Pac-Man Pinky

♥Aktualności♥

PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER

P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"

niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 18


Jest już po pogrzebie. Również byłam na nim obecna. Dawid i Kuba także się zjawili. Jest nam bardzo przykro z powodu śmierci Alexa, ale to nie od nas zależała jego decyzja.
Nigdzie nie mogłam złapać Izy. Widziałam ją tylko raz, ale to było jakieś pół godziny temu. Chciałam z nią porozmawiać, zapytać o jej dalsze plany, ale zniknęła. Jak kamień w wodę. Nigdzie nie było jej cioci oraz rodziców. Zaczęłam się martwić. Wiem, że Iza jest inteligentna, więc nie zrobi żadnego głupstwa. Zadzwonię do niej. Podobno dziś wyjeżdża z rodzicami do Polski, więc chce się z nią pożegnać. Wyciągam telefon z kieszeni i wybieram numer Izy.
Dzwonię raz i jeszcze raz. Za każdym razem ten sam automatyczny głos „Nie ma takiego numeru” „Nie ma takiego numeru” . Z twarzy odpływa mi cała krew. Zaczynam się chwiać. Podchodzi do mnie Dawid.
- Nie mogę uwierzyć, że nam to zrobiła. Nie mogę uwierzyć. - już dobre kilka minut żalę się mojemu chłopakowi.
- A ja ją rozumiem. - odpowiada Dawid.
Posyłam mu zdumione spojrzenie.
- Nic w tym dziwnego, że wyjechała. Na jej miejscu zrobiłbym to samo. - kontynuował Dawid. - Przykro mi tylko, że zrobiła to w taki sposób. Nie żegnając się z nikim. Choć jeśli patrzeć z jej perspektywy....zapewne chciała rzucić przeszłość … drugi raz.


Siedziałam już w samolocie. Obok mnie mama i tata. Lot miał trwać niecałe dwie godziny. Tylko dwie godziny dzieliły mnie od mojego nowego życia. Mojego drugiego nowego życia.
Gdyby ktoś nas nie znał pomyślałby, że siedzi tu małżeństwo oraz jakaś obca dziewczyna. Nikt nie pomyślałby, że jestem ich córką. Oni uśmiechnięci, w kolorowych ubraniach. Śmiejący się. Ja w czarnych długich spodniach i długim wyciągniętym szarym swetrze. Zamiast uśmiechu na twarzy mam grymas, choć nawet trudno nazwać to grymasem. Siedzę jak taki ponurak i ledwo powstrzymuję płacz. Czuję się podle. Po tym jak potraktowałam moich przyjaciół i Kubę. Z nim nie widziałam się od czasu tego tragicznego dnia. Mam nadzieję, że Weronika wszystko mu opowie. Mam także nadzieję, że wszyscy zrozumieją moją decyzję. Nie mogę do nich nawet zadzwonić. Po wejściu na lotnisko wyjęłam kartę SIM z telefonu, połamałam na dwie części po czym wyrzuciłam do najbliższego kosza. Zapewne Weronika do mnie dzwoniła. Tego jednego jestem pewna. Ciekawe czy mnie teraz nienawidzi? Ciekawe co myśli teraz o mnie Dawid? Co myśli Kuba? Boje się, że wszyscy mnie nienawidzą. Mimo że postanowiłam zerwać z nimi wszelki kontakt ciągle o nich myślę. Słyszałam jak przed wyjazdem ciocia rozmawiała z mamą. Powiedziała jej, że porozmawia z Weroniką i opowie jej co skłoniło mnie do podjęcia takiej, a nie innej decyzji. Tylko ja się pytam po co? Nie potrafiła uszanować mojej decyzji. Wiem, że robi to dla mojego dobra, ale nie prosiłam jej o to. Nie czuję już smutku. Czuję jedynie wściekłość na siebie, na rodziców na ciocię i przede wszystkim na Alexa. Przez SMS-a którego mi wysłał przed śmiercią czuję się tak jakbym to ja było winna jego śmierci. Ale to nie ja kazałam podejmować mu tak drastyczne środki. To nie ja zepchnęłam go z tego klifu. Zrobił to sam. Z własnej woli. To on jest odpowiedzialny za moje cierpienie, za cierpienie swoich rodziców.

               ***
Na razie znów nudy. I w kolejnych rozdziałach tylko to się zapowiada, przynajmniej przez pewien czas. Nie wiem kiedy będzie kolejny.  
Idę spać. 
Jabłko


Rozdział 17


       Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Co noc miałam koszmary. Bałam się każdego najmniejszego cienia. Minęły zaledwie 3dni, a dla mnie trwało to jak 3lata. To było nie do zniesienia. Wmawiałam sobie, że to tylko sen, że to okrutna wyobraźnia spłatała mi figla. Lecz to nie była wyobraźnia. To działo się naprawdę. Ciało Alexa znaleziono następnego dnia po tym...po tym jak skoczył. Dziś miał odbyć się pogrzeb. Nie wiem czy to wytrzymam, ale muszę tam być. Chcę go pożegnać, choć wiem, że to nie będzie dla mnie łatwe. To nie będzie łatwe dla wszystkich. Muszę to przetrwać. Tylko raz odwiedziłam dom rodziców Alexa. Jego mama jest w totalnej rozsypce. Ciągle musi przyjmować środki uspokajające. Jego ojciec także sobie nie radzi, ale nie chce tego pokazać żonie. Moi rodzice mają przyjechać. Chcą zabrać mnie do Polski i oddać w ręce psychologów. Nie wiem czy to zniosę. Będę musiała. Nie chcę opuszczać Hiszpanii, ale tutaj wszystko przypomina mi Alexa. To boli i jest nie do wytrzymania. Gdy już wrócę do Polski zmieniam szkołę. Rodzice na pewno się zgodzą. Nie wiem ile jeszcze dni spędzę tutaj...Rodzice na pewno będą chcieli zabrać mnie od razu po pogrzebie. Chyba się na to zgodzę.
Zaczęłam powoli się ubierać i zeszłam na śniadanie. Przez ostatnie dni zachowywałam się jakbym była w amoku. Jadłam rano, później przychodziła do mnie Weronika z Dawidem. Następnie obiad i trochę czasu dla mnie. Zazwyczaj wtedy płakałam albo spałam, czasami jedno i drugie. Po kolacji szłam się myć, a później szłam spać. Codzienna rutyna. Codzienne cierpienie. Szara rzeczywistość. Tu nie ma miejsca na księcia z bajki i długowłosą księżniczkę zamkniętą w wieży! Taki jest świat, okrutny świat w którym wszystko jest możliwe. Coś się kończy, coś się zaczyna. Śmierć przeplata się z życiem. Ktoś umiera ktoś się rodzi. Być może miliony kilometrów stąd lub na innym kontynencie właśnie urodziło się dziecko.
Chciałam zacząć nowe życie. Z nowymi przyjaciółmi. Wszystko miało być piękne. To życie miało być lepsze, a jest jeszcze gorsze od poprzedniego. Znowu muszę zacząć wszystko od początku. Ciocia powiedziała, że powinna zerwać stare znajomości, przyjaźnie...wiem, że to nie będzie łatwe, ale muszę. Kocham moich przyjaciół. Weronika jest dla mnie jak siostra, a Dawid i Kuba są dla mnie braćmi, ale już niedługo zerwę z nimi wszelki kontakt, dla nich przestanę istnieć. Będzie tak jakbym wcale się nie urodziła.
- Izuś. Twoi rodzice przyjechali. - zawołała z dołu ciocia.
Nie odpowiedziałam. Nie miałam potrzeby. Po prostu zwlokłam się ze schodów i wpadłam prosto w ramiona mamy. Nie mogłam powstrzymać łez i zaczęłam szlochać w jej bluzkę. Mama objęła mnie mocniej i zaczęła głaskać mnie po włosach. Nie mówiła „będzie dobrze” bo przecież sama wiedziała, że nie będzie. Nic nie mówiła. Stała tak po prostu, obejmowała mnie. Do niej dołączył tata. Po dłuższej chwili wszyscy przeszliśmy do salonu. Usiadłam pośrodku rodziców. Zrzuciłam z nóg buty i podciągnęłam kolana pod brodę. Niewiele mówiłam. Tylko przytakiwałam lub używałam zdawkowych „tak” lub „nie”.
- Córeczko....mam nadzieję, że nie będziesz nam nic utrudniać. W Polsce załatwiłam już dla ciebie świetnych psychologów...... Pomogą ci. Nie zrozum mnie źle. Ja chcę dla ciebie jak najlepiej, więc dla swojego własnego dobra.....chciałabym, abyś więcej tu nie przyjeżdżała.
- Dobrze mamo. Postanowiłam także, że .….. - urwałam, ponieważ w gardle pojawiła mi się ogromna gula – postanowiłam, że zerwę wszystkie moje znajomości. - po policzkach zaczęły spływać mi łzy, które szybko otarłam rękawem. Nie wiedziałam, że powiedzenie tego będzie takie trudne, a co dopiero wykonanie tego.
- Córeczko, ale nie musisz. Wiesz o tym? - mama martwiła się o mnie.
- Wiem mamo. Wiem, ale już postanowiłam. - powiedziałam twardo. Nie zamierzałam ustępować. Mam nadzieję, że rodzice zrozumieją moją decyzję.

                  ***
Czy Iza podoła tym wszystkim problemom? Czy tak łatwo zrezygnuje z przyjaciół? A co z Kubą? Czy on jeszcze da o sobie znać? Czy odegra jakąś ważną rolę? Tego nawet ja nie wiem. 

Dziś dodaje już 17rozdział. Dopadła mnie wena i piszę w każdej wolnej chwili. Już nie mogłam się doczekać kiedy dodam te rozdziały, a Marchewka w Paski ciągle mi to utrudniała, bo nie wchodziła na GG tylko włóczyła się po jakiś Krośniewicach ... o.O 
Kochana Marchewko zginiesz od razu jak do mnie przyjedziesz. Pozdrawiam cię.
Twoje Jabłko :>



Rozdział 16


- Chyba cię pogięło dziewczyno! Nie ma mowy! - taa bo go posłucham.
- Oj proszę. Nie bądź taki. Tylko ty możesz mi pomóc. - nalegałam pomimo jego próśb i gróźb, abym dała sobie spokój. Już od kilku minut krzątałam się po domu zbierając najpotrzebniejsze ciuchy.
- Jesteś nienormalna. Powinnaś leżeć cały czas w łóżku. Co ty zamierzasz zrobić? - był nieugięty.
- Słuchaj! Poprosiłam cie o pomoc bo tylko ty możesz mi pomóc. Ale skoro nie chcesz równie dobrze mogę sama sobie dam radę. Poradzę sobie także bez ciebie. - wyłożyłam karty na stół. - Więc? - moje argumenty z pewnością go powalą.
- Zgoda. Nie wiem co zamierzasz robić i wcale mnie to nie interesuję. - kłamał. Widzę jak zżera go ciekawość. - Jeśli zrobisz coś niebezpiecznego od razu dzwonię do twojej ciotki i mówię jej gdzie jesteś! Rozumiemy się? - hahaha wygrałam !
- Okej. Zebrałam resztę rzeczy i razem wsiedliśmy do jego samochodu. Odjechaliśmy z podjazdu kilka minut przed powrotem cioci.

Tęskniłem za nią. Cholernie tęskniłem. Pragnąłem by znów była przy mnie, zawsze uśmiechnięta, promienna. Nie mogłem znieść tego, że ją zraniłem. To bolało najbardziej. To prze zemnie trafiła do szpitala. To wszystko moja wina. Jestem dupkiem, wiem to. Niestety nic już na to nie poradzę. Nie potrafię naprawić tego co tak łatwo zniszczyłem, już nigdy nie będę mógł jej pocałować, dotknąć jej włosów. Ona mnie nienawidzi. A ja ją kocham. Nie potrafię bez niej żyć. Już nie mam po co...
Nawet nie wiem kiedy znalazłem się na klifie, byłem tu kiedyś z ojcem. Miałem wtedy chyba 9lat. Od początku pokochałem to miejsce. Teraz wiem, że to ona będzie odpowiednim miejscem, aby zakończyć całą tą farsę. Iza pozostanie w moim sercu na zawsze. Zawsze będzie dla mnie tą jedyną. Zawsze..... Wyjąłem z kieszeni spodni komórkę. Otworzyłem ikonę wiadomości i wstukałem numer Izy
„Kocham cię. Kocham cię najbardziej na świecie, ale nie potrafię bez ciebie żyć. Moje życie nie ma sensu, więc postanowiłem je zakończyć. Mam nadzieją, że mi wybaczysz. Przykro mi. To już koniec. Żegnaj na zawsze.
Twój na zawsze –
Alex. „

W tym samym czasie Iza siedział w samochodzie. Jechała w nieznanym kierunku razem z Kubą. On nie wiedział gdzie ma jechać, ona również. Ucieczka z domu była spontaniczną decyzją, ale musiała to zrobić. Nagle poczuła, że w kieszeni wibruje jej telefon. „To pewnie ciocia” - pomyślała i niechętnie wyjęła telefon. Z jej twarzy spłynęła cała krew i wyglądała jak kreda.
- STÓJ! - wrzasnęła co spowodowało, że Kuba gwałtownie zahamował.
- Co do jasnej chol...... - w pośpiechu Iza zaczęła odpinać pasy i niemalże wybiegła z samochodu.
Kuba niewiele myśląc wyskoczył za nią. Szybko ją dogonił i złapał za ramiona.
- ZOSTAW MNIE! JA MUSZĘ TAM IŚĆ! MUSZĘ TAM SZYBKO IŚĆ! - wrzeszczała a inni ludzie zatrzymywali samochody i przypatrywali się tej nad wyraz dziwnej scenie.
- Co ty wyprawiasz?! Opanuj się! Wracajmy do samochodu. - próbował ją uspokoić.
Iza podała mu telefon momentalnie jego twarz nabrała koloru białej ściany, ale szybko się opanował. Złapał wrzeszczącą dziewczynę i zaprowadził do samochodu. Unieruchomił ją pasami i sam zajął swoje miejsce za kierownicą. Uruchomił samochód i dodał gazu. Co chwila Iza krzyczała
- Szybciej! Jedźmy szybciej! - choć i tak na liczniku już dawno mignęła liczba 100.
Dojechali pod dom cioci Asi. Kuba wyprowadził roztrzęsioną Izę z samochodu. W drzwiach domu ukazała się ciocia. Była zdezorientowana zachowaniem dziewczyny która płakała, krzyczała i ciągle przykładała telefon do ucha.
- Gdzie jest Alex? Czy pani go widziała? - zapytał najspokojniej Kuba choć w gardle miał wielką gulę.
- Czemu pytasz? Co się stało Izie? Dlaczego zabrałeś ją z domu?! Doskonale wiesz, że jej nie wolno się przemęczać! Co się dzieje?!
- Czy widziała pani Alexa? - odparł twardo Kuba nie zważając na pytania kobiety. - Czy pani wie gdzie on jest?
- Kubaaa! On nie odbiera! Abonent tymczasowo niedostępny! O boże Kubaaa! Za późno!!!! Kubaaa! On NIE żyje!!!!!! - Iza zaczęła krzyczeć jak opętana. Nie panowała nad sobą. - ALEX!!!! - wykrzyknęła w stronę nieba.
Ciocia Asia stało jak sparaliżowana prądem. Jej ruchy były automatyczne. Zabrała wrzeszczącą Izę do domu. Dziewczyna protestowała. Wyrywała się i krzyczała coraz głośniej. Nie mogła się opanować. Ciocia Asia podała jej dwie dawki środków uspokajających po których stan Izy nieco się polepszył, choć nadal płakała i wykrzykiwała imię Alexa. Po krótkim czasie zmęczona płaczem i krzykami usnęła w ramionach cioci.

                      ***
Czy śmierć Alexa coś zmieni? Na pewno zmieni bardzo dużo w życiu Izy. Dziewczyna będzie musiała pogodzić się z tym, że Alex nie wróci. Ma jeszcze przyjaciół, ale czy będzie chciała ich wsparcia? 
Tylko my dwie to wiemy, a wy żyjecie w błogiej nieświadomości tego co już wkrótce się wydarzy. 
JwK i MwP 

Rozdział 15


W drzwiach stał Alex. Co on tutaj robi? To przez niego tutaj jestem! Krzyczałam jedna połowa mnie. Za to druga połowa cieszyła się z jego obecności. Był jak upragniony deszcz po 100dniach suszy.
- Co ty tutaj robisz? - zapytałam podniesionym głosem.
- Iza. Wybacz mi. Proszę Iza. Zachowałem się jak ostatni dupek. Wybacz. Kocham Cię Iza. - zaczął się tłumaczyć i kajać. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Nie powinno cię tutaj być, wiesz? - odezwała się Weronika do tej pory milcząca.
- Iza. Chce ci to wyjaśnić, jakoś wytłumaczyć. Proszę pozwól mi. Iza. Kocham cię. - nie zwrócił wcale uwagi na to co powiedziała Wera.
- Słyszałeś co powiedziałam. To przez ciebie ona tutaj jest. Rozumiesz?! - myślałam, że siłą wypchnie go za drzwi lub pobije go w tej sali.
Alex spojrzał na mnie, aby w moich oczach ujrzeć zaprzeczenie słów Weronika. Zamiast tego ujrzał strach przeplatany z cierpieniem.
- Weroniko. Mogłabyś zostawić nas na chwilę samych. Chcę z nim porozmawiać na osobności. - ledwie przeszło mi to przez gardło.
Nie protestowała. Odeszła od mojego łóżka i ruszyła w stronę drzwi.
- Zrobisz jej coś...zginiesz i tak! - wysyczała w stronę Alexa.
Gdy zamknęły się drzwi Alex od razu podbiegł do mnie i próbował mnie pocałować. Odchyliłam głowę.
- Alex...między nami skończone. Zdajesz sobie z tego sprawę? - wydusiłam z siebie.
- Co ty mówisz?! Iza! Zastanów się, proszę. Kocham cię.
- To zaczęło się za szybko. Niewiele o tobie wiem, ale i tak wystarczająco się dowiedziałam. Alex nie rozumiesz tego?
- Co wiesz? Ty nic nie wiesz! Na jakiej podstawie to mówisz? - wykrzyczał.
- Alex ja wiem o Cleo. Wiem też, że gdybyś kochał mnie naprawdę mocno nie zniknąłbyś na tydzień nie odzywając się wcale. Wiesz jak się czułam gdy usłyszałam od Kuby o tobie i Cleo?
- Zabije go! Zabije! Jak on mógł! - było jasne, że mówi o Kubie.
- Uspokój się! Tu nie chodzi o Kubę, Cleo i wszystkich innych. Tutaj chodzi o mnie i o ciebie! W szczególności o ciebie Alex. Zraniłeś mnie. I to bardzo. A ja głupia myślałam, że dzięki tobie.... że mi pomożesz budować od nowa mój świat, że z tobą zacznę moje nowe życie. A ty wszystko zaprzepaściłeś. Kochałam cię i zawsze będę, ale nie potrafi ci wybaczyć, nie potrafię znów ci zaufać.
- Wiem. Wiem o tym doskonale i nie umiem tego naprawić. Przepraszam cię, choć wiem, że to i tak nic nie zmieni. Ale wiedz, że to ciebie kocham najbardziej na świecie. To ty jesteś tą jedyną i zawsze nią będziesz. Zawsze będę cię kochał. Nie zmienisz tego. - był spokojny gdy to mówił.
- Dziękuję, że to rozumiesz, ale będzie lepiej jeśli już wyjdziesz. Żegnaj Alex.
Pochylił się i pocałował mnie w policzek. Nie protestowałam. Było to ostatni pocałunek od niego. Kiedy wyszedł z sali zaczęłam płakać. Zakryłam twarz dłońmi i płakałam. Czułam i niemalże słyszałam jak moje serce pęka na tysiąc drobnych kawałków. Znowu...
W szpitalu leżałam 2dni, a później lekarze zadecydowali, że mogę już wrócić do domu. Prosiłam ciocię, aby nic nie mówiła moim rodzicom. Niepotrzebne zmartwienia, a i tak ze mną już wszystko w porządku. W domu wszyscy obchodzili się ze mną jak z jajkiem, nie mogłam podnosić się z łóżka, chyba, że do toalety. Całymi dniami tylko leżałam lub spałam. To było nie do zniesienia. Nikt mi na nic nie pozwalał. No cóż musiałam to wytrzymać. Nie nudziłam się, ponieważ ciągle ktoś do mnie przychodził: Weronika, Dawid nawet Kuba. Alexa nie widziałam od naszej rozmowy w szpitalu. Nie wiedziałam czy mam się z tego cieszyć czy raczej za nim tęsknić.. Nikt mi nic o nim nie mówił. Wiedziałam jedynie, że nie jest już z tą Cleo. - Kuba mi powiedział. Twierdził, że powinna wiedzieć, ale po co mi ta wiedza? Nie zamierzam wrócić do Alexa. Dwa razy się do tej samej rzeki nie wchodzi.
- Izuś. Ja na chwilę wychodzę. Zostaniesz sama w domu, dobrze? - zapytała nagle ciocia.
- Dobrze ciociu. Nie ma sprawy.
To była jedyna okazja. Po wyjściu ciociu niemal natychmiast napisałam SMS-a Kubie.
„ Kuba, potrzebuję twojej pomocy. Przyjedź za 20minut pod dom. Resztę wyjaśnię później.
Iza”

                          ***
Więc tak: ten rozdział przybliża nas do całej akcji. Zaczęło wiać nudą, więc w kolejnym rozdziale czeka was niespodzianka. Nie wiem czy będzie miła czy nie. Zależy od tego jak bardzo jesteście przywiązani z bohaterami. Będzie tragicznie i skończy się tym, że zabraknie jednego z bohaterów, a tym kimś będzie ..........
Tego dowiecie się już w kolejnym rozdziale. Grzecznie prosimy o komentarze i wasze opinie. Dziękujemy i życzymy miłej nocy.
Jabłko w Kropki & Marchewka w Paski. 

Rozdział 14


Stałam na klifie i zastanawiałam się nad życiem. "Najtrudniej zrobić, ten pierwszy krok, a później już leci myślałam, koniec z tym. To już koniec" Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś krzyk. Obróciłam się i ujrzałam Kubę. Krzyczał coś do mnie, nie wiem co. Być może próbował mnie powstrzymać,ale było z późno....już za późno. Oderwałam się nogami od ziemi, a następnym co widziałam było niebo, ocean i mnóstwo wody pośród mnie...
Ze snu wyrwał mnie mój własny krzyk...
Otworzyłam powoli i niechętnie oczy. Widzę mój pokój, ściany, biurko i szafy ... jakie szczęście , że to tylko sen .. a może ten sen coś chce mi przekazać ? A jeżeli ja tak zrobię ? Możliwe ... ostatnio samobójstwo chodzi mi po głowie . Mam tego wszystkiego dość . Tego całego życia ! Tylko jak ja mam to zrobić skoro Kuba nie chce dać mi spokoju i nie odstępuje mnie na krok ? Ja nie mogę z nim być . Nie chcę przeżywać kolejnego zawodu miłosnego. Znam go dopiero od dwóch tygodni. Tamtego dupka nadal nie spotkałam. Nie wiem co się z nim dzieje i mało mnie to interesuje. Zerwałam z nim. Żałuję, że zrobiłam to przez SMS-a, ale już od dwóch tygodni nie miałam z nim żadnego kontaktu, a on nawet nie spotkał się ze mną, aby porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. Olewał mnie, więc ja olewałam jego. W tamtym czasie wszyscy mnie wspierali: ciocia, Weronika, Dawida – bardzo tego potrzebowałam, gdyby nie oni już nie byłoby mnie na tym świecie... Po tym co powiedział mi Kuba, powinno mi przejść, powinnam od razu zapomnieć o Aleksie, ale nie przeszło, nie zapomniałam o nim. Kochałam go, kochałam go jak cholera, każda cząstka mnie, aż krzyczała, ponieważ jego nie było o bok. Czułam przeszywający ból na całym ciele, było tak jakbym zaraz miała rozpaść się na milion kawałków i nikt nie mógłby mnie z powrotem poskładać w całość. Bolała mnie głowa, ręce, całe ciało mnie bolało. W tamtej chwili pragnęłam tylko spokoju i ukojenia, ale nikt nie mógł mi tego dać. Podniosłam się z łóżka i wstałam, uderzyła mnie kolejna fala bólu – tym razem potężniejsza. Upadłam na kolana. Wyłam z bólu i krzyczałam. Z kolan opadłam na plecy. Zaczęłam wić się na podłodze, próbując złagodzić ten przerażający ból. Płakałam, krzyczałam, wołałam o pomoc. Nikogo nie było w pobliżu. Nikt mnie nie słyszał. Nikt nie mógł mi pomóc. Ostatnim co zapamiętałam była ciemność. Gęsta i nieprzenikniona. Niebezpieczna, złowroga, ale uspokajająca, łagodząca ból. Tak, ona łagodziła mój ból. Pomagała.....
Obudził mnie rumor i hałas pikających urządzeń. Powoli otworzyłam jedno oko, później drugie. Czułam ból głowy...znowu. Podniosłam rękę, aby złapać się za głowę, ale nie mogłam ruszyć ręką. Podtrzymywały ją jakiś poskręcane kabelki, rurki. Nie wiem co to było. Ktoś wypowiedział moje imię. Odwróciłam twarz w stronę skąd dobiegał głos. Na krześle przy moim łóżku siedziała ciocia Asia.
- G-gdzie ja j-jestem? - wyszeptałam.
- W szpitalu kochanie, ale już wszystko w porządku. Już nic ci nie grozi. Odpoczywaj słońce. Odpoczywaj. - powiedziała ciocia i pogładziła mnie po włosach.
- C-co się s-stało? - nadal nie rozumiałam tego co do mnie mówiła. Jaki szpital? Jacy lekarze? O co jej chodzi?
- Nie wiem. Znalazłam cię w pokoju. Chyba zemdlałaś. Leżałaś na podłodze i byłaś nieprzytomna. - mówiła – Myślałam, że....że – głos jej się załamał. Wiedziałam co chciała powiedzieć i przerażała mnie myśl, że sama myślałam o śmierci, że chciałam zakończyć moje nędzne życie. Ale czy moja śmierć coś by zmieniła? Zrujnowałabym jedynie życie moich bliskich. Samobójstwo jest jedynie przejawem egoizmu. Nie myśli się wtedy o innych, o tym co oni będą później czuć. Myślisz tylko o sobie, o tym, że zaraz skrócisz swoje cierpienie, że będzie lepiej, ale nie dla innych. Wtedy oni będą cierpieć za nasz egoizm.
- Nie umrę. - powiedziałam. - Słyszysz ciociu? Nie umrę! - zaczęłam krzyczeć na przemian płacząc. - Nie umrę. - szepnęłam i opadłam na poduszki.
- Izuś.. już spokojnie, uspokój się. Nie krzycz, nie płacz. Słyszę, kochanie słyszę dobrze. Ale uspokój się już. Musisz teraz dużo odpoczywać. Prześpij się, a ja pójdę porozmawiać z lekarzem.
Wyszła, a ja nadal płakałam. Nie mogłam się opanować, nie mogłam też zasnąć. Zaczęłam się rozglądać po sali. Białe płytki na podłodze, białe ściany, białe szafki. Wszystko co się tutaj znajdowało było białe. Wszystko, każdy centymetr kwadratowy tego pokoju skąpany był w bieli. Nie wiem po co. Ta biel jest równie przytłaczająca co czarny. Nie ma tu nic kolorowego. Nie podoba mi się to miejsce, ale nie mnie było wybierać salę. Muszę powiedzieć o tym cioci. Niech przyniesie mi tutaj coś kolorowego. Ciekawe jak długo będę tu przebywać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ujrzałam w nich Weronikę. Niosła kwiaty. Cudownie, będzie coś kolorowego. Moja kochana Weronika.
- Nie przeszkadzam ci? Twoja ciocia mówiła, że śpisz. - usiadła na stołku przy łóżku.
- Nie. Wcale nie spałam, nie mogłam zasnąć. Cieszę się, że przyszłaś. - powiedziałam i wyciągnęłam ręce po kwiaty – To dla mnie?
- Tak. Dla ciebie, poczekaj pójdę po wazon.
Zatrzymałam ją. Nie chciałam, żeby teraz wychodziła. Potrzebowałam towarzystwa. Drzwi znów się otworzyły. Do oczu cisnęły mi się łzy. Spodziewałam się każdego, ale o nim nie pomyślałam.

                                ***
Hej. To już 14 rozdział. I dopiero teraz rozkręca się akcja. Na kolejne nie będziecie musiały długo czekać. Mam już napisane kolejne rozdziały do przodu. Jestem w połowie 18. Na razie nie będę wam zdradzać szczegółów, szykuje się dużo emocji. 
Pozdrawiamy Jabłko w Kropki i Marchewka w Paski. 



piątek, 20 lipca 2012

Rozdział 13


       Kolejne tygodnie mijały szybko i wiele rzeczy się działo. Całą paczką chodziliśmy na koncerty, do kina (co z tego, że były po Hiszpańsku), więcej czasu spędzaliśmy natomiast na plaży i w „naszej” zatoce. Kto by pomyślał, że jest to takie świetne miejsce na pikniki.. ? Z Weroniką co dwa dni chodziłam po sklepach. Szczerze to chodziłybyśmy tam częściej gdyby nie to, że kończyła nam się kasa i to, że chłopaki ciągle nas gdzieś wyciągali.
- Nie mam już siły... wracajmy, co? - jęczała całą drogę Weronika chodź przeszliśmy zaledwie 3kilometry.Dziś wybraliśmy się na długi spacer po Hiszpanii.
- Może wziąć cię na barana??- zapytałam sarkastycznie. - Biedne dzieciątko, chodź do mnie. - mimo że była moją przyjaciółką, wkurzało mnie to jej marudzenie. W końcu to ona sama zaproponowała ten spacer, a teraz co? Chce wracać?
- Jesteś wredna! - pokazała mi swój język. Odpowiedziałam jej tym samym i wysłałam jej SMS-a o treści POMAGAM.
Zaśmiałam się pod nosem ze swojego żartu i skierowałam wzrok na Weronikę chcąc zobaczyć jej reakcję . Dziewczyna tylko przystanęła z otwartą buzią i gapiła się w telefon . Potem wybuchła niekontrolowanym śmiechem , a ja razem z nią . Śmiałyśmy się jak jakieś idiotki . Po dziesięciu minutach ogarnęłyśmy się , bo przypomniałyśmy sobie o chłopcach .
-Wariatka ! - Krzyknęła Weronika .
-A jak ! - wypięłam jej język .
-Ekhm.. dziewczyny ja nie chce wam nic mówić , ale jeszcze tu jesteśmy my . - odezwał się Alex. Weronika zaśmiała się pod nosem i podała chłopakom telefon . Przeczytali wiadomość i zaczęli się chichrać . Po piętnastominutowym staniu przystąpiliśmy do poprzednich czynności czyli posuwanie nóg do przodu i podziwianie krajobrazu. NUDY. Po kolejnych dłużących się minutach wreszcie gdzieś doszliśmy. Dokładnie nie wiem gdzie ale na pewno tam mieszkali ludzie.
-Ludność ! - krzyknęłam na głos , a inni zaczęli się ze mnie śmiać . Było kilka budynków, zapewne hotele, kilka domów, parę sklepów i jedna jedyna kawiarenka. Udaliśmy się tam, aby odpocząć i kupić jakieś lody.
W kawiarence było dość duszno , więc zabraliśmy lody i wyszliśmy na zewnątrz aby je zjeść . W pewnym momencie zadzwonił telefon Alexa . Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem . On tylko powiedział bezgłośne "przepraszam" , a potem odszedł i tyle go widziałam . Szukaliśmy go chyba wszędzie z dobre pięć godzin . Bardzo martwiłam się o niego . W pewnym momencie za wibrował mi telefon . Wyjęłam z kieszeni i odczytałam wiadomość od Alexa.
"Już nie przyjdę . Zwiedzajcie sami ."
Bardzo się zdenerwowałam . Odpisałam :
"Aż tyle ci rozmowa zajęła ? Wiesz że my tu od zmysłów odchodzimy a ty sobie po prostu znikasz . Bardzo ładnie myślisz . Naprawdę ."
Schowałam telefon do kieszeni . Przyjaciele patrzyli się na mnie jak na wariatkę . No tak .. przecież byłam cała czerwona ze złości . Musiałam się opanować .
-Przepraszam , ale pisałam z Alexem . Napisał że bardzo nas przeprasza ale nie mógł już przyjść . Coś go zatrzymało i bardzo żałuje . - okłamałam ich . Nie ma to jak oszukać najlepszych przyjaciół . Będę miała wyrzuty sumienia do końca życia a z moim kochasiem się rozprawię jak tylko go spotkam .
-Ok . Dobrze że napisał teraz niż żeby w ogóle się nie odezwał . - powiedziała Wera .
-Tsaaa .. chodźmy zwiedzać , bo do 22.oo mamy jeszcze cztery godziny . - tak jak powiedziałam tak zrobiliśmy . Hiszpania jest cudownym miejscem . Mmmm a faceci ... mega ciacha ! No dobra dziewczyno ogarnij się ! Przecież masz chłopaka . CHYBA jeszcze masz .
                              *Tydzień później*
Od tamtej pory nadal nie dał żadnego znaku życia . Powiedziałam dość . Nie będę tolerować takiego zachowania . I on uważa się za mojego chłopaka ? Szłam zdenerwowana w stronę "naszego" miejsca -może tam go spotkam- pomyślałam. Mijałam wielu ludzi szybkim tempem i na nikogo nie wpadłam . Niestety ale ja mam takiego pecha że w końcu znalazła się moja ofiara i po prostu z tą osobą się zderzyłam . Moja nowa biała bokserka w paski została ubrudzona czekoladowym lodem.
-No i kurwa co ja teraz zrobię ?! - wydarłam się na całą plażę .
-Przepraszam najmocniej . - odezwał się chłopak . Spojrzałam na niego te piękne błękitne jak ocean oczy , a te blond włosy . Jakie ciacho ! Nie mogłam się gniewać bo po pierwsze bardzo ładny chłopak a po drugie to moja wina .
-Nic się nie stało .To moja wina . Niezdara ze mnie . Spierze się . - posłałam mu mój najpiękniejszy uśmiech numer 143 .
-Jejku przepraszam . Zapłacę za bluzkę obiecuję .
-Dobra piękny nie martw się ja sobie poradzę . - akurat w tej chwili zażartowałam z tym "pięknym" , a na serio to też tak uważam .
-Oook . Jestem Kuba a ty ?
-Izaa . - przeciągnęłam ostatnią literkę .
-Dobrze Izoo - zaśmieliśmy się . - Co porabiasz tutaj w Hiszpanii ?
-Przyjechałam na wakacje do cioci . Musiałam jakoś odpocząć od tego wszystkiego . A ty ?
-A ja przyjechałem ze znajomymi znaczy tylko kumplami też aby odpocząć .A od czego odpoczywasz jak mogę wiedzieć? - Chłopak był trochę wścibski , ale nie wiem czemu iż od razu blondyn zdobył moje zaufanie . Opowiedziałam mu całą historię od początku aż do końca . Moja historia chyba go wzruszyła, bo miał delikatnie zaszklone oczy . Dowiedziałam się że ma 19 lat i w przyszłości chce zostać ratownikiem .Nie powiem, ale zaimponował mi .
-A dokąd się tak śpieszyłaś ?- W końcu nadszedł moment , aby opowiedzieć mu o Aleksie.
-Musiałam załatwić jedną sprawę . Mam chłopaka . Znaczy już nie mam . Mam zamiar z nim zerwać . Od tygodnia nie daje znaku życia, a podobno wszyscy go widzą i się z nim spotykają.
-Ja go chyba znam ..
-Tak ? to fajnie. - powiedziałam trochę radosna .
-No właśnie nie za bardzo ..
-Ale dlaczego?
-Nie chcesz wiedzieć.
-mów - nalegałam.
-Bo .. on traktuje dziewczyny jak zabawki. Raz jest z tą a za chwilę leci do drugiej. Nie warto się z nim związywać. Teraz podobno jest z jakąś Cloe. Taka hiszpanka . Jest nawet miła, ale i ją zrani
. Nie dość, że zmienia dziewczyny jak rękawiczki to ... to ... - nie dokończył, gdyż zauważył cisnące mi się łzy do oczu . - ja nie chciałem przepraszam .
Nie mogłam wytrzymać. Zerwałam się z plaży i zaczęłam biec przed siebie zostawiając oniemiałego Kubę.
- Iza! Nie rób głupstw ! Iza! - krzyknął w moją stronę, ale największym głupstwem było to, że uwierzyłam Alexowi. 



                                      ***
Przepraszamy, że długo nic nie dodałyśmy. Przepraszamy najmocniej, ale obiecujemy, że już w następnym się poprawimy. Mamy już początek 14 rozdziału, więc nie będziecie długo czekać. Możemy powiedzieć tylko tyle, że będzie dramatycznie.... ale czy aby na pewno? Tego dowiecie się już w kolejnym.  Do następnego :* 
Jabłko w Kropki i Marchewka w Paski. 

sobota, 14 lipca 2012

Rozdział 12


Do domu dotarłyśmy grubo po północy. Wszyscy już spali oprócz cioci, która na nas czekała.
- Przepraszamy, że tak późno, ale jakoś tak wyszło..- zaczęłam się tłumaczyć.
- Nic się nie stało ważne, że już jesteście. Co to byli za chłopcy, których widziałam przed domem?
Oczywiście, bez wywiadu się nie obędzie.
- Alex i Dawid. - odpowiedziałam.
- To bardzo mili chłopcy..naprawdę. - dopowiedział Weronika.
- Iza, dziecko drogie, a czy ten Alex ma mamę Polkę i ojca Hiszpana? - zapytała ciocia.
- Tak, dokładnie, a skąd ciocia wie?
- Jego mama jest moją przyjaciółką, a Alexa znam od pieluch. Dobry z niego chłopak, ale Dawida nie znam.. - a było już tak pięknie.
- Dawid to mój przyjaciel ze szkoły z Polski.
- Bardzo miły chłopak. - dodała Wera.
- Nie wątpię. Dobrze idźcie już do pokoju już późno.
Równocześnie wpadłyśmy do mojego pokoju.
- Muszę ci coś powiedzieć. - powiedziałyśmy obie naraz.
- Dobra to równocześnie. - powiedziałam tłumiąc śmiech.
- Mam chłopaka. - znów dwa głosy naraz.
- Dawid? - zapytałam, choć byłam pewna, że to on.
- Alex? - odpowiedziała pytaniem Wera. - Cudownie! Od razu wiedziałam, wiedziałam! Będzie super. - zaczęła piszczeć z radości.
Objęłam ją ramieniem i zaczęłyśmy skakać z radości. Szybko przygotowałyśmy się do spanie i położyłyśmy na łóżku.
- No opowiadaj! Jak było z Dawidem??
Wysłuchałam wszystkiego z najdrobniejszymi szczegółami, a później sama zdałam relację ze spotkania z Alexę.
- Poszliśmy do takiej pięknej zatoki..wiesz jego tata oświadczył się tam jego mamie, było cudownie. Jak on świetnie całuje!
- Dawid też jest niczego sobie. I jest taki romantyczny. Kiedy ty ulotniłaś się z Alexę my poszliśmy na spacer wzdłuż plaży, a później na lody...Było super.
Gadałyśmy tak całą noc dopóki nie zmorzył nas sen. Obudziłyśmy się o 13.30, ale i tak było za wcześnie.
- Izaaa!!!!!! Wstawaj masz gości. Alex przyszedł i Dawid też. - usłyszałam krzyk cioci z dołu.
Zerwałam się z łóżka i wyjrzałam z pokoju. W salonie rzeczywiście siedzieli chłopcy. Wbiegłam do pokoju i zaczęłam skakać po łóżku!
- Wera wstawaj! Wstawaj! Alex z Dawidem siedzą w salonie i na nas czekają! Wstawaj do cholery! - darłam się jej do ucha.
- Co?! Gdzie?! - zaczęła panikować.
Ja zaś weszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic, a później się ubrałam. Celowo robiłam to bardzo wolno bo Weronika stała po drugiej stronie drzwi i waliła w nie pięściami.
- Wyłaź! Izka! Ja też muszę wejść! Wyłaź! - darła się.
- Spokojnie, spokojnie kowboju! - powiedziałam wychodząc z łazienki.
Dziesięć minut później razem z Weroniką schodziłyśmy po schodach.
- Hej śpiochu. - przywitał mnie Alex.
- Cześć. Jak długo czekasz? - zapytałam i pocałowałam go w policzek.
- Oj niedługo, półtorej godziny może dwie. Nie miałem serca, żeby cię obudzić.
- Mogłeś mnie obudzić. Nie obraziłabym się. - mówiąc to poszłam do kuchni przygotować dla nas śniadanie.
A tam czekała na mnie niespodzianka. Na stole leżały talerze i góra pysznych naleśników zrobionych przez moją ciocię.
- Ojej, ciociu dziękuję. Jak pachną. - zachwycałam się. - Ej, chodźcie do kuchni! Ciocia zrobiła naleśniki! - krzyknęłam do salonu.
Wszyscy jak na komendę zebrali się w kuchni.
Po tym pysznym śniadaniu we czwórkę wyszliśmy gdzieś połazić. Weronika z Dawidem od razu się gdzieś zmyli, a ja zostałam sama z Alexę. Szczerze mówiąc było mi to na rękę, nam było na rękę. Ciągle nie mogę do tego przywyknąć i trochę się martwię, nie żeby coś, ale po tym co mnie spotkało z Łukaszem..... Łukasz!! Pff.. to przeszłość, po co go w ogóle wspominam?! To, że on mnie tak traktował, nie znaczy, że każdy chłopak jest taki sam jak on. Nie będę teraz każdego chłopaka oceniać przez pryzmat Łukasza. O nie! Nigdy więcej.
- Alex, musimy porozmawiać.. - zaczęłam choć nie była to prosta rozmowa.
- A o czym chcesz rozmawiać? - zapytał niczego niczego nie świadomy.
- O mnie. O tobie. O nas. O przyszłości. - chciałam się uśmiechnąć, ale na twarzy pojawił mi się tylko krzywy grymas.
- Ojej. A co się stało? - wziął to za żart. Tylko tego mi teraz brakowało.
- Na razie nic się nie stało, ale stanie się. Wakacje już niedługo się kończą, a później ja będę musiała wrócić do Polski skończyć szkołę, a ty zostaniesz tutaj, aby także skończyć szkołę. Jak ty sobie wyobrażasz związek na odległość? - wydusiłam z siebie.
- Po pierwsze wakacje dopiero się zaczęły, więc nie musisz na razie się o to martwić, a reszta twoich problemów.... a co ty myślisz, że ja tak po prostu pozwolę ci stąd odlecieć?? A szkoła? Chodzę do niej już osiemnaście lat.... Kiedyś ją skończę. - powiedział i pocałował mnie.
No to tyle z naszej rozmowy. - pomyślałam – chociaż, może za bardzo histeryzuję.
- Chodź, pójdziemy do mojego ulubionego baru. Podają tam najlepsze ryby! Uwierz mi. - zaproponował Alex.
Nie miałam innego wyjścia jak tylko pójść z nim na te „najlepsze ryby”, ale warto było. Ryby okazały się bardzo smaczne, choć w Polsce zbytnio za nimi nie przepadałam. Później poszliśmy na długi spacer po Hiszpanii, a skończyliśmy na naszej zatoce. „Naszej” jak to fajnie brzmi. Legalnie nie jest nasz, ponieważ nie kupiliśmy jej, ale nikt oprócz mnie, Alexa i jego rodziny o niej nie wiem, więc tak jakby jest nasza.
- O czym myślisz? - zapytał nagle Alex.
- Myślę o tej zatoce. Kocham to miejsce. - odpowiedziałam.
- A ja myślałem, że kochasz tylko mnie. - udawał smutnego.
- No oczywiście, że kocham tylko ciebie głuptasie. - powiedziałam ze śmiechem na co on po raz kolejny tego dnia mnie pocałował.
Mogłabym się do tego przyzwyczaić” - pomyślałam i odwzajemniłam pocałunek.


                                                ***
Twórczość Jabłka w Kropki i Marchewki w Paski: Ubóstwiamy ciocię Asię, mimo, że nie istnieje - przynajmniej my takiej nie znam, a chciałabyśmy mieć. Nie znaczy to jednak, że nie mamy super cioć, które są nawet lepsze od cioci Asi i rozumieją, że w niektórych momentach musiałyśmy dodać brzydkie słowa. Kochane ciocie, mamy nadzieję, że nie doniesiecie o tym naszym mamą. Lovciamy was .

poniedziałek, 9 lipca 2012

Rozdział 11

 Dawid przyjechał już następnego dnia. Pewnie nie mógł się doczekać, ale nie dla siebie go zapraszałam. Muszę zeswatać go z Weroniką. Ona na pewno mu się spodoba. Jestem tego pewna.
Ona jest wspaniałą dziewczyną, on wspaniałym chłopakiem. Oboje są moimi przyjaciółmi. Czego więcej chcieć? Od razu kiedy przyjechał Dawid powiedziałam mu co i jak, opowiedziałam o Weronice, a później gdy na nią spojrzał od razu widać było, że ona jemu również się spodobała, ale jakoś nie umieli ze sobą rozmawiać..pewnie żadne z nich nie wiedziało jak zacząć.
- Boże widzisz, a nie grzmisz ..! - mruknęłam pod nosem i podeszłam do nich.
- Idziemy na plaże? Tak ładna pogoda... Chodźmy. - zaproponowałam.
Przystanęli na ten pomysł i od razu się tam udaliśmy.
Droga nie zajęła nam dużo czasu, choć nie ukrywałam przed nimi, że usiłuję ich zostawić samych.
Rozłożyliśmy nasze koce, ja szybko posmarowałam się kremem i uciekłam do wody zostawiając ich samych. Pływałam dość dobrze, więc udałam się na głębszą wodę, ale szybko zrezygnowałam, ponieważ była okropnie zimna. Podpłynęłam na płyciznę i chciałam rozejrzeć się za Dawidem i Weroniką, zaczęłam okręcać się wokół własnej osi, nie było ich na plaży, więc pewnie weszli do wody. Niestety zamiast ich zobaczyłam wielką piłkę plażową lecącą prosto na mnie, nie zdążyłam zrobić uniku i dostałam centralnie w twarz... Na chwilę mnie zamroczyło, ale było to tylko chwilowe.
Nagle podszedł do mnie pewien chłopak, pewnie właściciel piłki, nie powiem niezłe ciacho z niego.
- Bardzo przepraszam – powiedział po angielsku.
- Nic nie szkodzi. Nic się nie stało. Mówisz po Polsku? - zapytałam również w języku angielskim, który znałam bardzo dobrze.
- Yes, to znaczy tak. - uśmiechnął się ukazując rząd pięknych równych zębów.
Odpowiedziałam uśmiechem, a po chwili zapytałam.
- Skąd tak dobrze znasz Polski?
- Moja mama jest Polką, poznała ojca tutaj na wakacjach osiemnaście lat temu.
- Romantycznie. - powiedziałam.
- Masz może ochotę zagrać ze mną i moimi przyjaciółmi? - zapytał.
- Z przyjemnością. - jak można odmówić takiemu przystojniakowi ?!
Graliśmy około 20minut. Całkiem nieźle grałam. Alex – bo tak nazywa się ten chłopak ma bardzo miłe towarzystwo. Niewiele imion zapamiętałam niektóre ciężko się wymawia.
- Masz ochotę na lody lub na jakiś napój? - zapytał, kiedy skończyliśmy grać.
- Tak, dziękuję. - odpowiedziałam.
Udaliśmy się w stronę budki z lodami, zapłacił za mnie – cóż za dżentelmen.
- Chcesz się gdzieś przejść? Pokażę ci okolicę.
Byłoby bardzo miło, ale niestety musiałam odmówić.
- Chętnie, ale nie mogę. Muszę poszukać znajomych.
Na potwierdzenie moich słów zaczęłam się rozglądać.
- Chodzi ci o tamtych dwoje? - wskazał mi ręką kierunek w którym siedzieli przytuleni.
- A skąd wiesz, że to oni? - zapytałam podejrzliwie.
- Widziałem cię z nimi zanim weszłaś do wody.
Czyli przyglądał mi się już wcześniej, a to znaczy, że ta piłka celowo było rzucona w moim kierunku.
- Chyba teraz nie będziesz im przeszkadzać i pójdziesz ze mną na ten spacer. - to nie było pytanie raczej potwierdzenie jego propozycji.
- Biorąc pod uwagę taki obrót sprawy z wielką chęcią z tobą pójdę.
- To chodź! Pokaże ci super miejsce. - złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.
Poszliśmy w przepiękne miejsce. Mała zatoka, oddzielona od reszty skałami. Byliśmy tam tylko my. Było cudownie.
- Pięknie tu. - zachwycałam się. - Skąd znasz to miejsce?
- Ojciec mi kiedyś pokazał. To tutaj oświadczył się mojej matce. - powiedział i spuścił oczy.
- Dziękuję, że mnie tu przyprowadziłeś.
Uśmiechnęłam się do niego, a on mnie złapał i uniósł do góry.
- Zaraz wrzucę cię do wody. - krzyczał się i śmiał jednocześnie.
- Nie! Proszę, nie! - zaczęłam wyrywać się z jego uścisku.
Robiłam to tak gwałtownie, że Alex stracił równowagę i przewróciliśmy się na piach. Leżeliśmy tak przez chwilę obok siebie, a potem pomógł mi wstać. Objęłam go w pasie i przez chwilę staliśmy przytuleni. Nagle on spojrzał mi w oczy i pocałował, a ja to odwzajemniłam. Był to najwspanialszy pocałunek na świecie. Było mi z nim tak dobrze, ale w końcu zaczęło mi brakować powietrza i musiałam oderwać się od jego ust.
- Świetnie całujesz. - powiedziałam i szybko pobiegłam w stronę wody. Zaczęłam go ochlapywać, a on robił to samo. Spędziliśmy tam około dwie godziny nawzajem się ochlapując i pływając.
- Spotkamy się jutro? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Oczywiście, że tak. Tylko gdzie cię znajdę?
- To ja będę cię szukał. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
- Może już wracajmy co? - zaproponowałam.
- Jeśli chcesz. - zgodził się i podniósł z piachu.
Zrobiłam to samo. Alex wziął mnie za rękę i razem ruszyliśmy w stronę plaży. Dawid i Weronika siedzieli w tym samym miejscu, ale po kropelkach wody na ich ciałach wnioskuję, że przed chwilą pływali. Usiadłam obok Weroniki, a Alex nadal stał.
- Hej, słuchajcie. Przedstawiam wam Alexa …. - w tym miejscu chciałam dodać „Alexa – mojego chłopaka”, ale nie wiedziałam czy powinnam.
- Cześć, jestem Alex. - przywitał się z każdym z osobna.
- Iza, my z Dawidem będziemy się już zbierać. - powiedziała Weronika.
- Dobrze, nie ma sprawy, ja z Alexę chyba też już pójdziemy. - odpowiedziałam Weronice.

Szliśmy we czwórkę: Dawid i Weronika z przodu, ja z Alexę z tyłu.
- Czemu nie powiedziałaś im, że jestem twoim chłopakiem? - zapytał smutnym głosem.
- Przepraszam, nie wiedziałam czy powinnam. Nie chciałam ci sprawić przykrości, a poza tym nie miałam pewności czy ty chcesz, abym była twoją dziewczyną. - zaczęłam się tłumaczyć.
- Oczywiście, że chcę. Też mi pytanie. - powiedział i znowu mnie pocałował.
Nie wiedziałam gdzie są moi przyjaciele, już straciłam ich z pola widzenie, ale wtedy chciałam tylko zatracić się w jego spojrzeniu...


*****************************************************
No i kolejny rozdział . Przepraszamy , że tak długo musieliście czekać :)Chciałyśmy oznajmić że robimy niedługą przerwę w pisaniu . Musimy odpocząć bo są wakacje :) Pozdrawiamy . Dziewczyny ; *

niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 10


Dziś wyjeżdżam. Jadę do Hiszpanii, do cioci. Zaczęły się wakacje. Zaczynam od nowa swoje życie. Po tym jak pobiłam Łukasza więcej go nie widziałam. Podobno wyjechał...i dobrze zrobił. Tutaj nie miałby już spokoju. Dziewczyny nie dałyby mu żyć, więc lepiej, że wyjechał. Dawid mnie pocieszał, być może myślał, że jeśli koniec z Łukaszem to ona ma u mnie szansę. Niestety nie. Ja w nim widzę tylko przyjaciela. TYLKO. Powiedziałam mu o tym, w końcu kiedyś musiałam. Zareagował bardzo spokojnie. Nie miał do mnie o to żalu, powiedział tylko:
- Rozumiem twoją decyzję i ją szanuję, ale to nie zmienia faktu, że będę czekał. Będę twoim przyjacielem zawsze, czy tego chcesz czy nie, zawsze możesz na mnie liczyć. - byłam mu wdzięczna za te słowa.
Dawid zawsze będzie moim przyjacielem. Kocham go jak brata, jest dla mnie bardzo ważny i nic tego nie zmieni, ale wyjeżdżam. Na całe dwa miesiące. Zaczynam wszystko od początku. Weronika mi w tym pomoże. Jest moją przyjaciółką tak jak Dawid jest moim przyjacielem. Są mi bardzo bliscy. Prawie jak rodzeństwo, zrobię dla nich wszystko.
Dawid i Weronika – są dla mnie podporą, to oni napędzają mnie do życia. Do mojego nowego życia.
- Na pewno chcesz wyjechać? - zapytała mama w drodze na lotnisko.
- Na pewno. Muszę wyjechać. Odpocząć, zacząć wszystko od początku. - potwierdziłam.
- Ufam ci. I wierzę, że ci się uda. - objęłam mnie i pocałowała w czoło.
Mama wszystko zrozumiała. Jej kiedyś też przytrafiło się coś podobnego, ale to inna historia. Zresztą potem poznała tatę, więc nie ma o czym mówić.

                                            ***
Na lotnisku czekała na mnie ciocia i Weronika. Podeszłam do każdej z nich z osobna i nawzajem się uścisnęłyśmy. One już wiedziały. Do Weroniki zadzwoniłam od razu, a ona potem przekazała cioci. Wyczuły, że nie chcę o tym opowiadać, więc o nic nie pytały. Weronika jak prawdziwa przyjaciółka zaczęła mi opowiadać o swoim ulubionym hobby
- No i wiesz poszłam do tego sklepu … wiesz gdzie. Boże! Jakie tam były super sukienki, ale już kupiłam dwie, to sobie mówię „ Nie, nie kupuj” . Więc poszłam do innego, wiesz który to? No ten tam, mówiłam ci... kupiłam dwie pary zajebistych butów … dla ciebie też znalazłam, kazałam sprzedawczyni odłożyć, musimy je kupić dziś, albo jutro....no a potem poszłam po kosmetyki.... kupiłam te najnowsze perfumy... tej piosenkarki...nie znam jej nazwiska, ale są super. A i potem jeszcze poszłam do jednego sklepu, kupiłam sobie jeden zestaw: kapelusz,bluzka, sweterek, spodnie takie kremowe i w tym samym kolorze buty, ale niedrogo bo tylko dwie stówy, ale i tak przecenione z czterech, więc jak mogłam nie kupić, no powiedz...... - co jakiś czas ciocia robiła wielkie oczy, kiedy Weronika mówiła o cenach, ale w końcu dojechałyśmy do domu.
Zdążyłam wziąć krótki prysznic bo ta długowłosa wariatka kazała mi się przebierać i zaprowadziła mnie do tych wszystkich sklepów. Nie powiem było warto iść, a później wróciłyśmy do domu.
- Dobra, chodź! Musimy pogadać. - zdążyłyśmy tylko wejść do mojego pokoju, a ona już zaczyna.
Usiadłyśmy po turecku na łóżku, a torby z zakupami postawiłyśmy na podłodze.
- Słuchaj....a ten twój przyjaciel …. Dawid? - zaczęła Weronika .
- Tak, Dawid, co z nim? - nie wiedziałam po co o niego pyta, przeciez to tylko mój przyjaciel.
- No..... odwiedzi cię tutaj? - OKAY, rozjaśnienie umysłu, mam niezły zapłon – uśmiechnęłam się sama siebie.
- Nie wiem, ale mogę do niego zadzwonić i zapytać o to.
- NIE! - wyrwała się. - To znaczy, nie musisz. - zaczerwieniła się.
- Dobra, dobra. Już się nie wykręcisz. Jeśli chcesz mogę cię z nim poznać. - już się z tego nie wymiga, i tak ich poznam czy tego chce czy nie.
- Ej, wiesz co? To nieprawda, ja go nawet nie znam. - pokazała mi język.
Ale na pewno byś chciała go poznać” - w głowie pojawiła mi się pewna myśl”
Udała obrażoną i wyszła z pokoju, za to ja wyjęłam z kieszeni telefon. Wybrałam numer Dawida
- Dawid...? Chciałbyś może przyjechać? - zaczęłam rozmowę.
Nowe życie nowa misja.” - pomyślałam kończąc rozmowę.

Rozdział 9


Tydzień szybko minął i musiałam wracać do Polski. Czekaja mnie jeszcze dwa tygodnie szkoły, a potem upragnione wakacje. W sobotę o 7rano ciocia odwiozła mnie na lotnisko. O reakcję rodziców się nie martwiłam. Wczoraj rozmawiałam z mamą i wszystko jej wyjaśniałam, a z tatą nadaję na tych samych falach, więc na pewno zrozumie moją decyzję. Postanowiłam, że dam Łukaszowi szansę, może nam się uda – będę tego chciała.
- Doleć szczęśliwie Izusiu. I pozdrów rodziców. - mówiła na pożegnanie ciocia.
- Dobrze, dobrze. Pozdrowię na pewno. - zapewniałam.
- Przyjedź na wakacje, jeśli będziesz chciała. Zapraszam Cię. - uzupełniła ciocia.
- Na pewno skorzystam. Dziękuję ci ciociu. - przytuliłam ją i podeszłam do Weroniki, aby także z nią się pożegnać.
- Pa kochana. Zobaczymy się niedługo. - przytuliłyśmy się do siebie.
- Tylko nie zapomnij zadzwonić od razu jak dolecisz. - pogroziła mi palcem Weronika.
Pokiwałam głową na znak, że zadzwonię. Nie było już czasu na dalsze rozmowy więc tylko pomachałam i poszłam załatwić te różne duperele... Ugh......Nienawidzę tego!
Samolot nie leciał długo. Niecałe 2godziny. Byłam taka zmęczona, że całą drogę z lotniska do domu przespałam i nic nie pamiętam.
W poniedziałek poszłam do szkoły. Weszłam uśmiechnięta i poszłam przywitać się z koleżankami. Wszyscy tak jakoś dziwnie się na mnie patrzyli nie wiem czemu, może dlatego że się opaliłam?
- Iza! Jak ty cudownie wyglądasz! - zaczęły krzyczeć jedna przez drugą.
- Hej. Jak miło was widzieć. - przywitałam się kolejno z każdą z nich.
- Gdzie ty w ogóle byłaś co? Czemu nic nam nie powiedziałaś? - po miłym przywitaniu nastąpił kolejny etap, czyli wielki ochrzan za to że ich o tym nie poinformowałam …
- To była szybka decyzja... musiałam odpocząć, przemyśleć wszystko, ale już wróciłam i jest OK. - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Poczekacie chwilę muszę porozmawiać z Łukaszem. - już zamierzałam odejść kiedy gwałtownie mnie zatrzymały.
- Oj po co będziesz teraz szła? Spędź trochę czasu z nami, a nie od razu gnasz dalej. – coś było nie tak. Czułam to, one chcą coś przede mną coś ukryć.
Nie zdążyłam dowiedzieć się o co chodzi, ponieważ zadzwonił dzwonek. Miałam zamiar od razu udać się do klasy, ale coś kazało mi zostać. Schowałam się więc za ścianą i zamieniłam się w słuch. Wiem, wiem...nie ładnie jest podsłuchiwać i do tego jeszcze koleżanki, ale nie miałam innego wyjścia.
- … ty jej to powiedz …. - nie mogłam rozpoznać głosu, był za duży szum, a i tak słyszałam tylko urywki.
- ...i tak w końcu się dowie... - to był chyba głos Beaty.
- ...lepiej, żeby od nas...niż od innych...
- ...ja jej to powiem, mam z nią lepszy kontakt.. - nie miałam wątpliwości, że to mówiła Lola.
O co im chodzi? O czy one rozmawiają. Nie wytrzymałam, wyszłam z ukrycia, zobaczyły mnie. Stały tak z szeroko otwartymi buziami i patrzyły ma mnie a ja na nie.
- Jak długo tam stałaś? - zapytała Lola.
- Wystarczająco długo. O czym rozmawiałyście? - zapytałam najspokojniej jak tylko umiałam. Na korytarzu stałyśmy już tylko my.
- O … niczym! - zaczęła kręcić Lola.
- O czym rozmawiałyście?! - podniosłam głos. - Odpowiedz mi! - krzyknęłam.
- Iza...muszę ci o czymś powiedzieć...ale nie tutaj i nie teraz. - tyle mi wystarczyło.
Ich dziwne zachowanie kiedy chciałam iść do Łukasza, teraz ta rozmowa i ten tekst „ nie tutaj i nie teraz”. Już wiedziałam, wiedziałam.
Wybiegłam ze szkoły. Biegłam.... biegłam bardzo długo. Nie wiedziałam gdzie chce iść... biegłam tam gdzie mnie nogi poniosły. W końcu się zatrzymałam. Usiadłam na ziemi i oparłam się o jakąś ścianę. Nie wiem gdzie byłam. Zaczęłam płakać i płakałam. Nie mogłam powstrzymać łez, nie miałam nad nimi panowania. Siedziałam tam długo, kilka godzin, może więcej, w końcu się opanowałam.
- Dosyć! Nie będziesz płakać przez takiego dupka! Nigdy więcej! NIGDY! - krzyknęłam najgłośniej jak tylko potrafiłam.
Ogarnęłam się i zaczęłam wracać. Byłam bardzo daleko od szkoły, aż sama się zdziwiłam, że aż tutaj dotarłam. Spojrzałam na zegarek. O matko! Była już 15. Jak długo tu jestem! Lekcje się już skończyły. Postanowiłam, że zaczekam na Łukasz i się z nim rozmówię. Akurat trafiłam na moment kiedy wychodził ze szkoły. Był sam. Na szczęście.
- I co?! Nic mi nie powiesz? - posłałam mu jadowite spojrzenie.
- A czego ode mnie oczekujesz co? Chciałaś odpocząć, więc proszę. Odpoczywaj ile chcesz. - tego było już za wiele!
- Zrobiłam to ze względu na ciebie! Te wszystkie chwile, które spędziliśmy razem! To nic dla ciebie nie znaczy?! - krzyczałam.
- Ale ja nic ci nie obiecywałem! - to był cios poniżej pasa.
Kiedyś starszy brat trenował boks. Nauczył mnie kilku chwytów.
Zacisnęłam pięść i wymierzyłam mu prawego sierpowego. Zachwiał się i upadł.
- Spieprzaj z mojego życia! - to były ostatnie słowa jakie wypowiedziałam do niego.
Odwróciłam się na pięcie i po prostu odeszłam. 


Rozdział 8


- Przyjechałam tutaj, aby wszystko przemyśleć, a zamiast tego przypiekłam plecy. - żaliłam się Weronice, która smarowała mi plecy balsamem. Cholernie piekło!
- W końcu jesteś w Hiszpanii moja droga! A poza tym nie przyjechałaś na dwa dni, no nie? Sama mówiłaś, że zostajesz na cały tydzień, a jak kocha to poczeka. - pocieszała Weronika.
Ale czy kocha? Czy poczeka? Nie wiem tego.
- Oj Weruś, to nie jest takie proste jak ci się wydaje. Najchętniej to bym tu została na zawsze.
- Przecież możesz. Za dwa tygodnie wakacje.
Rzeczywiście wakacje już niedługo, a ciocia nigdzie się nie wybiera. Mogłabym przyjechać. „ - do głowy wpadło mi od razu mnóstwo myśli.
- Poczekaj, zaraz wrócę. - zerwałam się z łóżka ignorując piekący ból.
- Czekaj!!!!! Two....
Jej głos przerwał głośny duden i mój jęk.
- Izka! Żyjesz?! - Weronika biegła po schodach w moją stronę, a ja leżałam pod ścianą.
- Chciałam ci powiedzieć, że twojej cioci nie ma w domu.
- Nie mogłaś mi tego powiedzieć zanim jebnęłam w ścianę?
- Ku*wa, krew ci leci z nosa. Chodź do łazienki. Jak ty to zrobiłaś?? - dopytywała Weronika ciągnąc mnie za rękę.
- Zbiegłam po schodach i nie wyrobiłam na zakręcie. Ściana stanęła mi na drodze. - tłumaczyłam myjąc twarz.
- Dobrze, że nie złamałaś nosa. Nie boli cię głowa? - pytała zaniepokojona.
- Nie, wszystko dobrze. - powiedziałam wychodząc z łazienki.
Spojrzałam na ścianę przed nami i wbiło mnie w ziemię. Stałam tak bez ruchu, a obok mnie pojawiła się Weronika, którą również zamurowało. Nagle wybuchłam śmiechem, blondyna zrobiła to samo co ja. Naszym powodem śmiechu była ściana, a dokładniej dziura wielkości pięści w tej ścianie...
- Jak my to zamaskujemy? - zwróciłam się do Weroniki.
- Plasteliną? - odpowiedział pytaniem i znów wybuchłyśmy śmiechem.
- Dobra, uspokój się już! - zaczynam panikować. - Musimy coś wymyślić zanim wróci ciocia.
W tym momencie otworzyły się drzwi. Błagalnym wzrokiem spojrzałam na przyjaciółkę, na co ona złapała mnie za ramię i we dwie oparłyśmy się o ścianę zakrywając tym samym ten drobny ubytek tynku.
- Cześć dziewczynki, chodźcie pomóżcie mi z tymi zakupami. No...nie stójcie tak, weźcie te torby. - obdarzyła nas szczerym uśmiechem ciocia Asia niczego nieświadoma.
My nadal stałyśmy pod tą ścianą jak dwie głupie szczerząc zęby.
- Iza, chodź. Weź to i zanieś do kuchni. - przywołała mnie ruchem ręki ciocia.
Bez większego entuzjazmu oderwałam się od ściany i wolnym krokiem podążyłam po zakupy. Przejęłam torby i już miałam odejść gdy ciocia mnie zatrzymała i zaczęła uważnie przyglądać się mojej twarzy.
- Dziecko drogie! Coś ty robiła. Nos masz jak kartofel. - krzyknęła przerażona.
Bezwiednie złapałam się za nos i wymamrotałam:
- Miałam małą przygodę ze ścianą...i chyba ściana ucierpiała bardziej niż ja. - wskazałam ręką na Weronikę na co to podeszła do mnie odsłaniając dziurę.
- Chodź do kuchni. Przyłożę ci lodu, zanim zrobi się całkiem fioletowy, a ścianą się nie przejmuj. - powiedziała uspokajającym głosem ciocia Asia.
Kiedy siedziałam już z lodem przytkniętym do nosa, ciocia krzątała się po kuchni szukając czegoś w szafkach.
- Tylko was zostawić same w domu to już ściany się sypią, a nosy puchną. Gorzej niż dzieci. Co ty właściwie chciałaś zrobić? - zapytała rozbawiona .
- Chciałam spytać czy przyjmiesz mnie tu na wakacje? - zapytałam robiąc minę kota ze Shreka.
- Oczywiście, że tak, tylko najpierw kupie kaski na głowy. - powiedziała dusząc śmiech ciocia.
Myślałam, że będzie gorzej, ale jak już mówiłam mam zajebistą ciocię.