dziadek. Zgodziłam się bo o moim przyjeździe ciocia Asi w ogóle nie wiedziała, a sama do niej dotarłabym następnego dnia. Okazało się, że jej dziadkowie mieszkają bardzo blisko cioci, co więcej są dobrymi znajomymi. Na razie wszystko układa się po mojej myśli. Gdy dojechaliśmy zabrałam swoje torby z bagażnika, grzecznie podziękowałam i stanęłam przed drzwiami. Wahałam się czy zapukać, ale w końcu się odważyłam. Chwilę potem usłyszałam zgrzyt przekręcanego klucza w zamku i ujrzałam ciocię. Jak zwykle zniewalająco piękna. Miała średniej długości włosy z kolorowymi końcówkami i tęczowe soczewki w oczach. Szalony pomysł, ale niezwykle trafny. Zazdroszczę jej córkom takiej nowoczesnej mamy.
- Iza?! A co ty tutaj robisz?! Wejdź do środka. Rodzice wiedzą, że przyjechałaś? Skąd miałaś pieniądze?! Pewnie jesteś zmęczona. Stało się coś? - tysiąc pytań na minutę czyli ciocia jest zdrowa.
- Mi też miło cię widzieć ciociu. - użyłam sarkazmu.
- Zdejmij buty i siadaj. - zarządziła.
Tak tez zrobiłam, a później opowiedziałam jej o wszystkim. Mam do niej pełne zaufanie, mogę jej mówić o wszystkim. Jest dla mnie jak druga mam, choć zupełnie inna. Swoim zwykłym zwyczajem ciocia najpierw mnie opieprzyła za takie zachowanie.
- „Do czego to podobne, żebyś sama włóczyła się po świecie! Ciekawe co ojciec na to, co?! Całkiem ci mózg odjęło dziewczyno?!”, później przytuliła i pocieszała:
- „Nie martw się. Wszystko się ułoży, zobaczysz.” , później znów opieprzyła, a na koniec zrobiła dzban herbaty i stos kanapek.
- A teraz wynocha na plaże! Słońce świeci, woda gorąca, odpoczniesz potem. Idź rozerwiesz się trochę. Przyjechało sporo turystów, chodzi mi o chłopców. - puściła do mnie oko i popędziła na górę, żebym się przebrała.
- Ah ciociu, ciociu, co ja bym bez ciebie zrobiła. - powiedziałam do siebie wchodząc na górę.
- Hiszpanio, nadchodzę! - pomyślałam w gdy byłam w drodze na plaże. 


                                               ***
Mam już początek kolejnego rozdziału, więc nie będziecie długo czekać ;P
Komentujcie, czytajcie, dajcie po sobie jakiś znak, bo nie wiemy z Anią czy jest sens pisać dalej, skoro prawie nikt nie komentuje ;(
Autorki ;) 

środa, 27 czerwca 2012

Rozdział 6



- Iza, posłuchaj.....Nie, to nie tak. Proszę cię, daj mi skończyć...... Dobra, zadzwonię później, albo nie. Spotkajmy się tam gdzie zawsze. O 15. Do zobaczenia. - to była jak gdyby nasza pierwsza kłótnia.
Próbował mnie przeprosić w szkole, a później przez telefon, ale w końcu zgodziłam się z nim zobaczyć. Przebrałam się, uczesałam i ruszyłam. Była dopiero 14:30, ale chciałam być wcześniej, żeby ochłonąć i wszystko sobie dokładnie poukładać. Nie szłam długo, było to dość blisko. Usiadłam na ławce i zaczęłam rozmyślać. Nie chciałam tej kłótni, ale samo wyszło. Przestaliśmy ze sobą rozmawiać...już nie było o czym. Kiedyś nasze rozmowy były długie i częste, teraz wyglądały tak:
- Tak. Yhy, no dobra.
- bla bla bla bla bla
- bla bla bla bla bla
- OK. muszę już iść. Pa.
Tylko tyle. W końcu nie wytrzymałam. Wykrzyczałam mu wszystko co mi ciążyło, on się sprzeciwiał, mówił, że to nie prawda. Nie było sensu dalej prowadzić tej rozmowy, więc po prostu sobie poszłam. On próbował mnie zatrzymać, przepraszać, ale ja potrzebowałam trochę czasu. Z Dawidem jeszcze nic nie wyjaśniałam. Boję się jego reakcji, a on ciągle się stara.
O! Idzie Łukasz. Chcę to już mieć za sobą.
- Iza, przepraszam cię...ja.. - przerwałam mu.
- Łukasz..przemyślałam sobie wszystko. Znamy się już kilka tygodni, ale ty się zmieniłeś. Bardzo. Nadal nie wiem czy chcesz ciągnąć naszą znajomość dalej, ani czy coś do mnie czujesz.
- Izka, daj mi wytłumaczyć..... - zaczął.
- Nie przerywaj mi nie skończyłam jeszcze. Łukasz myślę, że powinniśmy od siebie odpocząć. Przynajmniej na jakiś czas. Wyjeżdżam, na razie na kilka dni. Nie wiem co potem. Nie pisz nie dzwoń, sama się odezwę. - nie wierzę, że przed chwilą to powiedziałam, ale klamka już zapadła.
- Nie rób głupot, Iza. Proszę cię... - zrobił minę zbitego psa, ale na pewno się ucieszył, że nie będzie musiał mnie oglądać przez kilka dni. To mu było na rękę.
Wtedy tego nie wiedziałam, ale teraz wiem to już na pewno. Wstałam z ławki i zaczęłam biec, nie wiem czemu, ale płakałam. Biegłam bez przerwy póki nie dotarłam do domu. Usiadłam na podłodze i oparłam się o drzwi, głowę położyłam na kolanach. Siedziałam tak kilka minut, aby się uspokoić, a potem wstałam i wdrapałam się po schodach do swojego pokoju. Z szafy wyjęłam torbę podróżną i zaczęłam pakować ubrania. Mimo że byłam roztargniona rzeczy pakowałam równo i starannie. Wyjęłam ze szkatułki wszystkie moje oszczędności – nie powiem było tego sporo. Z pewnością wystarczy na bilet do Hiszpanii i z powrotem. Wyjęłam komórkę i wybrałam numer Dawida, chciałam go powiadomić o swoim wyjeździe. Nie odbierał.
- A nich to! - krzyknęłam. - Napiszę mu SMS-a – wpadłam na drugi pomysł.
Dawid!
Nie będzie mnie kilka dni. Wyjeżdżam. Nie dzwoń bo roaming będzie wysoki. Nie martw się. Przemyślałam wszystko. Odezwę się niedługo.
Iza.”
Dobra wszystko załatwiłam. Muszę tylko powiadomić rodziców. Nie będę dzwonić. Zostawię im kartkę:
Wyjeżdżam na kilka dni. Nie martwcie się, jadę do cioci Asi. Wrócę za kilka dni, gdy już sobie wszystko przemyślę. Przepraszam.
P.S.
Wzięłam swoje oszczędności. Mam wystarczająco dużo.
Kocham i całuje
Iza.”
Przypięłam kartkę do lodówki, wzięłam torby i zamówiłam taksówkę. Nie czekałam na nią długo.
- Na Okęcie. Tylko szybko, proszę. - powiedziałam wsiadając. 

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 5


Wstałam dziś bardzo wcześnie – nie mogłam doczekać się momentu kiedy zobaczę Łukasza. Zjadłam śniadanie, ubrałam się i ruszyłam w stronę szkoły. Zauważyłam, że z domu naprzeciwko też ktoś wyszedł. „Pewnie niedawno się sprowadzili, bo wcześniej go tu nie widziałam – był to chłopak. W końcu dotarłam do szkoły, weszłam do budynku i mój wzrok od razu powędrował w miejsce gdzie zazwyczaj siedział Łukasz – NIE było go tam. Od razu wyjęłam telefon i napisałam mu SMS:
- Co się dzieje? Czemu cię nie ma?
Po chwili otrzymałam odpowiedź:
- Coś mi wypadło. Nie martw się :** .
Uspokojona poszłam w stronę koleżanek. Na ich twarzach widziałam zdziwienie – trochę je zaniedbałam, ciągle przesiadując z Łukaszem.
- Któż to zaszczycił nas swoją obecnością. - powiedziała ze złośliwym uśmiechem Lola, moja kumpela, której nadałam tą ksywkę.
- Nie bądź złośliwa. - odcięłam się. - Zresztą jeśli wam przeszkadzam mogę sobie pójść. - już zamierzałam wstawać, kiedy pociągnęła mnie za rękę.
- Nie rób scen. Droczę się tylko. - posłała mi zabójcze spojrzenie.
W sumie to je rozumiałam. Mogą być na mnie złe, tak bardzo starałam się, aby zdobyć Łukasza, że nie zwracałam uwagi na resztę otoczenia, ani tym bardziej na resztę chłopaków, a nieobecność Łukasza nie była spowodowana tym, że coś mu wypadło....już wtedy, od tamtego momentu zaczęło źle dziać się między nami, ale na początku nie zauważyłam tego, a potem było już za późno by cokolwiek ratować, zresztą i tak nie było czego... Nigdy nie było..
- Izka, spójrz . Ten chłopak ciągle się tu na ciebie patrzy. Znasz go?? - zapytała zdenerwowana Beata.
- On?! Widziałam go dziś rano, mieszka przede mną w tym nowym domu. Ciekawe co on ode mnie chce? - zastanawiałam się.
Zadzwonił dzwonek. Wstałam, otrzepałam spodnie i ruszyłam w stronę klasy. Właśnie w chwili kiedy przechodziłam obok drzwi do stołówki one się otworzyły i przywaliłam prosto w nie. Padłam jak długa na podłogę i na chwile mnie zamroczyło. Nagle tuż nade mną zobaczyłam twarz tego chłopaka.
- Przepraszam, nie chciałem. Nic ci się nie stało? -zapytał wyraźnie zaniepokojony i zmieszany chłopak.
- Nie. Chyba nic. Na co dzień nie jestem taka niezdarna. - odpowiedziałam z uśmiechem i zaraz zrugałam sama siebie. „Co ty robisz dziewczyno?! Nie ma Łukasza jeden dzień w szkole, a ty już poznajesz drugiego. Pięknie!
- Pewnie tak. Jestem Dawid, a ty?
- Iza. Muszę już iść na lekcję.
- Może spotkamy się potem? - zaproponował.
Ojej. I co teraz? Zgodzić się czy nie? Zresztą co mi tam!
- Dobrze, ale teraz naprawdę muszę iść na lekcje.
Nie zrobiłam nic złego. Jestem wolnym człowiekiem, a Łukasz nie poprosił mnie o chodzenie, chociaż chciałabym tego bardzo, ale cóż. Raz się żyje.

                                             ***
Wracałam do domu w kiepskim humorze. Nie chodzi o to, że nie podobało mi się spotkanie z Dawidem. Przeciwnie, było rewelacyjnie, aż za rewelacyjnie. Dawid jest miły, zabawny, inteligentny, a do tego przystojny. Łukasz też taki jest, ale nie wiem czy coś do mnie czuje. Nigdy mi nie powiedział.
- Mam tego wszystkiego dość! - krzyknęłam sama do siebie.
Popchnęłam drzwi do domu i weszłam do środka. Jak zwykle nikogo nie było. Rodzice pewnie jeszcze w pracy, a starsze rodzeństwo przyjeżdżało tylko kilka razy w miesiącu. Studia, praca itp. Nie miałam na nic siły. „Jak to dobrze, że dziś piątek, przynajmniej nie muszę zajmować się lekcjami.”
Byłam zbyt zmęczona by cokolwiek robić, więc od razu położyłam się do łóżka. Zamknęłam oczy i zaczęłam przeanalizować każdego chłopaka po kolei.
Łukasz:
Poznałam go w szkole. Ma 17.lat. Mieszka razem z rodzicami i starszym bratem. Jest dość wysokim blondynem o niebieskich oczach i małych uroczych piegach na policzkach. Jest wysportowany i silny. Nadal nie wiem co do mnie czuje.

Dawid:
Również poznany w szkole. Ma 17.lat. Mieszka z rodzicami i dwiema młodszymi siostrami. Ma brązowe włosy i brązowe oczy. Jest wyższy ode mnie i wysportowany. Jeździ konno.
Podobam mu się.

Po przeanalizowaniu każdego z nich zaczęłam zastanawiać się nad sobą.

Iza, czyli JA:
Mam 17lat, mieszkam z rodzicami. Mam dwie starsze siostry i starszego brata. Jestem niska w porównaniu z chłopakami. Mam zielone oczy, krótkie brązowe włosy. Nie jestem, aż taka wysportowana, ale nie mogę narzekać.
Na obydwu chłopakach mi zależy, ale Dawida chcę jako przyjaciela.

Los pisze różne scenariusze. Gdybym w tej chwili przeczytała mój chyba doznałabym szoku, a to i tak byłby przedsmak tego co już wkrótce wydarzy się w moim życiu...
 

niedziela, 24 czerwca 2012

Rozdział 4


W ciągu ostatnich kilku tygodni regularnie wychodziłam gdzieś z Łukaszem. Zapraszał mnie do kina, do parku, w różne miejsca, w których lubi przebywać. Koleżanki wciąż mnie pytały czy jesteśmy już parą, a ja nie wiedziałam co im odpowiadać. Zachowywaliśmy się jak para, ale on nigdy nie spytał mnie o chodzenie. Mimo to czuliśmy się w swoim towarzystwie jak ryby w wodzie. Przez telefon potrafiliśmy gadać po kilka godzin i ciągle było o czym gadać. Pamiętam jak raz byliśmy na festynie. Było wtedy wietrznie, a ja jak zwykle ubrałam się za lekko. Było mi potwornie zimno, a on zdjął swoją kurtkę i mi ją oddał choć później to jemu było zimno.
- Cieplej ci już? - spytał.
- Tak, ale teraz to ty marzniesz. Widzę to! - powiedziałam pewnym siebie siebie głosem.
- Kiedy jestem z tobą zawsze jest mi gorąco, to ty tak na mnie działasz. - powiedziawszy to przysunął się bliżej mnie i objął w pasie.
Zrobiło mi się wtedy bardzo miło, ale to były tylko tanie chwyty na, które zwykle lecą dziewczyny. Przyznaję, wtedy też na to poleciałam.. Tak, byłam taka głupia, ale myślałam, że on jest inny niż reszta chłopaków w jego wieku.
- Nie przesadzaj. Na pewno tak nie myślisz. - udawałam obrażoną.
- Jak mam ci to udowodnić? - nie dawał za wygraną?
- Nie wiem. Sam pomyśl, może coś wymyślisz.
Wtedy pierwszy raz mnie pocałował. To był prawdziwy pocałunek, a ja go odwzajemniłam. Był to jeden z wielu momentów, kiedy było mi z nim naprawdę dobrze. Być może on czuł do mnie to samo, to co ja czułam w tamtej chwili. Tego nie wiem i zapewne nigdy się nie dowiem.
- To ci wystarczy czy potrzebujesz jeszcze jakiegoś dowodu?
Nie odpowiedziałam, ale moje spojrzenie wyjaśniło mu wszystko.
- Może już wracajmy, bo mi się tu przeziębisz. - powiedział z troską w głosie.
- A co martwisz się o mnie? - zapytałam i przytuliłam się do niego.
-Tak, martwię się. Wracajmy już. Wziął mnie pod rękę i zaprowadził do samochodu.
Przyznaję, w samochodzie było naprawdę ciepło, lepiej niż na zewnątrz.
- Cieplej ci? - zapytał od razu.
- Tak, dziękuję. - odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
Łukasz...był wtedy częścią mojego życia, bez niego nie wyobrażałam sobie niczego, ale los chciał dla mnie ..dla „nas”, jeśli w ogóle było jakieś „nas” inaczej.
- Łukasz...chciałam ci powiedzieć, że......- „....że cię kocham!” mów idiotko, wykrzycz to wreszcie!, niech wie co do niego czujesz. - stchórzyłam, nie powiem mu tego, nie teraz nie w tej chwili. Poczekam na lepszy moment.
- Tak? Chciałaś coś powiedzieć? - dopytywał się Łukasz.
- Chciałam ci podziękować za dzisiaj. - odpowiedziałam zamiast tego.
- Nie ma sprawy. Było mi bardzo miło.
Lepszy moment nigdy nie nadszedł. Teraz żałuję, że mu tego nie powiedziałam. Ciekawe co by odpowiedział? 

                                              ***
No i jest rozdział 4 :) Mamy nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Nie wiem teraz kiedy dodam kolejny, ponieważ czeka mnie ciężki tydzień. Próby na zakończenie roku, a do tego jeszcze ból gardła :( Z Anią pewnie lepiej więc liczę na nią, że coś wymyśli ;P 
Jula ;D


piątek, 22 czerwca 2012

Rozdział 3


Następnego dnia kiedy weszłam do szkoły on już tam był. Siedział na podłodze pod oknem, a jego piękne niebieskie oczy błyszczały na niego spojrzałam. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co ten błysk w oku oznaczał. Nie wiedziałam też z kim siedział pod tym oknem zanim weszłam do szkoły.
Podeszłam do niego i przywitałam się, odpowiedział mi uśmiechem. Gestem ręki pokazał mi, żebym usiadła obok niego, tak też zrobiłam. Byłam tak blisko niego, że słyszałam bicie jego serca – równe i miarowe. Czułam również zapach jego perfum. „Playboy” pomyślałam, bo który facet teraz takich nie kupuje?
- Masz jakieś plany na dzisiejszy dzień zapytał.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc przez chwilę milczałam udając, że się zastanawiam. W końcu na niego spojrzałam. Wyglądał tak pięknie. Jego jasne włosy spadały mu na twarz.
- Nie, chyba nie mam żadnych planów, a co chcesz coś zaproponować? - zapytałam, mając nadzieję, że jednak chce.
- Być może – odpowiedział i pocałował mnie w policzek.
Zaczerwieniłam się po same uszy i tylko patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Szybko wstałam i odeszłam do klasy. Nie wiedziałam co mam myśleć, a tym bardziej robić. POCAŁOWAŁ mnie!!! No......może nie był to prawdziwy pocałunek, ale dotknął swoimi ustami mojej twarzy, więc to się liczy. Na lekcji wcale nie mogłam się skupić, ciągle myślałam o nim. Co mam teraz robić? Udawać, że nic się nie stało? Nigdy nie przypuszczałam, że będę chciał, aby lekcja się nie kończyła. Dla mnie teraz mogłaby trwać cały dzień. Ale niestety, zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę. Wyszłam na korytarz i myślałam, że może mnie nie zauważy, ale on stał przed drzwiami i czekał na mnie..
Teraz kiedy o tym myślę, w ogóle mógłby nie czekać, nie przychodzić, nie dzwonić.. mógłby nie istnieć, wtedy nie pojawił by się w moim życiu i nie wywróciłby go do góry nogami. Byłam taką naiwną dziewczyną, a on mydlił mi oczy i zapewniał, że kocha, że nie zostawi... Niewiele z tego co obiecał wprowadził w życie.
- Posłuchaj....przepraszam za tego buziaka. – powiedział ze spuszczonymi oczami. - Nie powinienem był tego robić. - wiedziałam, że było mu naprawdę wstyd.
Zrobiło mi się go naprawdę szkoda, więc niewiele myśląc pocałowałam go w policzek.
- Ale może mi się to podobało. - powiedziałam i zatrzepotałam rzęsami.
Teraz to on stał nie wiedząc co robić i jak się zachować. Uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę koleżanek.
Niech nie myśli, że będę z nim ciągle przesiadywała. Mam swoje życie prywatne i koleżanki, którym też muszę poświęcać czas.” , ale wtedy moje postanowienia nie były nic warte. Nie dość, że i tak z nim ciągle siedziałam to jeszcze robiłam sobie nadzieję. A on? On nie robił nic. Uśmieszki, czułe słówka, buziaki na pożegnanie – dla niego była to tylko nic nie zobowiązująca zabawa. Dla mnie było to coś więcej, ale on wcale się tym nie przejmował.
                                               ***
 Mamy nadzieję, że wam się spodoba, i że czytacie.
Jula i Ania :) 

czwartek, 21 czerwca 2012

Rozdział 2


Oczywiście po szkole, tak jak obiecał Łukasz poszliśmy na spacer do parku. Na początku rozmowa nie bardzo się kleiła, ale później zaczęłam gadać jak nakręcona. On milczał i tylko czasami potakiwał, a ja chciałam podtrzymać rozmowę.
-Powiedz mi, zrobiłaś to specjalnie? - zapytał tak nagle, że z wrażenia się zatrzymałam.
- Co zrobiłam? O czy mówisz? - nie ukrywałam zdziwienia.
- No....chodzi mi o to, że wpadłaś na mnie na korytarzu. To był przypadek czy celowo chciałaś się do mnie przytulić? - puścił do mnie oko i próbował ukryć uśmiech, co nie wychodziło mu zbyt dobrze.
Zamurowało mnie. Oczywiście, że był to przypadek, ale jeśli powiem „nie” to od razu pomyśli, że kłamię. Widząc moje zaskoczenie powiedział
- Nie masz się czego wstydzić. Od zawsze przyciągałem dziewczyny. To pewnie przez mój charakter i wygląd. - zaśmiał się.
- I na pewno przez swoją skromność. - dokończyłam śmiejąc się.
Tak dobrze nam się rozmawiało, że nie zauważyłam nawet jak robi się ciemno. Dokładnie nie wiem ile czasu trwał ten „krótki” spacer, ale baaaardzo się przedłużył. Zrobiło się zimno i zaczęłam dygotać. Nie chciałam jeszcze wracać bo z nim było mi najlepiej, ale może jemu już się nudziło i chciał szybko ode mnie uciec. Nie wiem, nie zapytałam. Nagle złapał mnie za rękę.
- Posłuchaj, jest mi z tobą bardzo miło i chciałbym to powtórzyć, ale nie będę miał możliwości, jeśli nie znam twojego imienia.
IDIOTKO! Jak to możliwe, że nie podałaś mu jeszcze swojego imienia! Wyszłam na kretynkę. „zapaść się pod ziemię, zapaść się pod ziemię” modliłam się w myślach, ale to nie działało.
- Izabela...nie...to znaczy ...Iza. Tak, mów do mnie Iza. - z nerwów zaczęłam się jąkać.
-Mówisz tak jakbyś nie była tego pewna. Ale dobrze, uwierzę ci na słowo. - mówiąc to zaczął nachylać się w stronę mojej twarzy.
O MATKO! On chce mnie pocałować! Co teraz? Dobra idziemy na szybki ogień. Ja również chciałam tego pocałunku i było już blisko, kiedy zza krzaków wyskoczył wielki buldog.....
Za psem oczywiście wyszedł właściciel
- Tytus do nogi! - krzyknął w stronę zwierzaka. - Przepraszam was za niego. Zerwał smycz, ale nie jest groźny. Tylko czasami lubi poszczekać. - zwrócił się do nas.
Lubi poszczekać, też mi wymówka, a może ja lubię pocałować mega przystojniaka. Takiego potwora trzyma się na łańcuchu!” krzyczałam w myślach, ale głośno powiedziałam:
- Nic się nie stało. Przemiły zwierzak.
Gdy odszedł „przemiły zwierzak” i jego właściciel atmosfera opadła, więc nie dokończyliśmy tego co zaczęliśmy, ale przynajmniej Łukasz dał mi swój numer telefonu, a to już jest coś. Kiedy wracałam do domu uśmiechałam się sama do siebie i wciąż spoglądałam na małą karteczkę na której widniał numer do Łukasza. "Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest!" śpiewałam w myślach, wchodząc do swojego pokoju. Tego wieczoru długo nie mogłam zasnąć odtwarzając wciąż na nowo i na nowo tę romantyczną scenę. 

                                           ***
No i jest rozdział drugi. Mamy nadzieję, że się wam spodoba. Piszcie komentarze, wyrażajcie swoją opinię, żebyśmy wiedziały, że mamy dla kogo pisać :)
Ania i Jula




środa, 20 czerwca 2012

Rozdział 1


Siedziałam na szkolnej podłodze w miejscu, w którym kiedyś zawsze siedziałam z nim. Wspominałam wtedy te wszystkie chwile, które spędzałam w jego towarzystwie, te chwile, których teraz wolałabym nie pamiętać. To wszystko co z nim przeżyłam, a co potem okazało się tylko chwilową zabawą z jego strony.
Widziałam go po raz pierwszy tego dnia kiedy swym luźnym krokiem przekroczył próg szkoły. Był śliczny. Jego niebieskie oczy błyszczały i miał złote malutkie piegi. Pachniał malinami i czymś jeszcze. Dokładnie nie wiem czym pachniał bo stał zbyt daleko, ale wyobraziłam sobie te maliny. Nie wiedziałam wtedy co myśleć, wyobrażałam sobie nas, razem, szczęśliwych, ale potem w ogóle żałowałam, że wtedy go zobaczyłam. Może wtedy byłoby inaczej, może mniej by bolało. Tak czy inaczej, zakochałam się w nim, nie wiedziałam czy on czuł to samo, ale wtedy to nie miało znaczenia. Chciałam zrobić wszystko, aby on zwrócił na mnie uwagę. Nagle go zobaczyłam, chciałam do niego podejść i zagadać. Zerwałam się ze szkolnej podłogi na równe nogi . I wpadłam na kogoś .. "pięknie" pomyślałam . Teraz leżałam plackiem na szkolnym korytarzu , a wokół mnie widziałam rozbawione twarze .
- Czy ty nie widzisz jak idziesz ?! - zaczęłam krzyczeć na dziewczynę , która mnie przypadkowo podcięła .
- Przepraszam ja nie chcia.... - przerwałam jej.
- Tak ! Jasne ! Nie chciałaś ! Ty nic nigdy nie chcesz ! - zaczęłam wrzeszczeć na cały korytarz . Zauważyłam że chłopak który mi się podoba patrzy się z uśmiechem na mnie więc kontynuowałam - Chciałaś mnie zabić ?! Nie widzisz co robisz ?!
- Ona doskonale widzi. To chyba raczej ty się zamyśliłaś.- usłyszałam JEGO głos.
Wtedy wyciągnął do mnie dłoń, pomógł mi wstać. Jego skóra była taka miękka a zarazem delikatna. Poczułam mrowienie na skórze, które szło, aż od dłoni do końca pleców. Na twarzy zrobiłam się cała czerwona i nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. On stał i patrzył mi prosto w oczy, tak pięknie się uśmiechał. To dziwne, że to wszystko pamiętam, ale wtedy, każdy szczegół który był związany z nim na zawsze utkwił w mojej pamięci. Tak czy inaczej ja stałam jak idiotka przed nim. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok jego cudownych oczu, a on patrzył na mnie i robił minę typu "WTF?" . Tę niezręczną chwilę przerwał nam dzwonek na lekcję .
- Przepraszam za to zamieszanie. I dzięki za pomoc . - Wydukałam i posłałam mu jeden z moich najlepszych uśmiechów.
-Nie ma za co. A tak w ogóle to jestem Łukasz.- odpowiedział i również się uśmiechnął.
Łukasz” pomyślałam, jakie słodkie imię, a zaraz potem przyłapałam się na łączeniu naszych imion. „Idiotko, nie podałaś mu swojego imienia” . „Ciekawe co on teraz sobie o mnie pomyśli”
Na lekcję poszłam w fatalnym humorze. Straciłam u niego wszystkie szansę, jeśli w ogóle jakieś tam były. Weszłam do klasy i usiadłam w ostatniej ławce. Nawet nie wyjęłam książek, nie miałam zamiaru słuchać facetki od polskiego. Zaczęłam zastanawiać się co teraz zrobić. Nie miałam z kim o tym porozmawiać. Po męczącej lekcji udałam się na korytarz . Szczęście chciało, że przypadkowo o kogoś się potknęłam i wpadłam w ramiona Łukasza. Przez chwilę wtuliłam się w jego tors po czym odsunęłam się jak oparzona.
- Przepraszam to niechcą.........- przerwał mi.
- Tak wiem niechcący. - powiedział uśmiechając się.- Może masz ochotę na spacer po szkole? - zapytał.
Umarłam i jestem w niebie. Tylko, że to niebo jest strasznie realistyczne. ON mówi do mnie! I to jeszcze zaprasza mnie na spacer. Cudownie.
-Tak, z wielką chęcią. - ledwo opanowałam drżenie głosu. - Dobrze. To widzimy się przed szkołą po zajęciach, OK?
Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, więc tylko pokiwałam głową i uśmiechnęłam się najlepiej jak tylko umiałam. Do końca zajęć zostało jeszcze kilka minut, więc popędziłam do łazienki. Przecież muszę jakoś wyglądać. W końcu to nasza pierwsza randka....chyba.
Teraz kiedy to sobie przypominam, aż brak mi słów. Byłam wtedy taką idiotką i tak mu wtedy wierzyłam.