Pac-Man Pinky

♥Aktualności♥

PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER

P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"

środa, 31 października 2012

Rozdział 25

23 grudnia, dzień przed Wigilią
Ubrałam się w moje najlepsze wyjściowe ciuchy KLIK. Potrzebne rzeczy zapakowałam do torebki i zeszłam na dół po schodach.
- Jak ty ślicznie wyglądasz. - zachwycała się mama – Tylko nie zapomnij zadzwonić od razu jak dojedziesz na miejsce.
- Dziękuję mamo, mówiłam ci przecież, że to Dawid po mnie przyjeżdża i razem jedziemy do domu Weroniki. Nie musisz się martwić. - zapewniłam mamę po czym poprawiłam makijaż.
- Mamo, u mnie w pokoju są prezenty dla Kuby i Emilki, więc zrób tak, żeby tam nie wchodzili, okej? - poinformowałam mamę i cmoknęłam do lustra, aby dokładnie rozprowadzić szminkę na ustach.
- Dobrze, dobrze. Idź już, bo Dawid właśnie przyjechał.
Spojrzałam w okno i rzeczywiście zobaczyłam samochód Dawida. Szczęściarz z niego. Niedawno skończył 18 lat i zdał prawko za pierwszym razem. Ja niestety muszę jeszcze poczekać.
- Hej Dawid. - przywitałam się wsiadając do auta. - Brrrrr, jak tu zimno, weź włącz ogrzewanie.
- Hej, hej. Zapnij pasy. - zażądał i wbił wzrok w jezdnię.
- Jaki odpowiedzialny kierowca. - zakpiłam, ale grzecznie się zapięłam.
Otworzyłam torebkę i wyciągnęłam z niej małe lusterko, przecież musiałam poprawić włosy.
- Mogłabyś wziąć to pudełko z tylnego siedzenia? Kupiłem Weronice, ale nie wiem czy jej się spodoba. Zobaczysz ? - rzekł nie spuszczając wzroku z jezdni.
Od razu się odwróciłam wykonując przy tym dziwne wygibasy i karkołomne pozycje, ale w końcu udało mi się dosięgnąć pudełka. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się piękny naszyjnik. Cudo wysadzane diamentami Swarovskiego.
- Śliczne. Boskie! Spodoba jej się na bank! - wyraziłam swoje zdanie. - Dla mnie też masz coś takiego? - nie mogłam powstrzymać ciekawości.
- Nie powiem. - zrobiła tajemniczą minę co tylko podsyciło moją ciekawość.
- Spójrz, jesteśmy na miejscu. - powiedział nagle.
Zaparkował samochód na bardzo obszernym parkingu, a kiedy wysiadł przeszedł na drugą stronę samochodu i otworzył mi drzwi. Cóż za dżentelmen. Weronika musiał nas widzieć, ponieważ wyszła nas przywitać. Kiedy wymieniliśmy uściski udaliśmy się za nią do domu jej ojca. Dopiero wtedy mogłam przyjrzeć się w co była ubrana KLIK. Wyglądała zabójczo.
- Ale ślicznie wyglądasz! Cudowna ta sukienka! - wykrzyknęłam od razu.
- Ty też niczego sobie. - pochwaliła mnie. Dawid stał i patrzy to na mnie to na Weronikę.
- Obie wyglądacie ślicznie, naprawdę! Słowo harcerza! - przysiągł Dawid.
- Ty nigdy nie byłeś harcerzem. - zaśmiała się Weronika.
Po tej krótkiej wymianie zdań przeszliśmy do salonu. Ściany były w kolorze czekoladowego brązu, a podłoga była wyłożona panelami w tym samy odcieniu. W rogu pomieszczenia stała narożna kremowa kanapa, która idealnie pasowała do wnętrza. Na samym środku stał wielki stół, który prawie uginała się pod ciężarem smakołyków. Jednak tym co przykuwało wzrok była ogromna choinka przystrojona do granic możliwości. Wokół roztaczał się zapach świerkowych igieł i potraw. Było po prostu fantastycznie. Z wrażenia odebrało mi mowę i tylko stałam wpatrując się po kolei, w każdy szczegół KLIK (trochę inaczej, ale to jest śliczne *.* musiałam dodać).
- Witajcie w moich skromnych progach. Mam nadzieję, że się wam tu podoba .
- Twój dom jest śliczny. - powiedziałam bez chwili zastanowienia.
- To jest dom mojego ojca, ale dziękuję. - sprostowała.
- Ach tak... Przepraszam. A gdzie jest twój tato? - zapytałam zażenowana.
- Jest na przed Wigilijnej kolacji u rodziny swojej narzeczonej. Powiedział, że Wigilię spędzimy we trójkę, więc wcześniej pojechali do jej rodziców. Cały dom jest tylko dla nas.
We trójkę usiedliśmy na kanapie. Długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam się m.in., że Dawid ma zamiar iść na studia sportowe czy coś tam. Cieszę się, że każdy z nas ma własne plany na przyszłość, ale smuci mnie fakt, że rzadko będziemy się widywać. Weronika wyjeżdża do Anglii, Dawid do Niemiec, a ja być może do Paryża. Nasze drogi się rozejdą, ale mam nadzieję, że nie zapomnimy o sobie nawzajem. Rozmawiałam chwilę na osobności z Weroniką i powiedziała mi, że mimo tego co czuje do Dawida nie wrócą do siebie. Pierwszym powodem ku temu są studia, a drugim są kilometry, które będą ich dzielić. Przyznałam jej rację, ale ciągle nie tracę nadziei, że kiedyś im się uda. Spędziliśmy razem bardzo miły wieczór i żal było mi ich opuszczać, ale byłam wykończona i chciałam wrócić do domu, więc zadzwoniłam po Tomka, pożegnałam się z przyjaciółmi i wróciłam do domu. W drodze usnęłam i brat musiał mnie wnosić do pokoju.

Obudziły mnie hałasy dobiegające z dołu. Wszyscy krzątali się po całym domu. Spojrzałam na zegarek. Była 10 rano i już mama zaczęła misję- Święta. Przewróciłam się na drugi bok, ale nie dane było mi zasnąć, ponieważ do pokoju wbiegł Kubuś, a zaraz za nim mała Emilka. Zaczęli skakać po moim łóżku i wykrzykiwać moje imię. Zakryłam głowę poduszką, ale nawet to nic nie dało. Odpędziłam maluchy i zwlokłam się z łóżka. Poszłam do łazienki i jako tako się ogarnęłam. Następnie udałam się do kuchni na śniadanie. Tam już piętrzyły się najróżniejsze dania na wieczór. Była kutia, na talerzach leżały uszka do barszczu, a lodówce znajdował się karp. Skubnęłam wszystkiego po trochu i wyjadałam połowę uszek. Jeśli mama się dowie to mnie zabije, więc uciekłam z kuchni i w razie czego zwalę wszystko na Tomka.
- Iza! Mogłabyś mi pomóc? Chodź tutaj. Trzeba nakryć do stołu. - usłyszałam wołanie Leny.
- Już idę! - odkrzyknęłam i ruszyłam w kierunku salonu. Moja najstarsza siostra męczyła się z obrusem, a Kamila z Tomkiem i maluchami ubierali choinkę.
- Choinka na pewno będzie wyglądała ślicznie. - pochwaliłam ich pracę.
- Izia teź wygląda ślićnie. - odezwała się mała Emilka.
- Oooo dziękuję kochanie. - złapałam ją w ramiona i zakręciłam się z nią wokół własnej osi, całując ją w policzek.
Nagle poczułam wibrację w kieszeni co oznaczało, że dostałam SMS-a. Postawiłam małą na podłodze i wyjęłam telefon. Dostałam życzenia świąteczne od Weroniki, koleżanek ze szkoły i..... od Kuby? To miło z jego strony, że o mnie pamięta. Szybko mu odpisałam i zaczęłam odpisywać na kolejne życzenia. Następnie pochłonął mnie wir pracy, ponieważ pomagałam mamie.
***

Jak nic, przytyłam z 5kilo, aby tradycji stało się za dość spróbowałam wszystkich dwunastu potraw i kilka z nich próbowałam po kilka razy. Jak ja to wszystko zrzucę.
- Spójrz na mnie! Jak pozwoliłaś abym doprowadziła się do takiego stanu! - złapałam się za fałdkę na brzuchu i spojrzałam z wyrzutem na Aśkę. O niej lepiej nie mówić. Była w ósmym miesiącu i wyglądała jakby połknęła dorodnego arbuza.
- Chudzinko lepiej zrób dla mnie miejsce i się posuń. Wyglądam jak słonica a ty jak kartka papieru. Wcale nie przytyłaś za to ja się chyba załamię. Wszystkie spodnie są dla mnie za małe – i to te dla ciężarnych! Rozumiesz to?! Muszę chodzić w dresach XXL a i tak są przyciasne. Ile to dziecko może warzyć??
- Nie przesadzaj, co? Ja urodziłam dwójkę i się trzymam, a do tego mam idealną figurę. - powiedziała Lena wchodząc do kuchni.
- Jakaś ty skromna. - zakpiłam i zwróciłam się do Asi. - A w ogóle to będzie chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiemy. Postanowiliśmy z Pawłem, że to będzie niespodzianka, ale chciałabym dziewczynkę. Paweł woli syna, ale zobaczymy jak to będzie.
- Masz już jakieś pomysły na imiona? - zapytałam zaciekawiona.
- Dla dziewczynki Gabrysia, a dla chłopca Mikołaj. - odpowiedziała.
- Ładnie. Podobają mi się ;) . - powiedziałam i uśmiechnęłam się.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Wstałam z kanapy z kanapy i ruszyłam z mojego pokoju.
- Tak słucham? - potwierdziłam swoja obecność.
- No hej Miśka! - usłyszałam znajomy głos Weroniki.
- No co tam ? - zapytałam i usiadłam wygodnie na łóżku.
- Jest dziś imprezka. Taka sylwestrowa. Znajoma dała mi znać. W klubie WildEndClub dziś o 19. Wbijać po ciebie? - zdała mi relację.
- Ahaha. To ten nowy? No spoko. Przyjedź wcześniej, pomożesz mi się ubrać. - zgodziłam się. - Dawid też będzie? - dodałam.
- Niee. Powiedział, że nie ma czasu czy coś... Przyjadę z Natalią -,- Ubzdurała sobie, że będzie się ze mną przyjaźnić. Też mi coś. - prychnęłam do słuchawki.
Oczywiście mówiła o narzeczonej swojego ojca, nie lubiła jej. Ja nie miałam okazji jej poznać, ale od Weroniki nasłuchałam się o niej samych najgorszych rzeczy.
- Może nie będzie, aż tak źle. - pocieszyłam ją.
- Ty mi lepiej nie mów co będzie dobrze, a co nie. Dobra bo popsuję sobie humor. Do zobaczenia wieczorem! Ściskam i całuję! Paaa! - pożegnała się.
Rozłączyła się zanim zdążyłam odpowiedzieć. 

                                                                 ***
Długi nudny i wgl .. -,- nie jestem z niego zadowolona... NUDNY ! ! strasznie, ale już w kolejnym podkręcę trochę akcję.. A tak w sumie to nie wiem co tu jeszcze pisać .. cała ta historia.. no cóż, według mnie nie jest wcale fajna.. nie wiem jak wy uważacie, ale mi osobiście się nie podoba. Nie mam pomysłów, wena mi ucieka coraz częściej, a poza tym mam dużo nauki, dużo wszystkiego i zero chęci na nic... Dobra skończyłam. Piszcie co sądzicie. Co wam się podoba a co nie. Przyjmę każdą krytykę. 
Jabłko w Kropki. ;P

środa, 24 października 2012

Rozdział 24


17 grudzień 2012
Wstałam o 9 rano. Dziś jest ten dzień! Dziś mam spotkać się z Weroniką. Nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam do łazienki. Tam doprowadziłam się do porządku, a później się ubrałam KLIK. Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół na śniadanie. Nikogo nie było w domu.. wszyscy w pracy... Zrobiłam jajecznicę, którą zjadłam ;D Była pyszna .. mniam palce lizać ;P
Mój dobry humor nie trwał wiecznie, ponieważ przypomniało mi się, że za 20 minut jestem umówiona z Weroniką.. Ogarnęłam się z grubsza i zmieniłam ciuchy na cieplejsze KLIKWyszłam z domu i od razu zrobiło mi się zimno. Śniegu było dużo, ale nie po kolana jak kilka lat temu.. Przedostałam się do bramy i wyszłam na ulicę. W końcu dotarłam do mojej ulubionej kawiarenki „ Coffe Mix” Od razu poczułam ciepłe powietrze, które mnie rozgrzało. Weronika już była i siedziała przy stoliku przy oknie. Wyglądała ślicznie. Jej długie złote włosy spływały po ramionach, również jej ubiór był idealnie dopasowany KLIK. Dosiadłam się do stolika.
- Cześć. - wydukałam i zamilkłam, nie wiedziałam co mam powiedzieć i od czego zacząć.
- Hej – odparła obojętnie.
- Wiesz...bardzo długo wyobrażałam sobie tę rozmowę, a teraz nie wiem co mam ci powiedzieć.
- Szczerzę to ja też nie wiem po co mnie tu ściągnęłaś.. - odparła oschle Weronika.
Nie chciałam się z nią kłócić, nie teraz kiedy próbowałam odzyskać jej przyjaźń..
- Wera... zrozum... to był dla mnie ciężki okres...
- I dla tego nas zostawiłaś? Nie mówiąc nam o tym wcześniej ??
- Myślałam, że tak będzie lepiej.. - spuściłam głowę..
- To nie jest wytłumaczenie Iza! Nie powinnaś była tego robić! Wiesz jak się wtedy poczułam! Taka niepotrzebna....porzucona..!
- Potrzebowałam wtedy czasu! Nie potrafisz tego zrozumieć?! - wykrzyknęłam, co spowodowało, że wszystkie twarze w kawiarence skierowały się w stronę naszego stolika. Nawet nie zwróciłam na to uwagi. Byłam zbyt zdenerwowana.
- Czas nie leczy ran... czas pomaga przerodzić smutek w tęsknotę. - powiedziała nad wyraz spokojnie.
- Co?! Weronika .. ty nic nie rozumiesz... to nie jest takie proste... - wychlipałam.
Nikt nie powiedział ci, że życie nigdy nie jest proste? - zapytała ze współczuciem w głosie. - Ale daje mnóstwo możliwości i wyborów, wiesz? - dodała potem.
- Nie, niestety nie wiem.. - rozpłakałam się na dobre. Wtem przyszedł Harry Styles i poprosił mnie o rękę, od razu się zgodziłam a potem wzięliśmy ślub. - niestety był to tylko mój sen na jawie.
- Muszę iść do psychiatry. Znasz może adres? - zapytałam Weronikę, po czym otarłam resztę łez z twarzy.
- Po co ci psychiatra? Pogibało cię?! - zapytała zdezorientowana.
- Przed chwilą był tu Harry Styles z One Direction i poprosił mnie o rękę. Widziałaś go?
- Niee, a miałam go zobaczyć?
- Nie.. to tylko moje sny na jawie.. ostatnio dość często je miewam. Lepiej nie będę ci opowiadała wszystkich. - zaśmiałam się.
- Okeeej. I chyba sama nie chcę o nich wiedzieć. - również się zaśmiała.
Przez chwilę poczułam się jak za starych dobrych czasów. Śmiałam się z moją przyjaciółką, a na wszystko inne miałam olewkę. Tak mogłoby być zawsze.
- Weroniko... czy wybaczasz mi to co było w przeszłości? Przed nami wspaniała przyszłość, plany, możliwości, mnóstwo wyborów. Zapomnijmy o tym co było i zacznijmy myśleć o tym co przed nami. - moja mowa mnie powaliła. Nie przypuszczałam, że coś takiego wyjdzie z moich ust.
- Dobrze. Ale pamiętaj, zawsze będę mieć do ciebie żal o to co mi zrobiłaś. Zraniłaś mnie zbyt mocno, abym mogła ot tak o tym zapomnieć.
- Wiem i mam tego świadomość. Przepraszam cię, przepraszam, przepraszam! Już nigdy więcej cię tak nie zranię, obiecuję! - byłam prze szczęśliwa – jeśli tak można to ująć. Odzyskanie przyjaciół to tak jakby odzyskanie sensu życia.
- Chodź tu ty moja ty niedobroto! Misiaczka! - wyszczerzyła do mnie zęby.
Objęłyśmy się i zastygłyśmy w długim uścisku. Weronika była dla mnie jak prawdziwa siostra. Zawsze już będziemy przyjaciółkami i nic tego nie zmieni. Ten zgrzyt między nami tylko umocnił naszą więź i teraz jestem pewna na 100%, że już nikt, ani nic nas nie rozdzieli.
Gdy już wszystko między nami było wyjaśnione ruszyłyśmy na miasto. Musiałam wyciągnąć od niej wszystko co ominęło mnie do tej pory. Naszą rozmowę cały czas próbowałam przekierować na Dawida. Dowiedziałam się, że Weronika nadal go kocha i strasznie go jej brakuje. Podzieliłam się z nią informacjami, które usłyszałam od Dawida, ale tym razem nie będę bawiła się w swatkę. Niech sami sobie radzą.
Około 19 wróciłam do domu. Byłam w niebo wzięta, a stopami stąpałam po chmurach, jeśli tak to można ująć. Rozmawiałam z Weroniką o jej planach na przyszłość, w końcu teraz czekają nas studia, a to jest mój ostatni rok w liceum. Weronika zamierza wyjechać do Anglii na studia medyczne. Ja jeszcze nie postanowiła, ale wszyscy namawiają mnie, aby iść do szkoły rysunku, a później zacząć projektować ubrania. Nie będę się chwalić, ale muszę przyznać, że mam talent. Umiem rysować, a do tego tak trochę interesuję się modą. Fajnie byłoby zaprojektować coś własnego co nosiłoby miliony ludzi.
Dwa dni po spotkaniu z Weroniką przyjechało moje rodzeństwo wraz ze swoimi rodzinami. Moje ukochane starsze siostry, oraz starszy brat. Cała trójka jest ode mnie dużo starsza. Lena jest najstarsza, ma 28 lat przyjechała ze swoim mężem Markiem i dwójką dzieci: 5 letnim Kubusiem i 2- letnią Emilką. Joasia ma 26 lat, razem z mężem Pawłem spodziewają się pierwszego dziecka. Tomek przyjechał ze swoją narzeczoną Kamilą.
- Ależ ty wyrosłaś dziewczyno! Spójrz, już mnie przerosłaś! - wykrzyknęła Asia podbiegając do mnie.
- Powinnaś uważać na siebie. Przecież jesteś w ciąży. - odparłam odwzajemniając uścisk.
- Aj tam! Nic mi nie będzie. - machnęła na to ręką. - Maaamooo! Masz może ogórki? I lody śmietankowe? - krzyknęła w stronę mamy i wtoczyła się do kuchni.
- Paweł jak ty z nią wytrzymujesz? - zagadnęła Lena, która przysłuchiwała się całej rozmowie.
- Ty też byłaś taka marudna. Pamiętam jak kiedyś przyjechałaś i ojciec musiał po nocy do supermarketu jeździć bo ci się zachciało łososia, a potem i tak nie zjadłaś po stwierdziłaś, że wolisz samą cytrynę. - wtrąciła mama, która wyszła z kuchni niosąc na rękach małą Emilkę.
- Was też niedługo to czeka. - powiedziała Lena patrząc na Tomka i Kamilę. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać, a kiedy do salonu wszedł tata z Markiem i Kubą ja wymknęłam się do swojego pokoju. Ze skrytki wyjęłam pamiętnik i usiadłam w rogu łóżka. Nie zamierzałam nic pisać, w pamiętniku miałam ukryte zdjęcie Alexa. Wzięłam je do ręki i zaczęłam patrzeć na ten pogodny uśmiech, wesołe oczy... na fotografii pojawiły się kropelki łez. Najpierw pojedyncze, a później coraz gęstsze. Zaczęłam ryczeć jak małe dziecko, nie mogłam się opanować. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, wierzchem dłoni otarłam łzy.
- Kto tam? - wychrypiałam.
Drzwi się otworzyły i w progu ustała Asia. Spojrzała na mnie zatroskanym wzrokiem.
- Kotuś.. co się stało? - usiadła obok mnie i objęła. Wtuliłam się w nią i zaczęłam łkać.
Zwierzyłam się jej ze wszystkiego, a ona mnie pocieszyła. To z nią zawsze byłam taka zżyta w dzieciństwie, ale potem ona dorosłą i poszła na studia, więc tylko z mamą mogłam porozmawiać.
- Wszystko się ułoży. Jesteś jeszcze młoda i poznasz wielu chłopców, tylko masz być ostrożna! - wymownie spojrzała na swój wielki brzuch. Zaczęłam pociągać nosem, a później obie wybuchłyśmy śmiechem.

poniedziałek, 15 października 2012

Pomysł

Hej, to ja Jabłko.
Wczoraj w mojej głowie zajaśniała pewna myśl. Nie wiem, czy trafna, ale jednak jest. Mianowicie mam pomysł na nowego bloga, Mam już prawie dwa rozdziały, ale gdy pokazałam Marchewce fabułę, była przerażona i powiedziała, że ona czegoś takiego czytać nie będzie. No cóż, sama przyznaję, że troszkę patologiczne, ale nic na to nie poradzę. I właśnie tak się zastanawiam co z tym zrobić.
Oto fabuła:  Życie w bloku dla Tośki to jedno, ale życie w bloku z wiecznie zapitą matką i starszym bratem, który zastępuje jej po części ojca to drugie. Dziewczyna radzi sobie w szkole, ale w domu nie wytrzymuje. Matka ciągle pijana śpi lub właśnie się upija. Straszy brat usiłuje zarabiać na studia równocześnie ucząc się w ostatniej klasie technikum. Siedemnastoletnia dziewczyna stara się nie popełniać błędów swojej matki, ale niestety.. zakochuje się w chłopaku z wyższych sfer. Próbuje zataić przed nim gdzie mieszka, ponieważ wstydzi się swojego domu. Spędza z nim mnóstwo czasu, zwierza mu się ze wszystkiego, a w końcu zaczynają ze sobą być. Wszystko jest idealnie gdyby nie, sprawy z przeszłości chłopaka i okrutna teraźniejszość.. 

Piszcie mi swoją opinię i poradźcie czy zacząć to coś, czy odpuścić. ;D 
Jabłko w Kropki ;)

wtorek, 2 października 2012

Rozdział 23


Święta zbliżały się wielkimi krokami. Była połowa października, a moja mama już zaczynała gotować. „Będzie tak jak w zeszłym roku, znów na ostatnią chwilę” - zawsze to powtarzała, a jak zwykle wszystko było gotowe miesiąc przed czasem, ale dla mojej mamy to było „na ostatnią chwilę” Mama bardzo się ucieszyła kiedy powiedziałam jej, że odnawiam znajomości z Weroniką i Dawidem, nawet zapowiedziała mi, że jeśli chcę to mogę ich zaprosić na Wigilię.
- Oj nie przesadzaj mamo! Weronika przyjechała spędzić święta z tatą. Dawno się nie widzieli, nie mogę jej zaprosić. - powiedziałam od razu. „ Pewnie i tak by się nie zgodziła” - dopowiedziałam w myślach.
Weronika przyjeżdża w poniedziałek przed świętami i wtedy mamy się spotkać. Zaczęłam nawet ćwiczyć przed lustrem co jej powiem.. Układałam całe monologi, aż pewnego dnia nakryła mnie mama ..
- Izka, co ty? Mówisz do siebie? Czy rozmawiasz z niewidzialnym znajomym? Może masz gorączkę co? - zaczęła się śmiać. - Idziesz ze mną na zakupy? Chcę już teraz kupić prezenty bo potem może już nie być.. wiesz jak to jest.. gorączka zakupów ogarnia każdego. Idziesz? - dopowiedziała.
- Mamo oszalałaś?! Święta są za półtora miesiąca to po pierwsze. Po drugie każdy NORMALNY człowiek zakupy zaczyna robić w listopadzie, po trzecie prezenty świąteczne dostępne są do końca grudnia! A po czwarte i ostatnie zawsze robisz wielkie zamieszanie z powodu głupich świąt, zawsze musisz robić wszystko z wyprzedzeniem „bo nigdy nie zdążasz” a i tak zawsze wszystko jest gotowe miesiąc przed! To staje się irytujące, że już dzień po zakończeniu jednych świąt planujesz te kolejne które są za rok mamo! Chociaż raz mogłabyś dać sobie spokój, wiesz? I w ogóle dlaczego ty nigdy nie pukasz jak wchodzisz do mnie, co?! - wykrzyknęłam i zatrzasnęłam jej drzwi przed nosem.
Nie chciałam jej tego powiedzieć, nie chciałam zrobić jej przykrości, ale wszystko we mnie wybuchło. Ciągle denerwuje się na myśl o spotkaniu z Werą, od tygodnia planuje co jej powiem, nadal tęsknię za Alexem i dołuje mnie to, że ja święta spędzę z całą rodziną, a rodzice Alexa będą go opłakiwać. Mama nie umie tego zrozumieć i tylko pogarsza całą sprawę. Z tej bezsilności zaczęłam rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Do drzwi dobijała się mama! Teraz pamięta o pukaniu!
- Odejdź sobie! Daj mi spokój! - krzyknęłam i zanurzyłam twarz w poduszki. Pukanie ustało … na jakiś czas!
Obudziłam się za dziesięć dziewiąta. Nie idę do szkoły. Powiem mamie, że źle się czuję czy coś.. A właśnie! Mama! Muszę ją przeprosić za wczoraj.. niepotrzebnie tak na nią krzyczałam. Pewnie jeszcze śpi więc nie będę jej budzić. Zamiast tego zrobię jej przeprosinowe śniadanko do łóżka. Nie zawracałam sobie głowy ubiorem i w samej piżamie pobiegłam do kuchni. Wyjęłam z szafek wszystko czego potrzebowałam do zrobienia naleśników : mąkę, mleko, jajka. Wyjęłam także miód i banany. Rozrobiłam ciasto i wlałam na patelnie. Po kilku minutach miałam już niezły stosik, który obficie polałam miodem i obłożyłam bananami. Do szklanki nalałam soku. Wszystko ułożyłam na tacy i zaniosłam do sypialni rodziców. Sam zapach wystarczył, aby mama się obudziła. Przetarła zaspane oczy i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Dziś są moje urodziny czy to jakaś specjalna okazja? Zapomniałam o czymś? - zapytała i oparła się o poduszki.
- Niee. To specjalne śniadanie dla najlepszej mamy. I też takie trochę przeprosinowe za wczoraj. - odpowiedziałam.
- A co było wczoraj? - zapytała niewinnie.
- Oj mamo. Nie udawaj, że nie pamiętasz.. nie powinnam tak na ciebie krzyczeć. Przepraszam.
- Ja już zapomniałam. Przynieś sobie talerz bo sama tego wszystkiego nie zjem.
- Miałam nadzieję, że to powiesz. - zaczęłam wyciągać z kieszeń szlafroka sztućce i szklankę na sok. - Wiesz, te ogromne kieszenie wreszcie się do czegoś przydają.
Usiadłam obok mamy i razem zjadłyśmy przepyszne naleśniki. Muszę przyznać, że świetnie gotuję xd. Postanowiłyśmy z mamą zrobić sobie dzień leniuchowania. Leżałyśmy przed telewizorem w szlafrokach z nie ogarem na twarzach i włosach jedząc pizzę, którą wcześniej zamówiłyśmy. Było odjazdowo. Później przeniosłyśmy się do salonu, aby poczytać. Ja zaczęłam czytać nową książkę, a mama jakieś czasopismo. O czwartej wrócił tata.
- Co jest na obiad? - wykrzyknął wchodząc do domu.
- Pizza! Weź sobie, jest w kuchni! - odkrzyknęła mama.
W kuchni zastał pobojowisko.. nie chciało nam się zmywać ani nic, a ja nie posprzątałam po gotowaniu.
- Co tam się stało? - zdziwienie ojca ciągle rosło.
- Leniuchowałyśmy. - odparłam podchodząc do taty.
- Iza? Dlaczego nadal jesteś w piżamie? O matko! Basiu! Co si się stało?!
Nie chciało mi się już tam stać, więc wróciłam na kanapę. Książkę odłożyłam na bok – nie mogłam się skupić. Znów zaczęłam martwić się rozmową z Weroniką, muszę przyznać, będzie ciężko...


                                                                        ***
Czytacie? Jak tak to fajnie. Rozdział jest głupi, do niczego nie prowadzi i wgl beznadziejny. Ogólnie cała ta historia jest taka trochę teraz pogmatwana. Wraz z Marchewką postanowiłyśmy, że do pewnego momentu będzie część I, a później zacznie się część II, w której wszystko się zmieni. Rozdziały będą o wiele dłuższe.. bardzo długie będą bo te są krótkie. Doją nowi bohaterzy, obecni zejdą na margines i będą się pojawiać dość rzadko. Zmienimy wszystko, w końcu to będzie dorosłe życie Izy! Więcej wam nie zdradzę. ;PP
życzę miłego czytania, miłego komentowania i miłej nauki w szkole ;)