Emedia i Estera xoxo.
♥Aktualności♥
PRZEPRASZAM WAS NAJMOCNIEJ!!!
ALE NIE KORZYSTAJCIE ZE SPISU TREŚCI BO JEST POMYLONY I ŹLE PONUMEROWANY >.<
~ DANGER
P.S NOWI CZYTELNICY PO PRZECZYTANIU 18 ROZDZIAŁU NIECH WCHODZĄ W ZAKŁADKĘ "ZAGUBIONY ROZDZIAŁ 19"
czwartek, 7 lutego 2013
Zawieszamy!
Zawieszamy bloga z powodów osobistych. Wszelkie pytania kierować pod postem, a jak nie to trudno. Nie wiadomo kiedy wrócimy z nowym rozdziałem. Do zobaczenia.
sobota, 17 listopada 2012
Rozdział 27
Poczułam dziwne uczucie w środku. Powoli otworzyłam oczy i pierwsze co ujrzałam była to biel. Mnóstwo bieli, która mnie oślepiała. Z czasem mój wzrok przyzwyczaił się do tak ostrego światła i mogłam zauważyć, że jestem w jakimś dziwnym pomieszczeniu.
Przyjrzałam się lepiej małemu pokoikowi. Wszędzie było biało. Okno było zasłonięte białą roletą co sprawiło, że światło stało się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Na białym stoliczku nocnym stała biała lampka oraz biała miseczka z owocami. Czy oni nie przesadzają z białym kolorem ?
Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej. Pierwszym co poczułam to przeraźliwy ból w biodrach, a także zauważyłam, że mam nogę w gipsie . Automatycznie rozbolała mnie głowa. Zastanawiałam się co może być powodem mojego pobytu w tym miejscu. Syknęłam z bólu.
Usłyszałam jakiś szmer. Zaraz potem okrzyk radości. Obróciłam głowę w prawą stronę i zauważyłam jakąś kobietę w podstarzałym wieku, która zaczęła mnie ściskać. Zapewne moje jęknięcie ją obudziło.
- Kochanie! Obudziłaś się! – zaczęła, gdy przestała mnie ściskać i całować. - Tak się o Ciebie martwiłam! Weronice nic nie jest nie martw się. Jest tylko trochę poobijana.
- Kim jest Weronika? – zapytałam ze spokojem w głosie.
Kobieta otworzyła szeroko oczy. Była zdziwiona a zarazem przerażona.
- Jak to kochanie? Izusiu nie pamietasz kim jest Weronika? - zapytała po chwili.
- Kim jest Weronika i kto to jest ta Iza? - zapytałam puszczając mimo uszu jej słowa.
Patrzyłam na nią jak na idiotkę . O czym ta kobieta mówi? Jaka Weronika? O co jej chodzi? Czy ja ją w ogóle znam ?
-Jak to kochanie?-zaczęła przejętym głosem.-Iza to Ty córeczko …
Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nic o sobie nie wiem. Nawet nie pamiętam kim jestem. Nie pamiętam swojej rodziny, przyjaciół. NIKOGO …O ile w ogóle kogoś miałam. Przyjrzałam się lepiej małemu pokoikowi. Wszędzie było biało. Okno było zasłonięte białą roletą co sprawiło, że światło stało się jeszcze bardziej nie do zniesienia. Na białym stoliczku nocnym stała biała lampka oraz biała miseczka z owocami. Czy oni nie przesadzają z białym kolorem ?
Spróbowałam podnieść się do pozycji siedzącej. Pierwszym co poczułam to przeraźliwy ból w biodrach, a także zauważyłam, że mam nogę w gipsie . Automatycznie rozbolała mnie głowa. Zastanawiałam się co może być powodem mojego pobytu w tym miejscu. Syknęłam z bólu.
Usłyszałam jakiś szmer. Zaraz potem okrzyk radości. Obróciłam głowę w prawą stronę i zauważyłam jakąś kobietę w podstarzałym wieku, która zaczęła mnie ściskać. Zapewne moje jęknięcie ją obudziło.
- Kochanie! Obudziłaś się! – zaczęła, gdy przestała mnie ściskać i całować. - Tak się o Ciebie martwiłam! Weronice nic nie jest nie martw się. Jest tylko trochę poobijana.
- Kim jest Weronika? – zapytałam ze spokojem w głosie.
Kobieta otworzyła szeroko oczy. Była zdziwiona a zarazem przerażona.
- Jak to kochanie? Izusiu nie pamietasz kim jest Weronika? - zapytała po chwili.
- Kim jest Weronika i kto to jest ta Iza? - zapytałam puszczając mimo uszu jej słowa.
Patrzyłam na nią jak na idiotkę . O czym ta kobieta mówi? Jaka Weronika? O co jej chodzi? Czy ja ją w ogóle znam ?
-Jak to kochanie?-zaczęła przejętym głosem.-Iza to Ty córeczko …
-A Ty kim jesteś? – przerwałam jej zanim zdążyła coś jeszcze powiedzieć.
-Twoją mamą .
-Niemożliwe.- szepnęłam przerażona.
Obok łóżka siedziała ta sama kobieta, która mówiła, że rzekomo jest moją matką . Trzymała mnie za dłoń. Nie znałam jej, a mimo to ogarnęło mnie dziwne uczucie w środku, które sugerowało mi, że ta oto kobieta jest kimś dla mnie bliskim. Wydawało mi się to dziwne, w końcu nic nie pamiętałam. Delikatnie zabrałam dłoń z jej uścisku i spuściłam głowę. Pomiędzy nami zapadła krępująca cisza. Moja rzekoma matka zaczęła cicho szlochać. A ja co miałam zrobić? Tak po prostu ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze? Przecież to absurd.
W pewnym momencie drzwi od sali się otworzyły i do pomieszczenia wszedł człowiek w białym ubraniu. Zapewne był to lekarz, a więc ja jestem w…-Dzień Dobry pani Izo. –powiedział pogodnie lekko się uśmiechając.-Jak miło mi panią widzieć całą i zdrową.„Dobrze się czujesz człowieku?"-Dzień Dobry…-odpowiedziałam niepewnie.
-Panie doktorze…-zaczęła moja „mama”.-Czy mogę na słówko?
-Tak, oczywiście. No i wyszli. Zostałam sama. Nie wiem co ta kobieta nagada lekarzowi. Zapewne powie, że straciłam pamięć. A lekarz co? Zamknie mnie gdzieś. Ja nie chcę…
***
Po dwóch godzinach męczarni w tej białej, aż do bólu Sali szpitalnej wreszcie pan doktor raczył wejść i mi powiedzieć o co chodzi. Zadziwiającym faktem jest to, że straciłam pamięć. Jednak nie wiadomo od czego. Dowiedziałam się także, że byłam w śpiączce ponad tydzień. Super, po prostu super. Na dodatek zaczęło mnie wkurzać urządzenie, które cały czas pikało.
Później przyszła „mama” i zaczęła mi się przedstawiać. Jakby to miało mi coś dać… Nie dawała mi spokoju. Zachowywała się jak istna wariatka, bo kto normalny przynosi album ze zdjęciami do osoby, która straciła pamięć? Zaczęła mi omawiać i opisywać poszczególne osoby z rodziny. Opowiadała mi o moim dzieciństwie, o przyjaciołach i o mnie samej. Szczerze? Nie byłam grzecznym dzieckiem.
Przez pół dnia siedziała i opowiadała. Niestety, ale to nic nie dawało. Chociaż mi to nic nie przypominało to i tak chciałam słuchać więcej. Jak widać kobiecie to się nie znudziło. Przy opowiadaniu płakała, śmiała się, a także była smutna. Jej humor udzielał się i mi. Z nową opowieścią coraz bardziej się do niej przywiązywałam. Nieraz zamiast zwracać się do niej „proszę pani” to po prostu mówiłam „mamo”. Widziałam jaka wtedy była szczęśliwa.
Później przyszła „mama” i zaczęła mi się przedstawiać. Jakby to miało mi coś dać… Nie dawała mi spokoju. Zachowywała się jak istna wariatka, bo kto normalny przynosi album ze zdjęciami do osoby, która straciła pamięć? Zaczęła mi omawiać i opisywać poszczególne osoby z rodziny. Opowiadała mi o moim dzieciństwie, o przyjaciołach i o mnie samej. Szczerze? Nie byłam grzecznym dzieckiem.
Przez pół dnia siedziała i opowiadała. Niestety, ale to nic nie dawało. Chociaż mi to nic nie przypominało to i tak chciałam słuchać więcej. Jak widać kobiecie to się nie znudziło. Przy opowiadaniu płakała, śmiała się, a także była smutna. Jej humor udzielał się i mi. Z nową opowieścią coraz bardziej się do niej przywiązywałam. Nieraz zamiast zwracać się do niej „proszę pani” to po prostu mówiłam „mamo”. Widziałam jaka wtedy była szczęśliwa.
A teraz co robię? Teraz jadę samochodem oparta o szybę po, której spływają krople deszczu. Mama zabrała mnie ze szpitala. Nie wiem jakim cudem jej się to udało. Dobrze, że udało mi się opuścić te irytujące miejsce. A może moi rodzice mają jakieś znajomości? Później się dowiem, bo teraz jestem zajęta kibicowaniu kropelce po prawej stronie. Ciekawe, która wygra.
-Nudzi ci się, co?-zapytała mama wyrywając mnie z transu.
-Trochę.-odpowiedziałam przyciszonym głosem.
„Akurat w takim momencie kiedy moja ulubienica wygrała.”
Już więcej żadna z nas się nie odezwała. Przeszukałam w rzekomej ,,mojej" torbie i wyszperałam jakiś notesik oraz długopis. To jednak nie był notesik. To był pamiętnik. Przekartkowałam kartki, aż wreszcie trafiłam na pustą stronę. Napisałam datę oraz taki krótki tekst:
„Wypadek. Szpital. Zapomnienie. Co jeszcze? Jak moje życie wyglądało? Co robiłam? Mam nadzieję, że się dowiem…”
Zamknęłam szybko z przerażeniem pamiętnik, bo poczułam uczucie Deja Vu.
***
1) Estera.
-Nudzi ci się, co?-zapytała mama wyrywając mnie z transu.
-Trochę.-odpowiedziałam przyciszonym głosem.
„Akurat w takim momencie kiedy moja ulubienica wygrała.”
Już więcej żadna z nas się nie odezwała. Przeszukałam w rzekomej ,,mojej" torbie i wyszperałam jakiś notesik oraz długopis. To jednak nie był notesik. To był pamiętnik. Przekartkowałam kartki, aż wreszcie trafiłam na pustą stronę. Napisałam datę oraz taki krótki tekst:
„Wypadek. Szpital. Zapomnienie. Co jeszcze? Jak moje życie wyglądało? Co robiłam? Mam nadzieję, że się dowiem…”
Zamknęłam szybko z przerażeniem pamiętnik, bo poczułam uczucie Deja Vu.
***
Siems pączusie :3
Na początek wiem, że krótki ale co ja na to mogę poradzić? -,-
Więcej info tutaj: <KLIK>
Napisałam rozdział 27 sama. Nigdy tego nie robiłam. Jestem, aż przerażona jaka będzie wasza opinia o.O Estera nie wie co pisałam więc Ciii ... xD Postawimy ją przed faktem dokonanym. :DWiem, że mogłam coś popsuć, spierniczyć, a nawet pokręcić. Nie wiem jak zachowuje się osoba po straceniu pamięci, ani nie wiem ile czego co jest. Za to jak najmocniej przepraszam. Mam chociaż w 5% nadziei, że mi się udało.Rozdział osobiście mi się podoba :3 #mojaskromność xDRozdział 28 mam ochotę także napisać sama, bo aż za bardzo wczułam się w tą rolę...ale wątpię, że mi się to uda, bo:
Na początek wiem, że krótki ale co ja na to mogę poradzić? -,-
Więcej info tutaj: <KLIK>
Napisałam rozdział 27 sama. Nigdy tego nie robiłam. Jestem, aż przerażona jaka będzie wasza opinia o.O Estera nie wie co pisałam więc Ciii ... xD Postawimy ją przed faktem dokonanym. :DWiem, że mogłam coś popsuć, spierniczyć, a nawet pokręcić. Nie wiem jak zachowuje się osoba po straceniu pamięci, ani nie wiem ile czego co jest. Za to jak najmocniej przepraszam. Mam chociaż w 5% nadziei, że mi się udało.Rozdział osobiście mi się podoba :3 #mojaskromność xDRozdział 28 mam ochotę także napisać sama, bo aż za bardzo wczułam się w tą rolę...ale wątpię, że mi się to uda, bo:
2) Link, który podałam. Tam wszystko jest.
Dobra. Nie zanudzam. Wyczekujcie rozdziału 28! I mnie wpierajcie, bo mam trudny okres w życiu ;c
Na dodatek coś mam z prawą dłonią. Nie mogę jej zginać ani nic... a przecież nic nie robiłam takiego złego! Boże za jakie grzechy ?! -,-+Coś się stało z czcionką... rozczytacie xD
Do następnego.
Dobra. Nie zanudzam. Wyczekujcie rozdziału 28! I mnie wpierajcie, bo mam trudny okres w życiu ;c
Na dodatek coś mam z prawą dłonią. Nie mogę jej zginać ani nic... a przecież nic nie robiłam takiego złego! Boże za jakie grzechy ?! -,-+Coś się stało z czcionką... rozczytacie xD
Do następnego.
Pozdrawiam pączusie. ;3
Bay. Emedia. xoxo. ;)
Bay. Emedia. xoxo. ;)
niedziela, 11 listopada 2012
Rozdział 26
Siedziałam
przed szafą lamentując. Weronika siedziała na moim łóżku i
śmiała się do rozpuku.
-
Przestań! Nie pomagasz mi! Jesteś okropna! - pokazałam jej język
i rzuciłam w nią jedną z bluzek, które walały się po podłodze.
-
No a co mam robić? Może płakać razem z tobą? No chyba nie. -
zaśmiała się jeszcze raz. - A może to? - zapytała podnosząc z
podłogi kremową sukienkę.
-
No chyba sobie śnisz! Po pierwsze: na pewno jest za mała. Po
drugie: nie pasuje do klubu. A po trzecie i najważniejsze: no chyba
sobie śnisz!! - wyrwałam ciuch z jej ręki i rzuciłam za siebie.
-
A może to ? - nie traciła nadziei i wyciągnęła kolejną
sukienkę.
-
Sama to sobie noś! W ogóle skąd ja mam takie rzeczy w mojej
szafie.. To jest koszmarne. !! - zaczęłam chlipać. - Weronika, a
może ja po prostu założę na siebie jakiś stary worek? Nikt nie
zauważy różnicy.
-
Nie przesadzaj. Widzę tu mnóstwo ślicznych ubrań i jeszcze
śliczniejszą dziewczynę.
Odezwała
się.. Dla niej to jest nic bo siedzi sobie wygodnie na moim łóżku
jest ślicznie ubrana, a ja jestem w rosole, a na dodatek nie mam się
w co ubrać, a za 20 minut zaczyna się ta impreza. Trudno! I tak
byśmy się spóźniły. Weronika była ubrana w to KLIK,
a ja siedziałam w starym dresie i przeczesywałam szafę. Zwykle
pęka w szwach i nie ma w niej miejsca, ale teraz zrobiła się
strasznie pusta.
Po
kolejnych dziesięciu minutach szukania znalazłam to KLIK
(nie patrzcie na buty, są okropne, Iza założyła inne ;P). Aśka
wraz z Werą pomogły mi dopasować dodatki i w końcu byłam gotowa.
Przez
te cały czas Natalia siedziała z moją mamą w kuchni i rozmawiały.
Gdy tylko wspomniałam Weronice o tym kto nas odwozi od razu
spochmurniała. Szczerze nienawidziła tej kobiety, nie wiem czemu.
Według mnie to bardzo miła i sympatyczna osoba. Być może dlatego,
że to przez nią rozpadło się małżeństwo jej rodziców. Ja sama
nie wiem jak bym zareagowała na nowego partnera lub partnerkę moich
rodziców. Cieszę się, że nie jestem na jej miejscu. Moja rodzina
jest szczęśliwa i kochająca.
- No to co dziewczynki jesteście gotowe? - zapytała Natalia i
uśmiechnęła się promiennie.
- Taa. - odparła chłodno Weronika i przewróciła oczami.
- Jesteśmy zwarte i gotowe. Możemy już jechać? - szturchnęłam
Weronikę i posłałam jej zabójcze spojrzenie. Prychnęła i
odwróciła się.
- Tylko uważajcie na siebie. I bawcie się dobrze. - powiedziała
mama gdy wychodziłyśmy wraz z Natalią na dwór.
Przez całą drogę Weronika milczała. Ja próbowałam zagaić
rozmowę i rozluźnić trochę atmosferę, która cały czas była
napięta. W końcu dałam sobie spokój gdyż i tak nic nie wskóram.
Zamiast tego zaczęłam wpatrywać się w ulicę za oknem samochodu.
Po jakimś czasie i to zaczęło mnie nudzić, ale na szczęście
dojechałyśmy już na miejsce i Natalia zatrzymała samochód.
Weronika od razu z niego wyskoczyła jakby parzyło ja siedzenie. Ja
wyszłam wolniej i o wiele spokojniej. Przeszłyśmy na drugą stronę
samochodu. Natalia uchyliła okno i powiedziała
- Zadzwońcie po mnie jak będziecie chciały wrócić do domu,
dobrze?
- Damy sobie radę. - odparła cierpko Weronika.
- Nie wątpię, ale...
- Ale JEDŹ już sobie stąd! - burknęła Weronika.
- Nie wiem czemu mnie tak nie lubisz, ale postaraj się dla swojego
ojca mnie zaakceptować. - Natalia udała, że nie słyszała słów
Weroniki.
- Dobre sobie. - zaśmiała się i dodała. - Dla mojego ojca zrobię
wszystko bo go kocham, ale ciebie nie i to ci powinno wystarczyć, a
teraz wybacz, ale chcę ten czas spędzić z moją przyjaciółką
Izą. Papa. - prychnęła i odwróciła się.
Ja stałam i przypatrywałam się tej scenie z boku. Z oszołomienie
wyrwało mnie szarpnięcie za rękaw. To Weronika ciągnęła mnie za
sobą w stronę wejścia do klubu. Byłam zszokowana jej zachowaniem.
Nigdy nie była taka niemiła, przynajmniej wobec mnie. Mogłaby
sobie odpuścić tą wojnę z Natalią – w końcu to będzie jej
macocha. Nie brzmi to jakoś szczególnie entuzjastycznie, ale zawsze
jakoś brzmi.
- Możesz mi powiedzieć o co ci chodzi? - zapytałam gdy byłyśmy
już w środku.
- Ale co? - odpowiedziała pytaniem.
- Noo o to jak się zachowujesz w stosunku do Natalii? - nie dawałam
spokoju.
- Oj nie truj! Nie lubię jej po prostu. Myśli, że może mną
rządzić. Hahahhah. Chciałaby. Takie rzeczy tylko w snach moja
droga.
- Ale mogłabyś być dla niej milsza. - powiedziałam.
- A ty mogłabyś skończyć ten temat?! - zatrzymała się
gwałtownie. - Daj mi spokój i nie mów mi jak mam się zachowywać
wobec innych. Chodzi ci o to, żeby ich nie zranić?! Jeśli tak to
nie jesteś odpowiednią osobą do tego typu kazań! - wyrzuciła z
siebie.
- Oczywiście musisz to teraz wytrząsać, tak? To nie jest
najlepszy czas na takie wyrzuty! - krzyknęłam roztrzęsiona.
- Skończmy lepiej ten temat jeśli chcemy się dobrze bawić. -
powiedziała.
- Masz rację. - przyznałam i skierowałam swoje kroki w stronę
baru.
Zamówiłyśmy po jednym drinku, a później poszłyśmy na parkiet.
Tańczyłyśmy przez kolejne cztery piosenki, a gdy byłyśmy już
zmęczone znów podeszłyśmy do baru zamawiając kolejnego drinka.
Po jakimś czasie dosiadł się do nas jakiś chłopak.
- Heej dziewczyny. - przywitał się.
- Cześć. - odpowiedziała od razu Weronika.
Szturchnęłam ją w ramię. Co ona wyprawia. Przecież nawet go nie
znamy.
- Mogę wam coś zamówić? - zapytał i ślicznie się uśmiechnął.
- Tak! - zaszczebiotała Weronika.
- Nie! - zaprzeczyłam.
- Czemu ? - zapytał chłopak.
- Bo cię nawet nie znamy? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Jestem Kacper. Miło mi was poznać. - uśmiechnął się po raz
kolejny.
- Ja jestem Weronika, a to moja przyjaciółka Iza. - wtrąciła się
moja przyjaciółka.
Chyba ją coś pogrzało. Ona jest nieźle walnięta. Po pierwsze ot
tak gada sobie z obcym chłopakiem, zgadza się, żeby ona zamówił
jej drinka, a do tego wszystkiego wciąga mnie?! O nie! Ja w to nie
wchodzę, chociaż.... Kacper wydaje się być całkiem miły. Jestem
nienormalna.
- No dobra. Wygraliście. - w końcu uległam ich namową i
zaczęliśmy się wspólnie bawić.
Około godziny 2 postanowiliśmy zmienić lokal. Od razu z Weroniką
wyszłyśmy z klubu, a Kacper coś jeszcze tam robił. Nie przeczę
byłyśmy trochę wcięte.... trochę bardziej niż trochę, ale na
nogach jeszcze się trzymałyśmy. Objęłam Weronikę w pasie i
ruszyłyśmy chodnikiem.
- Gdzie jest Kacper? - zapytała Weronika.
- Nie wiem, ale czy to ważne? - zaczęłam chichotać nie wiadomo z
czego.
- No w sumie racja. Co robimy? - Weronika zaczęła się chwiać i
złapała mnie mocniej. - Chodź przejdziemy na drugą stronę. -
zaproponowała.
Bez zastanowienia zeszłyśmy z chodnika i zaczęłyśmy przechodzić
przez jezdnię. Stałyśmy na środku gdy nagle się zatrzymałam.
- Powiedz mi.. dlaczego nie lubisz Natalii?
- A ty znowu o tym?! Daj se siana! Nie męcz mnie tym. - prawie
krzyknęła i ruszyła dalej.
Usłyszałam jakiś dźwięk i odwróciłam się. Przede mną jechał
samochód. Jechał bardzo szybko! Stałam sparaliżowana strachem i
nie mogłam się ruszyć. Ujrzałam Weronikę która biegła w moją
stronę krzycząc:
- UWAŻAJ! - jej krzyk jeszcze długo rozbrzmiewał w mojej głowie.
Jedyne co widziałam były olbrzymie światła, a w uszach dźwięczał
mi pisk opon. Później nastała już tylko ciemność.
środa, 31 października 2012
Rozdział 25
23
grudnia, dzień przed Wigilią
Ubrałam
się w moje najlepsze wyjściowe ciuchy KLIK.
Potrzebne rzeczy zapakowałam do torebki i zeszłam na dół po
schodach.
-
Jak ty ślicznie wyglądasz. - zachwycała się mama – Tylko nie
zapomnij zadzwonić od razu jak dojedziesz na miejsce.
-
Dziękuję mamo, mówiłam ci przecież, że to Dawid po mnie
przyjeżdża i razem jedziemy do domu Weroniki. Nie musisz się
martwić. - zapewniłam mamę po czym poprawiłam makijaż.
-
Mamo, u mnie w pokoju są prezenty dla Kuby i Emilki, więc zrób
tak, żeby tam nie wchodzili, okej? - poinformowałam mamę i
cmoknęłam do lustra, aby dokładnie rozprowadzić szminkę na
ustach.
-
Dobrze, dobrze. Idź już, bo Dawid właśnie przyjechał.
Spojrzałam
w okno i rzeczywiście zobaczyłam samochód Dawida. Szczęściarz z
niego. Niedawno skończył 18 lat i zdał prawko za pierwszym razem.
Ja niestety muszę jeszcze poczekać.
-
Hej Dawid. - przywitałam się wsiadając do auta. - Brrrrr, jak tu
zimno, weź włącz ogrzewanie.
-
Hej, hej. Zapnij pasy. - zażądał i wbił wzrok w jezdnię.
-
Jaki odpowiedzialny kierowca. - zakpiłam, ale grzecznie się
zapięłam.
Otworzyłam
torebkę i wyciągnęłam z niej małe lusterko, przecież musiałam
poprawić włosy.
-
Mogłabyś wziąć to pudełko z tylnego siedzenia? Kupiłem
Weronice, ale nie wiem czy jej się spodoba. Zobaczysz ? - rzekł nie
spuszczając wzroku z jezdni.
Od
razu się odwróciłam wykonując przy tym dziwne wygibasy i
karkołomne pozycje, ale w końcu udało mi się dosięgnąć
pudełka. Otworzyłam je i moim oczom ukazał się piękny naszyjnik.
Cudo wysadzane diamentami Swarovskiego.
-
Śliczne. Boskie! Spodoba jej się na bank! - wyraziłam swoje
zdanie. - Dla mnie też masz coś takiego? - nie mogłam powstrzymać
ciekawości.
-
Nie powiem. - zrobiła tajemniczą minę co tylko podsyciło moją
ciekawość.
-
Spójrz, jesteśmy na miejscu. - powiedział nagle.
Zaparkował
samochód na bardzo obszernym parkingu, a kiedy wysiadł przeszedł
na drugą stronę samochodu i otworzył mi drzwi. Cóż za
dżentelmen. Weronika musiał nas widzieć, ponieważ wyszła nas
przywitać. Kiedy wymieniliśmy uściski udaliśmy się za nią do
domu jej ojca. Dopiero wtedy mogłam przyjrzeć się w co była
ubrana KLIK.
Wyglądała zabójczo.
-
Ale ślicznie wyglądasz! Cudowna ta sukienka! - wykrzyknęłam od
razu.
-
Ty też niczego sobie. - pochwaliła mnie. Dawid stał i patrzy to na
mnie to na Weronikę.
-
Obie wyglądacie ślicznie, naprawdę! Słowo harcerza! - przysiągł
Dawid.
-
Ty nigdy nie byłeś harcerzem. - zaśmiała się Weronika.
Po
tej krótkiej wymianie zdań przeszliśmy do salonu. Ściany były w
kolorze czekoladowego brązu, a podłoga była wyłożona panelami w
tym samy odcieniu. W rogu pomieszczenia stała narożna kremowa
kanapa, która idealnie pasowała do wnętrza. Na samym środku stał
wielki stół, który prawie uginała się pod ciężarem smakołyków.
Jednak tym co przykuwało wzrok była ogromna choinka przystrojona do
granic możliwości. Wokół roztaczał się zapach świerkowych
igieł i potraw. Było po prostu fantastycznie. Z wrażenia odebrało
mi mowę i tylko stałam wpatrując się po kolei, w każdy szczegół KLIK (trochę inaczej, ale to jest śliczne *.* musiałam dodać).
-
Witajcie w moich skromnych progach. Mam nadzieję, że się wam tu
podoba .
-
Twój dom jest śliczny. - powiedziałam bez chwili zastanowienia.
-
To jest dom mojego ojca, ale dziękuję. - sprostowała.
-
Ach tak... Przepraszam. A gdzie jest twój tato? - zapytałam
zażenowana.
-
Jest na przed Wigilijnej kolacji u rodziny swojej narzeczonej.
Powiedział, że Wigilię spędzimy we trójkę, więc wcześniej
pojechali do jej rodziców. Cały dom jest tylko dla nas.
We
trójkę usiedliśmy na kanapie. Długo rozmawialiśmy. Dowiedziałam
się m.in., że Dawid ma zamiar iść na studia sportowe czy coś
tam. Cieszę się, że każdy z nas ma własne plany na przyszłość,
ale smuci mnie fakt, że rzadko będziemy się widywać. Weronika
wyjeżdża do Anglii, Dawid do Niemiec, a ja być może do Paryża.
Nasze drogi się rozejdą, ale mam nadzieję, że nie zapomnimy o
sobie nawzajem. Rozmawiałam chwilę na osobności z Weroniką i
powiedziała mi, że mimo tego co czuje do Dawida nie wrócą do
siebie. Pierwszym powodem ku temu są studia, a drugim są kilometry,
które będą ich dzielić. Przyznałam jej rację, ale ciągle nie
tracę nadziei, że kiedyś im się uda. Spędziliśmy razem bardzo
miły wieczór i żal było mi ich opuszczać, ale byłam wykończona
i chciałam wrócić do domu, więc zadzwoniłam po Tomka, pożegnałam
się z przyjaciółmi i wróciłam do domu. W drodze usnęłam i brat
musiał mnie wnosić do pokoju.
Obudziły
mnie hałasy dobiegające z dołu. Wszyscy krzątali się po całym
domu. Spojrzałam na zegarek. Była 10 rano i już mama zaczęła
misję- Święta. Przewróciłam się na drugi bok, ale nie dane było
mi zasnąć, ponieważ do pokoju wbiegł Kubuś, a zaraz za nim mała
Emilka. Zaczęli skakać po moim łóżku i wykrzykiwać moje imię.
Zakryłam głowę poduszką, ale nawet to nic nie dało. Odpędziłam
maluchy i zwlokłam się z łóżka. Poszłam do łazienki i jako
tako się ogarnęłam. Następnie udałam się do kuchni na
śniadanie. Tam już piętrzyły się najróżniejsze dania na
wieczór. Była kutia, na talerzach leżały uszka do barszczu, a
lodówce znajdował się karp. Skubnęłam wszystkiego po trochu i
wyjadałam połowę uszek. Jeśli mama się dowie to mnie zabije,
więc uciekłam z kuchni i w razie czego zwalę wszystko na Tomka.
-
Iza! Mogłabyś mi pomóc? Chodź tutaj. Trzeba nakryć do stołu. -
usłyszałam wołanie Leny.
-
Już idę! - odkrzyknęłam i ruszyłam w kierunku salonu. Moja
najstarsza siostra męczyła się z obrusem, a Kamila z Tomkiem i
maluchami ubierali choinkę.
-
Choinka na pewno będzie wyglądała ślicznie. - pochwaliłam ich
pracę.
-
Izia teź wygląda ślićnie. - odezwała się mała Emilka.
-
Oooo dziękuję kochanie. - złapałam ją w ramiona i zakręciłam
się z nią wokół własnej osi, całując ją w policzek.
Nagle
poczułam wibrację w kieszeni co oznaczało, że dostałam SMS-a.
Postawiłam małą na podłodze i wyjęłam telefon. Dostałam
życzenia świąteczne od Weroniki, koleżanek ze szkoły i..... od
Kuby? To miło z jego strony, że o mnie pamięta. Szybko mu
odpisałam i zaczęłam odpisywać na kolejne życzenia. Następnie
pochłonął mnie wir pracy, ponieważ pomagałam mamie.
***
Jak
nic, przytyłam z 5kilo, aby tradycji stało się za dość
spróbowałam wszystkich dwunastu potraw i kilka z nich próbowałam
po kilka razy. Jak ja to wszystko zrzucę.
- Spójrz na mnie! Jak pozwoliłaś abym doprowadziła się do
takiego stanu! - złapałam się za fałdkę na brzuchu i spojrzałam
z wyrzutem na Aśkę. O niej lepiej nie mówić. Była w ósmym
miesiącu i wyglądała jakby połknęła dorodnego arbuza.
- Chudzinko lepiej zrób dla mnie miejsce i się posuń. Wyglądam
jak słonica a ty jak kartka papieru. Wcale nie przytyłaś za to ja
się chyba załamię. Wszystkie spodnie są dla mnie za małe – i
to te dla ciężarnych! Rozumiesz to?! Muszę chodzić w dresach XXL
a i tak są przyciasne. Ile to dziecko może warzyć??
- Nie przesadzaj, co? Ja urodziłam dwójkę i się trzymam, a do
tego mam idealną figurę. - powiedziała Lena wchodząc do kuchni.
- Jakaś ty skromna. - zakpiłam i zwróciłam się do Asi. - A w
ogóle to będzie chłopiec czy dziewczynka?
- Nie wiemy. Postanowiliśmy z Pawłem,
że to będzie niespodzianka, ale chciałabym dziewczynkę. Paweł
woli syna, ale zobaczymy jak to będzie.
- Masz już jakieś pomysły na imiona? - zapytałam zaciekawiona.
- Dla dziewczynki Gabrysia, a dla chłopca Mikołaj. -
odpowiedziała.
- Ładnie. Podobają mi się ;) . - powiedziałam i uśmiechnęłam
się.
W tej chwili zadzwonił mój telefon. Wstałam z kanapy z kanapy i
ruszyłam z mojego pokoju.
- Tak słucham? - potwierdziłam swoja obecność.
- No hej Miśka! - usłyszałam znajomy głos Weroniki.
- No co tam ? - zapytałam i usiadłam wygodnie na łóżku.
-
Jest dziś imprezka. Taka sylwestrowa. Znajoma dała mi znać. W
klubie WildEndClub
dziś o 19. Wbijać po ciebie? - zdała mi relację.
-
Ahaha. To ten nowy? No spoko. Przyjedź wcześniej, pomożesz mi się
ubrać. - zgodziłam się. - Dawid też będzie? - dodałam.
-
Niee. Powiedział, że nie ma czasu czy coś... Przyjadę z Natalią
-,- Ubzdurała sobie, że będzie się ze mną przyjaźnić. Też mi
coś. - prychnęłam do słuchawki.
Oczywiście
mówiła o narzeczonej swojego ojca, nie lubiła jej. Ja nie miałam
okazji jej poznać, ale od Weroniki nasłuchałam się o niej samych
najgorszych rzeczy.
-
Może nie będzie, aż tak źle. - pocieszyłam ją.
-
Ty mi lepiej nie mów co będzie dobrze, a co nie. Dobra bo popsuję
sobie humor. Do zobaczenia wieczorem! Ściskam i całuję! Paaa! -
pożegnała się.
Rozłączyła
się zanim zdążyłam odpowiedzieć.
***
Długi nudny i wgl .. -,- nie jestem z niego zadowolona... NUDNY ! ! strasznie, ale już w kolejnym podkręcę trochę akcję.. A tak w sumie to nie wiem co tu jeszcze pisać .. cała ta historia.. no cóż, według mnie nie jest wcale fajna.. nie wiem jak wy uważacie, ale mi osobiście się nie podoba. Nie mam pomysłów, wena mi ucieka coraz częściej, a poza tym mam dużo nauki, dużo wszystkiego i zero chęci na nic... Dobra skończyłam. Piszcie co sądzicie. Co wam się podoba a co nie. Przyjmę każdą krytykę.
Jabłko w Kropki. ;P
środa, 24 października 2012
Rozdział 24
17 grudzień 2012
Wstałam
o 9 rano. Dziś jest ten dzień! Dziś mam spotkać się z Weroniką.
Nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam do łazienki. Tam
doprowadziłam się do porządku, a później się ubrałam KLIK.
Gdy byłam już gotowa zeszłam na dół na śniadanie. Nikogo nie
było w domu.. wszyscy w pracy... Zrobiłam jajecznicę, którą
zjadłam ;D Była pyszna .. mniam palce lizać ;P
Mój
dobry humor nie trwał wiecznie, ponieważ przypomniało mi się, że
za 20 minut jestem umówiona z Weroniką.. Ogarnęłam się z grubsza
i zmieniłam ciuchy na cieplejsze KLIK. Wyszłam
z domu i od razu zrobiło mi się zimno. Śniegu było dużo, ale nie
po kolana jak kilka lat temu.. Przedostałam się do bramy i wyszłam
na ulicę. W końcu dotarłam do mojej ulubionej kawiarenki „ Coffe
Mix” Od razu poczułam ciepłe powietrze, które mnie rozgrzało.
Weronika już była i siedziała przy stoliku przy oknie. Wyglądała
ślicznie. Jej długie złote włosy spływały po ramionach, również
jej ubiór był idealnie dopasowany KLIK.
Dosiadłam się do stolika.
-
Cześć. - wydukałam i zamilkłam, nie wiedziałam co mam powiedzieć
i od czego zacząć.
-
Hej – odparła obojętnie.
-
Wiesz...bardzo długo wyobrażałam sobie tę rozmowę, a teraz nie
wiem co mam ci powiedzieć.
-
Szczerzę to ja też nie wiem po co mnie tu ściągnęłaś.. -
odparła oschle Weronika.
Nie
chciałam się z nią kłócić, nie teraz kiedy próbowałam
odzyskać jej przyjaźń..
-
Wera... zrozum... to był dla mnie ciężki okres...
-
I dla tego nas zostawiłaś? Nie mówiąc nam o tym wcześniej ??
-
Myślałam, że tak będzie lepiej.. - spuściłam głowę..
-
To nie jest wytłumaczenie Iza! Nie powinnaś była tego robić!
Wiesz jak się wtedy poczułam! Taka niepotrzebna....porzucona..!
-
Potrzebowałam wtedy czasu! Nie potrafisz tego zrozumieć?! -
wykrzyknęłam, co spowodowało, że wszystkie twarze w kawiarence
skierowały się w stronę naszego stolika. Nawet nie zwróciłam na
to uwagi. Byłam zbyt zdenerwowana.
-
Czas nie leczy ran... czas pomaga przerodzić smutek w tęsknotę. -
powiedziała nad wyraz spokojnie.
-
Co?! Weronika .. ty nic nie rozumiesz... to nie jest takie proste...
- wychlipałam.
Nikt
nie powiedział ci, że życie nigdy nie jest proste? - zapytała ze
współczuciem w głosie. - Ale daje mnóstwo możliwości i wyborów,
wiesz? - dodała potem.
-
Nie, niestety nie wiem.. - rozpłakałam się na dobre. Wtem
przyszedł Harry Styles i poprosił mnie o rękę, od razu się
zgodziłam a potem wzięliśmy ślub. - niestety był to tylko mój
sen na jawie.
-
Muszę iść do psychiatry. Znasz może adres? - zapytałam Weronikę,
po czym otarłam resztę łez z twarzy.
-
Po co ci psychiatra? Pogibało cię?! - zapytała zdezorientowana.
-
Przed chwilą był tu Harry Styles z One Direction i poprosił mnie o
rękę. Widziałaś go?
-
Niee, a miałam go zobaczyć?
-
Nie.. to tylko moje sny na jawie.. ostatnio dość często je miewam.
Lepiej nie będę ci opowiadała wszystkich. - zaśmiałam się.
-
Okeeej. I chyba sama nie chcę o nich wiedzieć. - również się
zaśmiała.
Przez chwilę poczułam się jak za starych dobrych czasów. Śmiałam
się z moją przyjaciółką, a na wszystko inne miałam olewkę. Tak
mogłoby być zawsze.
- Weroniko... czy wybaczasz mi to co było w przeszłości? Przed
nami wspaniała przyszłość, plany, możliwości, mnóstwo wyborów.
Zapomnijmy o tym co było i zacznijmy myśleć o tym co przed nami. -
moja mowa mnie powaliła. Nie przypuszczałam, że coś takiego
wyjdzie z moich ust.
- Dobrze. Ale pamiętaj, zawsze będę mieć do ciebie żal o to co
mi zrobiłaś. Zraniłaś mnie zbyt mocno, abym mogła ot tak o tym
zapomnieć.
- Wiem i mam tego świadomość. Przepraszam cię, przepraszam,
przepraszam! Już nigdy więcej cię tak nie zranię, obiecuję! -
byłam prze szczęśliwa – jeśli tak można to ująć. Odzyskanie
przyjaciół to tak jakby odzyskanie sensu życia.
- Chodź tu ty moja ty niedobroto! Misiaczka! - wyszczerzyła do
mnie zęby.
Objęłyśmy się i zastygłyśmy w długim uścisku. Weronika była
dla mnie jak prawdziwa siostra. Zawsze już będziemy przyjaciółkami
i nic tego nie zmieni. Ten zgrzyt między nami tylko umocnił naszą
więź i teraz jestem pewna na 100%, że już nikt, ani nic nas nie
rozdzieli.
Gdy już wszystko między nami było wyjaśnione ruszyłyśmy na
miasto. Musiałam wyciągnąć od niej wszystko co ominęło mnie do
tej pory. Naszą rozmowę cały czas próbowałam przekierować na
Dawida. Dowiedziałam się, że Weronika nadal go kocha i strasznie
go jej brakuje. Podzieliłam się z nią informacjami, które
usłyszałam od Dawida, ale tym razem nie będę bawiła się w
swatkę. Niech sami sobie radzą.
Około 19 wróciłam do domu. Byłam w niebo wzięta, a stopami
stąpałam po chmurach, jeśli tak to można ująć. Rozmawiałam z
Weroniką o jej planach na przyszłość, w końcu teraz czekają nas
studia, a to jest mój ostatni rok w liceum. Weronika zamierza
wyjechać do Anglii na studia medyczne. Ja jeszcze nie postanowiła,
ale wszyscy namawiają mnie, aby iść do szkoły rysunku, a później
zacząć projektować ubrania. Nie będę się chwalić, ale muszę
przyznać, że mam talent. Umiem rysować, a do tego tak trochę
interesuję się modą. Fajnie byłoby zaprojektować coś własnego
co nosiłoby miliony ludzi.
Dwa dni po spotkaniu z Weroniką przyjechało moje rodzeństwo wraz
ze swoimi rodzinami. Moje ukochane starsze siostry, oraz starszy
brat. Cała trójka jest ode mnie dużo starsza. Lena jest
najstarsza, ma 28 lat przyjechała ze swoim mężem Markiem i dwójką
dzieci: 5 letnim Kubusiem i 2- letnią Emilką. Joasia ma 26 lat,
razem z mężem Pawłem spodziewają się pierwszego dziecka. Tomek
przyjechał ze swoją narzeczoną Kamilą.
- Ależ ty wyrosłaś dziewczyno! Spójrz, już mnie przerosłaś! -
wykrzyknęła Asia podbiegając do mnie.
- Powinnaś uważać na siebie. Przecież jesteś w ciąży. -
odparłam odwzajemniając uścisk.
- Aj tam! Nic mi nie będzie. - machnęła na to ręką. - Maaamooo!
Masz może ogórki? I lody śmietankowe? - krzyknęła w stronę mamy
i wtoczyła się do kuchni.
- Paweł jak ty z nią wytrzymujesz? - zagadnęła Lena, która
przysłuchiwała się całej rozmowie.
- Ty też byłaś taka marudna. Pamiętam jak kiedyś przyjechałaś
i ojciec musiał po nocy do supermarketu jeździć bo ci się
zachciało łososia, a potem i tak nie zjadłaś po stwierdziłaś,
że wolisz samą cytrynę. - wtrąciła mama, która wyszła z kuchni
niosąc na rękach małą Emilkę.
- Was też niedługo to czeka. - powiedziała Lena patrząc na Tomka
i Kamilę. Wszyscy zebrani zaczęli się śmiać, a kiedy do salonu
wszedł tata z Markiem i Kubą ja wymknęłam się do swojego pokoju.
Ze skrytki wyjęłam pamiętnik i usiadłam w rogu łóżka. Nie
zamierzałam nic pisać, w pamiętniku miałam ukryte zdjęcie Alexa.
Wzięłam je do ręki i zaczęłam patrzeć na ten pogodny uśmiech,
wesołe oczy... na fotografii pojawiły się kropelki łez. Najpierw
pojedyncze, a później coraz gęstsze. Zaczęłam ryczeć jak małe
dziecko, nie mogłam się opanować. Nagle usłyszałam pukanie do
drzwi, wierzchem dłoni otarłam łzy.
- Kto tam? - wychrypiałam.
Drzwi się otworzyły i w progu ustała Asia. Spojrzała na mnie
zatroskanym wzrokiem.
- Kotuś.. co się stało? - usiadła obok mnie i objęła. Wtuliłam
się w nią i zaczęłam łkać.
Zwierzyłam się jej ze wszystkiego, a ona mnie pocieszyła. To z nią
zawsze byłam taka zżyta w dzieciństwie, ale potem ona dorosłą i
poszła na studia, więc tylko z mamą mogłam porozmawiać.
- Wszystko się ułoży. Jesteś jeszcze młoda i poznasz wielu
chłopców, tylko masz być ostrożna! - wymownie spojrzała na swój
wielki brzuch. Zaczęłam pociągać nosem, a później obie
wybuchłyśmy śmiechem.
poniedziałek, 15 października 2012
Pomysł
Hej, to ja Jabłko.
Wczoraj w mojej głowie zajaśniała pewna myśl. Nie wiem, czy trafna, ale jednak jest. Mianowicie mam pomysł na nowego bloga, Mam już prawie dwa rozdziały, ale gdy pokazałam Marchewce fabułę, była przerażona i powiedziała, że ona czegoś takiego czytać nie będzie. No cóż, sama przyznaję, że troszkę patologiczne, ale nic na to nie poradzę. I właśnie tak się zastanawiam co z tym zrobić.
Oto fabuła: Życie w bloku dla Tośki to jedno, ale życie w bloku z wiecznie zapitą matką i starszym bratem, który zastępuje jej po części ojca to drugie. Dziewczyna radzi sobie w szkole, ale w domu nie wytrzymuje. Matka ciągle pijana śpi lub właśnie się upija. Straszy brat usiłuje zarabiać na studia równocześnie ucząc się w ostatniej klasie technikum. Siedemnastoletnia dziewczyna stara się nie popełniać błędów swojej matki, ale niestety.. zakochuje się w chłopaku z wyższych sfer. Próbuje zataić przed nim gdzie mieszka, ponieważ wstydzi się swojego domu. Spędza z nim mnóstwo czasu, zwierza mu się ze wszystkiego, a w końcu zaczynają ze sobą być. Wszystko jest idealnie gdyby nie, sprawy z przeszłości chłopaka i okrutna teraźniejszość..
Piszcie mi swoją opinię i poradźcie czy zacząć to coś, czy odpuścić. ;D
Jabłko w Kropki ;)
Wczoraj w mojej głowie zajaśniała pewna myśl. Nie wiem, czy trafna, ale jednak jest. Mianowicie mam pomysł na nowego bloga, Mam już prawie dwa rozdziały, ale gdy pokazałam Marchewce fabułę, była przerażona i powiedziała, że ona czegoś takiego czytać nie będzie. No cóż, sama przyznaję, że troszkę patologiczne, ale nic na to nie poradzę. I właśnie tak się zastanawiam co z tym zrobić.
Oto fabuła: Życie w bloku dla Tośki to jedno, ale życie w bloku z wiecznie zapitą matką i starszym bratem, który zastępuje jej po części ojca to drugie. Dziewczyna radzi sobie w szkole, ale w domu nie wytrzymuje. Matka ciągle pijana śpi lub właśnie się upija. Straszy brat usiłuje zarabiać na studia równocześnie ucząc się w ostatniej klasie technikum. Siedemnastoletnia dziewczyna stara się nie popełniać błędów swojej matki, ale niestety.. zakochuje się w chłopaku z wyższych sfer. Próbuje zataić przed nim gdzie mieszka, ponieważ wstydzi się swojego domu. Spędza z nim mnóstwo czasu, zwierza mu się ze wszystkiego, a w końcu zaczynają ze sobą być. Wszystko jest idealnie gdyby nie, sprawy z przeszłości chłopaka i okrutna teraźniejszość..
Piszcie mi swoją opinię i poradźcie czy zacząć to coś, czy odpuścić. ;D
Jabłko w Kropki ;)
wtorek, 2 października 2012
Rozdział 23
Święta zbliżały
się wielkimi krokami. Była połowa października, a moja mama już
zaczynała gotować. „Będzie tak jak w zeszłym roku, znów na
ostatnią chwilę” - zawsze to powtarzała, a jak zwykle wszystko
było gotowe miesiąc przed czasem, ale dla mojej mamy to było „na
ostatnią chwilę” Mama bardzo się ucieszyła kiedy powiedziałam
jej, że odnawiam znajomości z Weroniką i Dawidem, nawet
zapowiedziała mi, że jeśli chcę to mogę ich zaprosić na
Wigilię.
- Oj nie
przesadzaj mamo! Weronika przyjechała spędzić święta z tatą.
Dawno się nie widzieli, nie mogę jej zaprosić. - powiedziałam od
razu. „ Pewnie i tak by się nie zgodziła” - dopowiedziałam w
myślach.
Weronika
przyjeżdża w poniedziałek przed świętami i wtedy mamy się
spotkać. Zaczęłam nawet ćwiczyć przed lustrem co jej powiem..
Układałam całe monologi, aż pewnego dnia nakryła mnie mama ..
- Izka, co ty?
Mówisz do siebie? Czy rozmawiasz z niewidzialnym znajomym? Może
masz gorączkę co? - zaczęła się śmiać. - Idziesz ze mną na
zakupy? Chcę już teraz kupić prezenty bo potem może już nie
być.. wiesz jak to jest.. gorączka zakupów ogarnia każdego.
Idziesz? - dopowiedziała.
- Mamo oszalałaś?!
Święta są za półtora miesiąca to po pierwsze. Po drugie każdy
NORMALNY człowiek zakupy zaczyna robić w listopadzie, po trzecie
prezenty świąteczne dostępne są do końca grudnia! A po czwarte i
ostatnie zawsze robisz wielkie zamieszanie z powodu głupich świąt,
zawsze musisz robić wszystko z wyprzedzeniem „bo nigdy nie
zdążasz” a i tak zawsze wszystko jest gotowe miesiąc przed! To
staje się irytujące, że już dzień po zakończeniu jednych świąt
planujesz te kolejne które są za rok mamo! Chociaż raz mogłabyś
dać sobie spokój, wiesz? I w ogóle dlaczego ty nigdy nie pukasz
jak wchodzisz do mnie, co?! - wykrzyknęłam i zatrzasnęłam jej
drzwi przed nosem.
Nie chciałam jej
tego powiedzieć, nie chciałam zrobić jej przykrości, ale wszystko
we mnie wybuchło. Ciągle denerwuje się na myśl o spotkaniu z
Werą, od tygodnia planuje co jej powiem, nadal tęsknię za Alexem i
dołuje mnie to, że ja święta spędzę z całą rodziną, a
rodzice Alexa będą go opłakiwać. Mama nie umie tego zrozumieć i
tylko pogarsza całą sprawę. Z tej bezsilności zaczęłam rzuciłam
się na łóżko i zaczęłam płakać. Do drzwi dobijała się mama!
Teraz pamięta o pukaniu!
- Odejdź sobie!
Daj mi spokój! - krzyknęłam i zanurzyłam twarz w poduszki.
Pukanie ustało … na jakiś czas!
Obudziłam
się za dziesięć dziewiąta. Nie idę do szkoły. Powiem mamie, że
źle się czuję czy coś.. A właśnie! Mama! Muszę ją przeprosić
za wczoraj.. niepotrzebnie tak na nią krzyczałam. Pewnie jeszcze
śpi więc nie będę jej budzić. Zamiast tego zrobię jej
przeprosinowe śniadanko do łóżka. Nie zawracałam sobie głowy
ubiorem i w samej piżamie pobiegłam do kuchni. Wyjęłam z szafek
wszystko czego potrzebowałam do zrobienia naleśników : mąkę,
mleko, jajka. Wyjęłam także miód i banany. Rozrobiłam ciasto i
wlałam na patelnie. Po kilku minutach miałam już niezły stosik,
który obficie polałam miodem i obłożyłam bananami. Do szklanki
nalałam soku. Wszystko ułożyłam na tacy i zaniosłam do sypialni
rodziców. Sam zapach wystarczył, aby mama się obudziła. Przetarła
zaspane oczy i spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Dziś są moje
urodziny czy to jakaś specjalna okazja? Zapomniałam o czymś? -
zapytała i oparła się o poduszki.
- Niee. To
specjalne śniadanie dla najlepszej mamy. I też takie trochę
przeprosinowe za wczoraj. - odpowiedziałam.
- A co było
wczoraj? - zapytała niewinnie.
- Oj mamo. Nie
udawaj, że nie pamiętasz.. nie powinnam tak na ciebie krzyczeć.
Przepraszam.
- Ja już
zapomniałam. Przynieś sobie talerz bo sama tego wszystkiego nie
zjem.
- Miałam
nadzieję, że to powiesz. - zaczęłam wyciągać z kieszeń
szlafroka sztućce i szklankę na sok. - Wiesz, te ogromne kieszenie
wreszcie się do czegoś przydają.
Usiadłam obok mamy
i razem zjadłyśmy przepyszne naleśniki. Muszę przyznać, że
świetnie gotuję xd. Postanowiłyśmy z mamą zrobić sobie dzień
leniuchowania. Leżałyśmy przed telewizorem w szlafrokach z nie
ogarem na twarzach i włosach jedząc pizzę, którą wcześniej
zamówiłyśmy. Było odjazdowo. Później przeniosłyśmy się do
salonu, aby poczytać. Ja zaczęłam czytać nową książkę, a mama
jakieś czasopismo. O czwartej wrócił tata.
- Co jest na
obiad? - wykrzyknął wchodząc do domu.
- Pizza! Weź
sobie, jest w kuchni! - odkrzyknęła mama.
W kuchni zastał
pobojowisko.. nie chciało nam się zmywać ani nic, a ja nie
posprzątałam po gotowaniu.
- Co tam się
stało? - zdziwienie ojca ciągle rosło.
- Leniuchowałyśmy.
- odparłam podchodząc do taty.
- Iza? Dlaczego
nadal jesteś w piżamie? O matko! Basiu! Co si się stało?!
Nie chciało mi się
już tam stać, więc wróciłam na kanapę. Książkę odłożyłam
na bok – nie mogłam się skupić. Znów zaczęłam martwić się
rozmową z Weroniką, muszę przyznać, będzie ciężko...
***
Czytacie? Jak tak to fajnie. Rozdział jest głupi, do niczego nie prowadzi i wgl beznadziejny. Ogólnie cała ta historia jest taka trochę teraz pogmatwana. Wraz z Marchewką postanowiłyśmy, że do pewnego momentu będzie część I, a później zacznie się część II, w której wszystko się zmieni. Rozdziały będą o wiele dłuższe.. bardzo długie będą bo te są krótkie. Doją nowi bohaterzy, obecni zejdą na margines i będą się pojawiać dość rzadko. Zmienimy wszystko, w końcu to będzie dorosłe życie Izy! Więcej wam nie zdradzę. ;PP
życzę miłego czytania, miłego komentowania i miłej nauki w szkole ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

