Stałam
na klifie i zastanawiałam się nad życiem. "Najtrudniej
zrobić, ten pierwszy krok, a później już leci myślałam, koniec
z tym. To już koniec" Z moich rozmyślań wyrwał mnie czyjś
krzyk. Obróciłam się i ujrzałam Kubę. Krzyczał coś do mnie,
nie wiem co. Być może próbował mnie powstrzymać,ale było z
późno....już za późno. Oderwałam się nogami od ziemi, a
następnym co widziałam było niebo, ocean i mnóstwo wody pośród
mnie...
Ze snu wyrwał mnie mój własny krzyk...
Ze snu wyrwał mnie mój własny krzyk...
Otworzyłam
powoli i niechętnie oczy. Widzę mój pokój, ściany, biurko i
szafy ... jakie szczęście , że to tylko sen .. a może ten sen coś
chce mi przekazać ? A jeżeli ja tak zrobię ? Możliwe ... ostatnio
samobójstwo chodzi mi po głowie . Mam tego wszystkiego dość .
Tego całego życia ! Tylko jak ja mam to zrobić skoro Kuba nie chce
dać mi spokoju i nie odstępuje mnie na krok ? Ja nie mogę z nim
być . Nie chcę przeżywać kolejnego zawodu miłosnego. Znam go
dopiero od dwóch tygodni. Tamtego dupka nadal nie spotkałam. Nie
wiem co się z nim dzieje i mało mnie to interesuje. Zerwałam z
nim. Żałuję, że zrobiłam to przez SMS-a, ale już od dwóch
tygodni nie miałam z nim żadnego kontaktu, a on nawet nie spotkał
się ze mną, aby porozmawiać i wszystko sobie wyjaśnić. Olewał
mnie, więc ja olewałam jego. W tamtym czasie wszyscy mnie
wspierali: ciocia, Weronika, Dawida – bardzo tego potrzebowałam,
gdyby nie oni już nie byłoby mnie na tym świecie... Po tym co
powiedział mi Kuba, powinno mi przejść, powinnam od razu zapomnieć
o Aleksie, ale nie przeszło, nie zapomniałam o nim. Kochałam go,
kochałam go jak cholera, każda cząstka mnie, aż krzyczała,
ponieważ jego nie było o bok. Czułam przeszywający ból na całym
ciele, było tak jakbym zaraz miała rozpaść się na milion
kawałków i nikt nie mógłby mnie z powrotem poskładać w całość.
Bolała mnie głowa, ręce, całe ciało mnie bolało. W tamtej
chwili pragnęłam tylko spokoju i ukojenia, ale nikt nie mógł mi
tego dać. Podniosłam się z łóżka i wstałam, uderzyła mnie
kolejna fala bólu – tym razem potężniejsza. Upadłam na kolana.
Wyłam z bólu i krzyczałam. Z kolan opadłam na plecy. Zaczęłam
wić się na podłodze, próbując złagodzić ten przerażający
ból. Płakałam, krzyczałam, wołałam o pomoc. Nikogo nie było w
pobliżu. Nikt mnie nie słyszał. Nikt nie mógł mi pomóc.
Ostatnim co zapamiętałam była ciemność. Gęsta i
nieprzenikniona. Niebezpieczna, złowroga, ale uspokajająca,
łagodząca ból. Tak, ona łagodziła mój ból. Pomagała.....
Obudził
mnie rumor i hałas pikających urządzeń. Powoli otworzyłam jedno
oko, później drugie. Czułam ból głowy...znowu. Podniosłam rękę,
aby złapać się za głowę, ale nie mogłam ruszyć ręką.
Podtrzymywały ją jakiś poskręcane kabelki, rurki. Nie wiem co to
było. Ktoś wypowiedział moje imię. Odwróciłam twarz w stronę
skąd dobiegał głos. Na krześle przy moim łóżku siedziała
ciocia Asia.
-
G-gdzie ja j-jestem? - wyszeptałam.
-
W szpitalu kochanie, ale już wszystko w porządku. Już nic ci nie
grozi. Odpoczywaj słońce. Odpoczywaj. - powiedziała ciocia i
pogładziła mnie po włosach.
- C-co się s-stało? - nadal nie
rozumiałam tego co do mnie mówiła. Jaki szpital? Jacy lekarze? O
co jej chodzi?
- Nie wiem. Znalazłam cię w pokoju.
Chyba zemdlałaś. Leżałaś na podłodze i byłaś nieprzytomna. -
mówiła – Myślałam, że....że – głos jej się załamał.
Wiedziałam co chciała powiedzieć i przerażała mnie myśl, że
sama myślałam o śmierci, że chciałam zakończyć moje nędzne
życie. Ale czy moja śmierć coś by zmieniła? Zrujnowałabym
jedynie życie moich bliskich. Samobójstwo jest jedynie przejawem
egoizmu. Nie myśli się wtedy o innych, o tym co oni będą później
czuć. Myślisz tylko o sobie, o tym, że zaraz skrócisz swoje
cierpienie, że będzie lepiej, ale nie dla innych. Wtedy oni będą
cierpieć za nasz egoizm.
- Nie umrę. - powiedziałam. -
Słyszysz ciociu? Nie umrę! - zaczęłam krzyczeć na przemian
płacząc. - Nie umrę. - szepnęłam i opadłam na poduszki.
- Izuś.. już spokojnie, uspokój
się. Nie krzycz, nie płacz. Słyszę, kochanie słyszę dobrze. Ale
uspokój się już. Musisz teraz dużo odpoczywać. Prześpij się, a
ja pójdę porozmawiać z lekarzem.
Wyszła, a ja nadal płakałam. Nie
mogłam się opanować, nie mogłam też zasnąć. Zaczęłam się
rozglądać po sali. Białe płytki na podłodze, białe ściany,
białe szafki. Wszystko co się tutaj znajdowało było białe.
Wszystko, każdy centymetr kwadratowy tego pokoju skąpany był w
bieli. Nie wiem po co. Ta biel jest równie przytłaczająca co
czarny. Nie ma tu nic kolorowego. Nie podoba mi się to miejsce, ale
nie mnie było wybierać salę. Muszę powiedzieć o tym cioci. Niech
przyniesie mi tutaj coś kolorowego. Ciekawe jak długo będę tu
przebywać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Ujrzałam w nich
Weronikę. Niosła kwiaty. Cudownie, będzie coś kolorowego. Moja
kochana Weronika.
- Nie przeszkadzam ci? Twoja ciocia
mówiła, że śpisz. - usiadła na stołku przy łóżku.
- Nie. Wcale nie spałam, nie mogłam
zasnąć. Cieszę się, że przyszłaś. - powiedziałam i
wyciągnęłam ręce po kwiaty – To dla mnie?
- Tak. Dla ciebie, poczekaj pójdę po
wazon.
Zatrzymałam ją. Nie chciałam, żeby
teraz wychodziła. Potrzebowałam towarzystwa. Drzwi znów się
otworzyły. Do oczu cisnęły mi się łzy. Spodziewałam się
każdego, ale o nim nie pomyślałam.
***
Hej. To już 14 rozdział. I dopiero teraz rozkręca się akcja. Na kolejne nie będziecie musiały długo czekać. Mam już napisane kolejne rozdziały do przodu. Jestem w połowie 18. Na razie nie będę wam zdradzać szczegółów, szykuje się dużo emocji.
Pozdrawiamy Jabłko w Kropki i Marchewka w Paski.

Wow...:)
OdpowiedzUsuń